Niestety informacja została od razu potwierdzona przez Harry'ego, przyjaciela Tylera Portera. "Z ciężkim sercem piszę tę wiadomość do wszystkich - z wielkim smutkiem muszę poinformować, że mój najlepszy przyjaciel symstar i nasz dobry przyjaciel Austen tragicznie odeszli wczoraj późnym wieczorem w wypadku samochodowym" - przekazał w publicznej wiadomości.
Okoliczności śmierci są jeszcze bardziej przygnębiające. 1 maja esportowiec obchodził swoje zaledwie 21. urodziny. Wraz z bliskim przyjacielem w ramach celebracji postanowili wybrać się w dalszą podróż po Ameryce. Doszło do wypadku samochodowego ze skutkiem śmiertelnym - Tyler Porter i jego kompan w podróży nie przeżyli tego zdarzenia. Więcej szczegółów nie zostało podanych do powszechnej informacji.
Talent, któremu nie było dane rozbłysnąć
"sym" miał przed sobą tak naprawdę całą karierę esportową. Rywalizację na wysokim poziomie rozpoczął już w 2020 roku, kilka miesięcy po premierze Valoranta. Skrzydła rozwinął jednak dopiero w wieku 17 lat w barwach akademii legendarnej organizacji TSM. Zawodnik kilkukrotnie zmieniał drużynę, jednak los chciał, że w 2024 roku ponownie powrócił do macierzy - tym razem zasilił pełnoprawną załogę TSM, z ramienia której rywalizował przez ponad rok.
Eksperci nie mieli wątpliwości, że "sym" był wschodzącą gwiazdą, która jeszcze na dobre nie miała okazji ukazać całego swojego potencjału i talentu. "(…) Zostawiłeś swój ślad w TSM VALORANT. Miałeś przed sobą tak wiele, i będziemy za tobą bardzo tęsknić" - pojawił się wpis na oficjalnym profilu organizacji TSM.
Tylera Portera ciepło wspominają też inni członkowie społeczności taktycznej strzelanki od Riot Games. "Spotkałem Tylera w 2016 roku i od razu staliśmy się przyjaciółmi (…) Cokolwiek musiałem kiedyś załatwić, on był pierwszą osobą, do której szedłem, i wiem, że u niego było tak samo" - wspomina Harry przyjaciel zmarłego.
Tyler był jedną z pierwszych osób, które spotkałem w tej grze i którą mogłem nazwać swoim przyjacielem, i zawsze był świetnym towarzystwem. Pamiętam wszystkie LAN-y, na które chodziliśmy, i niezliczone godziny, które spędzaliśmy, grając w Vala i inne różnorodne gry. To były jedne z najszczęśliwszych lat mojego życia. Jestem cholernie zrozpaczony
Niespodziewana śmierć "syma" to ogromna strata dla całego środowiska. Pamięć o jego talencie, pasji do Valoranta oraz niezwykłej więzi z kolegami z drużyny, pozostanie żywa w sercach społeczności, która dziś jednoczy się w bólu i składa hołd utalentowanemu zawodnikowi.











