Spis treści:
- Dlaczego zmiana była konieczna?
- Atmosfera, która łączy narody
- Nowe rozdanie w Krakowie
- Co nie zagrało?
- Media bez barier
W skrócie
- Turniej IEM po raz pierwszy odbył się w Tauron Arenie w Krakowie, zastępując katowicki Spodek.
- Wydarzenie przyciągnęło dużą widownię, a atmosfera została oceniona jako wyjątkowa dzięki wspólnemu dopingowi kibiców z różnych krajów.
- Zgłoszono kilka niedociągnięć organizacyjnych, m.in. dotyczących sceny, tłoku na korytarzach oraz dostępności miasta, ale poprawiono warunki dla mediów i osób niepełnosprawnych.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Przyznam, że kiedy pojawiły się pierwsze plotki o zmianie Katowic na Kraków, a potem informację tę potwierdzono oficjalnie - delikatnie mówiąc - nie byłem zadowolony. Pomijam fakt, że do Spodka miałem zaledwie kilka przystanków autobusem. Bolało mnie przede wszystkim to, że Katowice, MOJE Katowice, tracą status miasta kojarzonego z esportem na równi z Kolonią. To przecież ta impreza wypromowała miasto i zmieniła sposób, w jaki postrzegano je w Polsce i na świecie - z ośrodka przemysłowego w globalną stolicę esportu. To tutaj ESL założył jedną ze swoich głównych siedzib, tutaj wkrótce pojawi się hub gamingowo-technologiczny i tutaj w końcu przez 13 lat odbywały się finały CS-owego odpowiednika Ligi Mistrzów. Dzięki IEM Katowice zyskały wizerunek nowoczesnego ośrodka i mogły z dumą nosić miano "Miasta Wielkich Wydarzeń".
Dlaczego zmiana była konieczna?
Złość i zawód ustąpiły jednak zrozumieniu, gdy rozpoczął się tegoroczny turniej. Może Tauron Arena nie jest tak ikoniczna i charakterystyczna jak katowicki Spodek, ale daje coś innego - miejsce na rozwój. Polskie Intel Extreme Masters potrzebowało tej zmiany, by iść naprzód. Pojawienie się IEM w Katowicach było kamieniem milowym; esport po raz pierwszy pokazał się wtedy na wielkiej scenie przed kilkutysięczną publicznością, co w 2013 roku wydawało się wydarzeniem wręcz nierealnym. Dzisiaj jednak miejsce esportu jest w coraz większych halach, gotowych pomieścić już nie kilka, a kilkanaście - a z czasem może i kilkadziesiąt, jak w przypadku stadionów - tysięcy widzów.

Moja główna obawa, o której pisałem w piątkowym podsumowaniu, dotyczyła frekwencji. Miejsc do zagospodarowania było w Krakowie blisko dwukrotnie więcej niż w Spodku, wszystkie były biletowane, a piątek to często dzień, w którym kibice dopiero zjeżdżają do miasta. Mimo to, wraz z rozpoczęciem pierwszego meczu, arena wypełniła się praktycznie do ostatniego miejsca. A to, co działo się przez kolejne dni, trudno opisać słowami - to trzeba po prostu przeżyć. Śledzę turnieje esportowe na żywo od pierwszego katowickiego IEM-a, ale za każdym razem takie wydarzenia wywołują u mnie niezapomniane emocje. Rozmach, epickość i reakcje kibiców to coś, dla czego warto wracać co roku, nawet jeśli naszych reprezentantów nie ma już w play-offach.
Atmosfera, która łączy narody
W Krakowie te wrażenia zostały jeszcze spotęgowane. Ośmielę się stwierdzić, że polscy i brazylijscy kibice są sobie równi pod kątem pasji - i chyba właśnie dlatego stworzyli wspólnie tak niesamowitą atmosferę podczas każdego meczu FURII. Zresztą, widok polskich, brazylijskich, białoruskich i kazachskich flag, powieszonych obok siebie na barierkach, był najlepszym dowodem na to, czym naprawdę jest esport i Counter-Strike.

Każdy turniej spod znaku Intel Extreme Masters buduje własną legendę i kreuje gwiazdy, które pamięta się latami. W piłce nożnej wspominamy pojedyncze wydarzenia: "rękę Maradony", triumfy Polaków w latach 70., atak Materazziego na Zidane'a, wygraną ManUnited w Lidze Mistrzów czy dominację Realu Madryt. Ale finały IEM wnoszą do historii momenty niezapomniane praktycznie co roku:
- 2014-2015: Wygrana polskiego Virtus.pro, a rok później pierwszy polski turniej rangi Major.
- 2016-2017: Pierwsza w historii obrona trofeum przez fnatic oraz triumf Astralis, który potwierdził nadejście ich wielkiej ery.
- 2018-2019: Wycieńczający finał FaZe vs fnatic w pełnym formacie BO5 z dwiema dogrywkami oraz "narodziny legendy" dupreeha podczas drugiej wygranej Astralis (również pisałem o tym w piątkowym podsumowaniu).
- 2020: Turniej pandemiczny - przygnębiający widok pustych, cichych trybun w Spodku, którego nikt z obecnych tam osób nie zapomni.
- 2022: Finał FaZe Clan vs G2, wielki debiut umiejętności m0NESY'ego oraz poruszający apel s1mple'a o pokój i równe traktowanie zawodników bez względu na narodowość w obliczu dopiero co rozpoczętej wojny w Ukrainie.
- 2023-2024: Kolejny popis m0NESY'ego i jego upragnione trofeum, a rok później objawienie niewiarygodnego talentu donka.
- 2025: Początek dominacji Vitality, niespodziewana przegrana Spirit i rewelacyjny występ The MongolZ.
Do tego należy jeszcze doliczyć każdą niesamowitą akcję Majorów, upamiętnioną graffiti na mapach.

Nowe rozdanie w Krakowie
Nie inaczej było w tym roku. Poza otwarciem zupełnie nowego rozdziału w historii imprezy, był to popis umiejętności dwóch drużyn: FURII, której kibicowała większość hali, oraz Vitality, którzy udowodnili, że teraz to ich czas. FURIA to nie tylko legendarny Fallen, który w swojej karierze zdobył prawie wszystko i był o krok od brakującego mu pucharu IEM-a (choć tego z Katowic już nie wygra). To także molodoy - genialny Białorusin, kolejny "czarodziej snajperki", przed którym wielka przyszłość. Po drugiej stronie stanął zaś dream-team Vitality z charyzmatycznym Apexem i ZywOo, którego trofeów MVP nie sposób już zliczyć.
Ich umiejętności byłyby jednak niczym, gdyby nie pasja i zaangażowanie kibiców. I to tutaj Tauron Arena pokazała swoją największą moc - rozmiar i pojemność. Dla organizatora rachunek jest prosty - więcej kibiców to większa opłacalność imprezy, szczególnie gdy inne sposoby finansowania nie zdają egzaminu bo budżety marketingowe sponsorów się kurczą. Ale także z punktu widzenia wrażeń tam na miejscu zmiana była wyraźnie odczuwalna, a właściwie słyszalna. Spodek co prawda ma bardzo dobrą akustykę, ale te kilkanaście tysięcy gardeł na Tauron Arenie, których krzyk czasem niemalże ogłuszał, to są właśnie te "epickie" wrażenia, o których pisałem wcześniej.

Wracając na chwilę do Katowic - smutek koi informacja, że zamiast IEM otrzymamy finały ESL Pro League, które odbędą się pod koniec października. Mam nadzieję, że stanie się to stałym punktem w kalendarzu. Trzeba się jednak pogodzić z faktem, że Spodek to obiekt - dosłownie i w przenośni - już coraz bardziej zabytkowy. Coraz więcej wielkich wydarzeń będzie nam "uciekać" w poszukiwaniu ścieżek dalszego rozwoju. ESL Pro League, jako taki esportowy odpowiednik Pucharu UEFA, pasuje do Spodka, ale miasto Katowice potrzebuje nowej hali eventowej z prawdziwego zdarzenia, albo zostaniemy z tyłu.
Co nie zagrało?
Czy były minusy? Oczywiście - w końcu to pierwsza edycja w nowym miejscu. Największym rozczarowaniem była scena. To praktycznie ta sama konstrukcja co w Katowicach, jedynie lekko zmodyfikowana. To, co w Spodku wydawało się monumentalne, w ogromnej Tauron Arenie wypadło po prostu średnio. Boki zagospodarowano co prawda na duże ekrany (może nawet większe niż w Spodku?), ale design sceny IEM wymaga odświeżenia. Tauron Arena, dzięki możliwościom podwieszania ciężkich elementów pod dachem, daje tu ogromne pole do popisu, którego Spodek już nie oferował. Muszę tu jednak zaznaczyć, że przynajmniej ogólnie ekranów było więcej i dzięki nim właściwie każdy mógł śledzić każdy detal rozgrywek. Niestety, nadal wybuchom na bombsite'ach nie towarzyszyły miotacze płomieni - a takie były zainstalowane pod sceną. Będę to punktował co roku, aż się doczekam.

Inny minus to tłok na korytarzach. Większa liczba widzów oznaczała zatory przy punktach gastronomicznych i sklepikach. Ceny jedzenia były wysokie, ale - umówmy się - na takich eventach to standard. Co ciekawe, mimo braku oficjalnego Expo (czego nie żałuję, bo targowy klimat nie pasował mi do prestiżu finałów), partnerzy rozstawili się wokół hali, co również w pewnym stopniu mogło wpłynąć na przepustowość przejść.
Trzeci minus, drobny, ale ważny do wyeliminowania: moje osobiste trudności z dostępem do balkonu dla osób niepełnosprawnych. Osoba z ochrony z początku nie chciała mnie wpuścić, jakby posiadanie akredytacji medialnej "kasowało" moją (widoczną) niepełnosprawność. Finalnie zostałem wpuszczony i do tej konkretnej osoby nie mam pretensji - takie miała wytyczne i wykonywała tylko swoją pracę - ale takie sytuacje po prostu nie powinny mieć miejsca, szczególnie, że pod innymi względami dostępność wydarzenia była perfekcyjna.

I na koniec tych uwag - w samym mieście trudno było mi odczuć atmosferę nadchodzącego wydarzenia. Oznaczenia były widoczne właściwie tylko na przystankach - brakowało elementów takich jak bannery podwieszone pod latarniami ulicznymi, duży outdoor na budynkach, itp. Może z czasem się to zmieni, naprawdę na to liczę.
Media bez barier
No właśnie. Na koniec słowo o czymś, co może nie będzie miało znaczenia dla większości bywalców takich eventów, ale dla mnie jest kluczowe i muszę o tym wspomnieć. Przenosiny do Krakowa dały mi bowiem w końcu pełną dostępność turnieju. Ze względu na niepełnosprawność, wiele miejsc w Spodku było dla mnie niedostępnych - w tym media room, który często lądował w trudno dostępnych zakamarkach, jak również obszar pod sceną. W Krakowie w końcu mogłem cieszyć się profesjonalnymi warunkami, włącznie z łatwym dostępem do media roomu i zejściem na płytę. Bezpodstawne okazały się również moje obawy przed turniejem o miejsce do parkowania - czasem parkingi pod halami bywają rezerwowane dla ciężarówek ze sprzętem i innych pojazdów szeroko rozumianej obsługi - tak było m.in. w przypadku parkingów przy Spodku i MCK.

Dostępność to niby "oczywista oczywistość", ale warto przypominać, że osoby niepełnosprawne na takich wydarzeniach nie są tylko widzami - one tam również pracują.
Teraz właściwie pozostaje mi napisać już tylko jedno. Kraków - dbajcie o IEM, cieszcie się nim i korzystajcie z niego. Spotkał Was zaszczyt, jakiego dostępuje zaledwie kilka miast na całym świecie. Do zobaczenia za rok!












