Talisman: Digital Edition

​Jeśli masz powyżej 25 lat, całkiem możliwe, że na hasło "Magia i Miecz" w twoim mózgu natychmiastowo zaczną aktywować się obszary odpowiedzialne za uczucia nostalgii, sentymentu i ekscytacji.

W czasach, gdy elektroniczna rozrywka dopiero raczkowała, racząc nas takimi przebojami, jak Wolfenstein czy Doom, o wiele więcej czasu niż dzisiaj spędzało się nad tekturowymi planszami, kartkami papieru i sześciobocznymi kośćmi. Gry planszowe były wtedy dla wielu najlepszym sposobem na spędzanie wolnego czasu. Jedna z nich - "Magia i Miecz" (w oryginalne "Talisman") - wyrwała z mojego życiorysu setki godzin. A takich jak ja były w samej Polsce dziesiątki, a może nawet setki tysięcy. Dzisiaj wprawdzie "Magię i Miecz" w odświeżonej wersji można kupić bez najmniejszego problemu, tym niemniej znalezienie kompanów do wspólnej zabawy może być o wiele trudniejsze, może wręcz nie do wykonania. Większość z nich przesiadła się przed komputery. Tutaj też na szczęście przeniosła się "Magia i Miecz", której elektroniczne wydanie właśnie przetestowaliśmy. Czy to ta sama gra, co oryginał?

Reklama

Tak, dokładnie ta sama. Autorzy Talisman: Digital Edition przenieśli zasady oraz estetykę tak wiernie, jak tylko się dało. Jeśli grałeś dawniej w planszową "Magię i Miecz", tutaj poczujesz się jak w domu i po krótkim przypomnieniu, czym to się je, będziesz mógł zaangażować się w przygodę. A jeśli nie grałeś nigdy, napisze pokrótce, o co tu chodzi.

Otóż mamy planszę podzieloną na trzy kręgi - zewnętrzny, środkowy oraz wewnętrzny. Każdy z nich składa się z pól, po których krążymy wybranym uprzednio bohaterem, rzucając co turę kośćmi. Gdziekolwiek byśmy nie stanęli, wiąże się to z jakąś czynnością - w mieście możemy odwiedzić czarodziejkę czy alchemika, w świątyni modlimy się o dodatkowy punkt siły czy kartę czaru, a na takich obszarach, jak pustynia czy puszcza, ciągniemy kartę przygody. Czasem trafiamy lepiej (np. odnajdujemy zbroję albo zostajemy zamienieni w ropuchę), a czasem gorzej (dopada nas groźny ogr, z którym musimy walczyć).

Naszym ostatecznym celem jest dotarcie do wewnętrznego kręgu i zdobycie korony władzy, ale - jak się pewnie domyślacie - zanim położymy na niej swoje łapska, będziemy musieli pokonać niejedną przeszkodę. Tutaj czekają na nas m.in. wampir, wilkołak oraz śmierć. Nie wspominam nawet o tych wszystkich pomniejszych stworach, z którymi będziemy musieli zmierzyć się wcześniej. Aby marzyć o zwycięstwie, będziemy musieli zdobyć nie tylko tytułowy talizman, ale również odpowiednią broń czy pancerz, a także o rozwój postaci (cały czas zdobywamy - bądź tracimy - punkty siły oraz mocy, które wykorzystujemy w walce i nie tylko).

Choć za każdym razem poruszamy się po tej samej planszy, rozgrywka nigdy nie wygląda identycznie. To za sprawą całkiem sporej losowości (rzuty kośćmi, karty przygód), zróżnicowanych bohaterów (inaczej gra się rycerzem, inaczej czarnoksiężnikiem, a jeszcze inaczej kapłanem), a także dzięki temu, że twórcy cyfrowej wersji wprowadzili szereg scenariuszy, w których zmienia się cel naszej przygody. Ponadto w zabawie uczestniczą także inni gracze. W sumie może być ich czwórka, ale nie wszyscy muszą być żywi. Jeśli nie mamy z kim grać, w rolę naszych konkurentów o koronę władzy wcieli się sztuczna inteligencja. To chyba największa zaleta elektronicznego wydania "Magii i Miecza". Grać możemy zawsze i wszędzie, gdy tylko najdzie nas ochota. Choć, nie ma co kryć, Talisman: Digital Edition - podobnie jak papierowy oryginał - najwięcej frajdy sprawia, gdy bawimy się wspólnie co najmniej we dwie, a najlepiej we trzy-cztery osoby.

Talisman: Digital Edition wygląda dokładnie tak samo, jak wydanie papierowe. Autorzy nie bawili się w przenoszenie gry do w pełni trójwymiarowego świata (tak jak na przykład twórcy Monopoly Streets). Co prawda jest ona trójwymiarowa, ale toczy się na płaskiej jak blat stołu planszy, po której poruszamy się równie płaskimi kartami postaci. Niektórych ten archaizm może razić, ale większość powinna być zadowolona z tej wierności pierwowzorowi. Zabawie towarzyszy nienachalne udźwiękowienie, które bardzo dobrze podkreśla atmosferę przygody w świecie fantasy.

Cyfrowe wydanie "Magii i Miecza" jest dostępne we wczesnej wersji już od listopada, ale dopiero teraz, w styczniu, wydano ostateczny produkt. O ile można go nazwać w ogóle ostatecznym. W końcu to dopiero "podstawka", która z czasem ma zostać wzbogacona o dodatki. Te same, w które graliśmy kiedyś w wydaniu papierowym, czyli "Podziemia", "Jaskinia" czy "W kosmicznej otchłani". Tym samym pojawią się nowe plansze, nowi bohaterowie (teraz dostępnych jest 14) oraz nowe zaklęcia (teraz 17). Jesteśmy za!

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy