Twitch na przestrzeni minionych lat przechodził kilka sporych kryzysów związanych z promocją hazardowych aktywności, z transmisjami basenowymi czy z zalewem botów siejących nienawiść. Wydaje się, że większość tych bolączek została zażegnana. Tymczasem platforma po raz kolejny zmagać musi się z niepokojącym zjawiskiem - mocno nadwyrężającym jej finanse.
Chodzi o tzw. viewbotting, czyli sztuczne zawyżanie liczby widzów na kanale poprzez korzystanie z nielegalnego, zewnętrznego oprogramowania. Programy bazujące na skryptach są w stanie wygenerować fikcyjną widownię, przez co przykładowo streamer jest w stanie podkręcić licznik z widzami nawet kilkukrotnie.
Zabieg taki ma prosty cel: większa widownia istotnie wpływa na lepsze przychody z reklam, ale nie tylko. Twórcy legitymujący się większą popularnością (nawet jeśli sztucznie zawyżaną) mają większe szanse na podjęcie lukratywnych współprac kontraktowych z innymi podmiotami.
Viewbotting jest powszechny na platformie Kick, ale zjawisko coraz częściej daje o sobie znać także na Twitchu. Na łamach jednego z podcastów szef platformy przyznał, że zwłaszcza mniejsi streamerzy nieustannie próbują w nielegalny sposób zwiększyć swoją widownię. Proceder ten jest znacznie rzadszy wśród popularnych gwiazd fioletowej witryny.
Jeśli uda im się stworzyć tysiąc fałszywych kont, a następnie stworzyć viewboty, to będą mogli generować fałszywe przychody
Jakiś czas temu dosyć głośno zrobiło się o pewnej streamerce, która została zbanowana, bowiem przypadkowo podczas transmisji pokazała na ekranie program do generowania sztucznej widowni. Twitch testuje nowe rozwiązania walki z viewbottingiem za sprawą wprowadzonych w lipcu rewolucyjnych rozwiązań. Czy to przyniesie skutek? Czas pokaże.










