To była pod każdym względem bardzo specyficzna, żeby nie powiedzieć wręcz "dziwna" edycja Intel Extreme Masters Katowice. Począwszy od zespołów, które zakwalifikowały się do fazy play-off katowickiego turnieju Counter-Strike'a 2, przez to co się działo na strefie Expo, brak po raz pierwszy od lat rozgrywek StarCrafta 2, po... to, co się zaczęło dziać po wydarzeniu.
Klimat w Spodku jak zwykle bezbłędny
Jeśli chodzi o turniej, ten jak zwykle przyniósł sporo emocji, to nie ulega wątpliwości. Fakt, że w Spodku pojawiła się chociażby ekipa Mongolz czy mocno wciąż wspierane Natus Vincere, sprawił, że publiczności został nieco wynagrodzony brak polskich reprezentantów oraz cios prosto w serce, jaki na tydzień przed turniejem zadało nam Mouz, zwalniając siuhego. Większość spotkań była niezwykle zacięta, a publiczność tak rozemocjonowana, że osoby odpowiedzialne za realizację nierzadko musiały wyłączać x-ray na transmisji, żeby zespoły rozgrywające akurat swoje mecze miały naprawdę równe szanse. Nadal uważam, że publiczność w Spodku jest jedną z najlepszych na świecie, chociaż czasami ponoszą ją trochę emocje. Poza tym, widok trybun Spodka wypełnionych do ostatniego miejsca i ryk tysięcy kibiców to jest coś, co robi wrażenie za każdym razem i chyba nigdy mi się nie znudzi.
Intel Extreme Masters 2025

























Karygodny brak legendarnego tytułu
Trochę gorzej sprawa miała się w budynku Międzynarodowego Centrum Kongresowego. Brak turnieju StarCraft 2 i zamianę sali audytorium w "ESKA Watch Party" uważam za spore nieporozumienie. Rozumiem, że być może nie są to już czasy, kiedy StarCraft 2 mógł znaleźć swoje miejsce w Spodku, ale w audytorium odnajdywał się doskonale, o czym świadczyły zeszłoroczne kolejki i widownia wypełniona do ostatniego miejsca. Tym samym brak zainteresowania na pewno nie może być wytłumaczeniem dla tej dziwnej i kompletnie dla mnie niezrozumiałej decyzji. Czy miejsce to sprawdziło się jako Watch Party? Przyznam - nie wiem, byłem tam zanim rozpoczął się turniej, więc z oczywistych względów sala była pusta, potem zmagania oglądałem już z trybun Spodka.
Mniejsze Expo
Na kilka dni przed play-offami IEM Katowice napisałem felieton, w którym głośno zastanawiałem się nad kierunkiem, w którym podąża obecnie esport. Brak StarCrafta 2 wymieniałem tam jako jedno z niepokojących "zjawisk", ale pisząc ten tekst nie byłem jeszcze świadomy kolejnego. Otóż, ku mojemu olbrzymiemu zaskoczeniu Expo w tym roku było "na oko" o jedną trzecią, jeśli nie o połowę mniejsze niż w latach ubiegłych. W dodatku stoisk było jakby mniej nawet jak na dostępną przestrzeń - za to były trochę większe i z większymi przejściami pomiędzy. No i kolejne zaskoczenie, czyli coś co można brać zarówno za dobrą jak i złą monetę. Mniej było firm endemicznych, typowo związanych z hardware i gamingiem, za to pojawiło się kilka marek "mainstreamowych", jak Philips czy L'Oreal. Na stoisku Philipsa można było nawet za darmo oddać się w ręce profesjonalnego barbera - usługa, która cieszyła się całkiem sporym zainteresowaniem odwiedzających.
Ciekawym zjawiskiem na Expo były... kolejki. O ile te zawijające się po kilka razy przed Spodkiem już dawno przeszły do historii (i to wcale nie z powodu mniejszego zainteresowania turniejem, jak sądzą niektórzy), to pojawiły się w samym Expo - do sesji autografów z zawodnikami i do niektórych sklepów i stoisk, jak wspomniany Philips.
Liczby
Organizatorzy chwalą się, że tegoroczny turniej Counter-Strike 2 był rekordowym pod względem oglądalności w kategorii turniejów bez rangi Major. W kulminacyjnym momencie na wszystkich oficjalnych kanałach streamingowych wydarzenie oglądało niemal 1,3 miliona widzów (finał pomiędzy Spirit a Vitality), a na miejscu znalazło się 56 tysięcy osób odwiedzających turniej oraz Expo.
Co dalej?
Jednak mam wrażenie, że to co najciekawsze jeśli chodzi o esportowe wydarzenia nad Wisłą dopiero przed nami. W kilka dni po zakończeniu IEM Katowice pojawiła się niespodziewana informacja o tym, że za dwa lata PGL planuje urządzić turniej CS2 Tier1 w krakowskiej Tauron Arenie, w dacie niemalże pokrywającej się z katowickim IEM-em (tydzień przed nim, gdyby IEM miał odbywać się w pierwszy weekend lutego). Kilka godzin później organizator poinformował jednak, że plany te są nieaktualne, bo firma zarządzająca krakowską Areną przez najbliższe trzy lata planuje udostępniać obiekt pod inną "imprezę cykliczną".
Pomijając bijący z tego brak profesjonalizmu organizatora, który ogłasza publicznie imprezę, nie mając podpisanych wszystkich umów i po prostu zarezerwowanego miejsca... Pamiętacie, jak we wspomnianym felietonie pisałem, iż mam wrażenie, że tegoroczny IEM Katowice jest promowany trochę od niechcenia i informacje o nim pojawiły się bardzo późno? A teraz Tauron Arena mówi o jakimś "cyklicznym wydarzeniu"... Nie wiem jak wy, ale ja, obserwując to wszystko, spodziewam się potężnego trzęsienia ziemi jeśli chodzi o przyszłość katowickiej imprezy.











