Pierwszy półfinał, FURIA vs. Spirit miał wszystko, co spotkanie na tak wysokim poziomie mieć powinno - emocje, dogrywki, widowiskowe akcje, żywiołowy doping i bohaterów, którzy z pewnością zostaną uwiecznieni na niejednym fragmovie. Jednym na pewno będzie donk, który - choć z pewnością trudno go nazwać ulubieńcem polskiej publiczności - pokazał, że dalej ma w sobie to coś, czym potrafi odwrócić losy spotkania. Drugim zaś molodoy - ten niezwykły Kazach po raz kolejny pokazał niesamowite umiejętności gry z AWP, które mogły u wielu wywołać wspomnienia najlepszych akcji snajperskich w historii CS-a.
Meczu tego z pewnością nie zapomną również brazylijscy kibice, którzy dzisiaj mogli się poczuć w Tauron Arenie jak u siebie w domu. FURII kibicowała praktycznie cała arena, a na sektorze zajmowanym przez Brazylijczyków obok siebie wisiały polska i brazylijska flaga.
Drugi półfinał… zawiódł i usypiał. Jedynym jego pozytywem tak naprawdę był fakt, że wygrali ulubieńcy (o dziwo) publiczności. Dan "apex" Madesclaire musiał być mocno zdziwiony i zaskoczony faktem, że gdzieś poza Francją jest witany aplauzem o brawami oraz dopingiem, bo przecież ze względu na swój dość kontrowersyjny sposób wypowiadania się o swojej grze, o przeciwnikach oraz z powodu prowokacyjnego zachowania na LAN-ach nie należy on raczej do czołówki ulubieńców esportowej publiczności na świecie. Jednak w Polsce… to co innego. Polacy doceniają każdego, kto prezentuje dobrego CS-a, chyba, że ktoś z nami zadrze - o czym pisałem wczoraj w kontekście ćwierćfinału z MOUZ. Nic więc dziwnego, że w starciu Vitality z "Myszami" większość Tauron Areny stanęła po stronie francuskiej formacji.
A dlaczego to spotkanie było rozczarowujące? Przede wszystkim dlatego, że nie miało w sobie nawet 10% tych emocji, co poprzednie starcie. MOUZ grało bardzo zachowawczego, "wycofanego" CS-a, obie drużyny budowały swoje akcje bardzo długo i ostrożnie, aż do przesady. Zdarzały się rundy, w których MOUZ zachowywało broń nawet w rundach, w których mieli jeszcze trzech zawodników. Widząc wcześniejsze spotkania Vitality oraz to, jak zacięte było wczorajsze starcie MOUZ z G2, można się było spodziewać znacznie lepszego widowiska. Stawka to jedno i w obliczu awansu do finału IEM zachowawcza gra jest zrozumiała, ale gdyby w CS istniało pojęcie gry na czas i kary za nią, to tutaj chyba by sie posypały. Tak naprawdę przyspieszenie zobaczyliśmy w drugiej połowie drugiej mapy, kiedy Vitality chyba stwierdziło, że ma już dość i pora kończyć, bo dochodziło nawet do sytuacji, w których Francuzi rushowali grając po stronie CT, co jest wbrew jakiemukolwiek zdrowemu rozsądkowi.
W niedzielę czekają nas dwa spotkania. Najpierw, o 13:30 mecz o 3. miejsce (jeśli mnie pamięć nie myli - po raz pierwszy w historii turniejów IEM) pomiędzy Spirit i MOUZ, a o 17:00 pojedynek finałowy BO5 pomiędzy FURIĄ a Vitality.











