Esport należy do dziedzin młodych, które stale i sukcesywnie podnoszą swoje znaczenie dzięki normalizacji i profesjonalizacji biznesowej. Coraz więcej młodych upatruje wiele szans rozwoju i prowadzenia ścieżki oraz kariery zawodowej właśnie w omawianym sektorze, który ma czym skusić i przekonać do siebie.
Sport elektroniczny od zawsze w sposób pokrewny związany był z branżą gier wideo. W końcu turnieje, które ochoczo przyciągają setki tysięcy, a czasem nawet miliony obserwatorów na całym świecie podczas przeróżnych wydarzeń na żywo - dotyczą popularnych gier wideo.
Intel Extreme Masters 2020
IEM Katowice co roku było wielkim świętem esportu nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Setki tysięcy ludzi oglądało zmagania przez internet, natomiast regularnie ponad 100 tysięcy osób zjawiło się w tym celu w katowickim Spodku oraz Miejskim Centrum Kultury. Tegoroczna atmosfera wokół wydarzenia jest jednak zgoła odmienna. Z obawy przed koronawirusem wojewoda śląski zakazał publiczności uczestnictwa w evencie. Nie dziwi zatem fakt, że IEM 2020 jest wyjątkowo gorzki. Jeszcze wczoraj wydawało się, że wydźwięk artykułów publikowanych na różnych portalach będzie inny. W głowie kroił się bowiem scenariusz wyrażeń i zwrotów typu „ostatecznie nic się nie zmieniło”, „jednak z publicznością” czy „mimo strachu wszystko dobrze się skończyło”. Ostatecznie nie wszystko dobrze się skończyło. A może właśnie skończyło się lepiej, niż mogło?






Czołowe esportowe firmy wyceniane są na 3,5 mld dolarów
Forbes skrupulatnie przebadał branżę esportową. Według raportu rozkwit tego sektora jest nie do zatrzymania. Pomimo wielu trudności w postaci niejasnych często aspektów prawnych, braku świadomości ze strony społeczeństwa w odniesieniu do gier czy z bardziej bieżących rzeczy - globalnej pandemii i kryzysu, które rozlały się na całym świecie - sport elektroniczny funkcjonuje, ma się dobrze i prawdopodobnie... będzie jeszcze lepiej.
W nowym rankingu najcenniejszych firm esportowych według Forbesa pierwsza dziesiątka jest warta średnio 353 miliony dolarów, co stanowi wzrost o 46% w porównaniu do ostatniej edycji tej listy z grudnia 2020 roku.
Dziesięć najwyżej wycenianych firm esportowych ma łączną wartość na poziomie 3,5 miliarda dolarów. Można więc pokusić się o stwierdzenie: sport elektroniczny to łatwy biznes - wystarczy założyć swoją dywizję, zatrudnić profesjonalnych graczy, a sponsorzy przyjdą sami. Potem jeszcze tylko sukcesy drużyn i pieniądze spływać będą same...
Sport elektroniczny to wymagająca pod względem biznesowym branża
Nic bardziej mylnego. Esport ma na swojej drodze naprawdę wiele barier. Nie pomaga w tym również fakt, iż jest to dyscyplina młoda, wschodząca we wczesnej (globalnie) tak naprawdę fazie rozwoju. Profesjonalizacja esportu nastąpiła w pełnym wymiarze zaledwie kilka lat temu.
Zarabianie pozostaje głównym wyzwaniem dosłownie każdego zespołu esportowego. Na tym etapie większość próbuje znaleźć drogę w labiryncie, a niektórzy utknęli na karuzeli dla chomika. Jeśli jest jedna rzecz jasna, to taka, że nikt nie znalazł wyjścia.
Raport uwypukla jeszcze inne problemy i wyzwania, które jawią się przed firmami esportowymi. Wyróżnić można tutaj: mały wachlarz działania (głównie internet w tym platformy Twitch oraz YouTube), coraz drożsi i wymagający zawodnicy esportowi, wąskie pole manewru w generowaniu przychodów. To czynniki, które w sposób ewidentny wskazują różnice między esportem, a chociażby sportem tradycyjnym.
Pomimo tego, wielu drużynom, ich właścicielom i wewnętrznym drużynom na czele z reprezentującymi ich zawodnikami, którzy w pewnym stopniu stali się ikonami w popkulturze - udaje się działać w sposób wzorcowy, a co więcej generować pieniądze i krzewić kulturę gamingu. Spójrzmy więc na ranking najdroższych firm esportowych na rynku.
Lista najwyżej wycenianych firm esportowych wg. Forbes:
- TSM - 540 mln $ (+32% względem grudnia 20’)
- 100 Thieves - 460 mln $ (+142%)
- Team Liquid - 440 mln $ (+42%)
- FaZe Clan - 400 mln $ (+31%)
- Cloud9 - 380 mln $ (+9%)
- G2 Esports - 340 mln $ (+94%)
- Fnatic - 260 mln $ (brak danych)
- Gen.G - 250 mln $ (+35%)
- NRG - 240 mln $ (+55%)
- T1 - 220 mln $ (+47%)
Po raz kolejny na czele rankingu widnieje TSM (dawniej Team SoloMid), którego właścicielem jest Andy Dinh - były amerykański profesjonalny gracz League of Legends, a obecnie przedsiębiorca i inwestor. TSM swoją pozycję budowało przez długie lata. Aktualnie jest to jedna z najbardziej rozpoznawalnych dywizji - działająca w pełni profesjonalnie we wszystkich płaszczyznach swojej aktywności.
TSM dzierży najbogatszą umowę sponsorską w sporcie elektronicznym. Rzeczona umowa podpisana została w ubiegłym roku z giełdą kryptowalut FTX i opiewa na kwotę 210 mln dolarów przez okres dziesięciu lat. To pokazuje, że globalni giganci oraz częściej kierują swój wzrok, a następnie pieniądze w branżę rozrywki elektronicznej, a konkretniej - esportu.












