Oh... Sir! The Insult Simulator - recenzja

Oh…Sir! The Insult Simulator /materiały prasowe

Mieliśmy już symulator drwala, koparki, maszyn burzących, wózka widłowego... Ale symulatora obrażania jeszcze nie było!

Reklama

Na pomysł stworzenia go wpadło polskie studio Vile Monarch (Crush Your Enemies), które założyli byli pracownicy znanego 11bit Studios (This War of Mine, Anomaly). To ciekawa koncepcja, która przypadnie do gustu przede wszystkim miłośnikom twórczości Monty Pythona i - ogólnie - brytyjskiego poczucia humoru. My bawiliśmy się przy Oh... Sir! The Insult Simulator (bo taki tytuł nosi gra Vile Monarch) naprawdę przednio!

Gra zawiera trzy opcje rozgrywki. Możemy odbyć szybką awanturę, pokłócić się z innym żywym graczem albo wziąć udział w turnieju. Zasady zabawy są naprawdę proste. Na jednej z kilku plansz stają naprzeciwko siebie dwie postacie, które toczą między sobą - można by napisać - pojedynek bokserski na słowa. Na środku ekranu pojawiają się frazy (np. "twój ojciec", "twoja ciotka", "tańczy jak", "jest", "wspiera", "naziści", "zwłoki", "samochód twojego kuzyna" i wiele innych), spośród których tworzymy całe zdania, mające na celu jak najbardziej obrazić oponenta.

Reklama

Najpierw my wybieramy jakiś, potem przeciwnik, potem znów my, potem znów przeciwnik... aż w końcu oboje kończymy wypowiedź i obserwujemy, jak silny cios wyprowadziliśmy i otrzymaliśmy, tj. ile punktów z "paska życia" odebraliśmy rywalowi i vice versa. W dolnym narożniku ekranu pojawiają się jeszcze dwie bonusowe frazy, które możemy wykorzystać tylko my. Ponadto da się je także wymienić, jeśli nie pasują nam do kompozycji. Dzięki nim możemy wyprowadzić zaskakujący, decydujący atak.

Czasem tworzymy proste i przeciętnie obraźliwe wypowiedzi (jak na przykład: "twoja matka jest głupia i mnie wkurza"), ale niekiedy udaje się złożyć naprawdę przednie kompozycje (jak "twoja ciotka skrycie adoruje skarpetki bezdomnego mężczyzny" albo "twój ojciec tańczy jak chomik i używa Windowsa Visty"). Kto w bardziej dosadny (acz dość elegancki, trzeba powiedzieć!) sposób zwymyśla interlokutora, wygrywa. Nie każda wypowiedź musi być sensowna (ba, może być zupełnie abstrakcyjna), ale musimy trzymać się zasad gramatyki.

I tutaj doszliśmy do największej wady Oh... Sir! The Insult Simulator. Gra - przynajmniej póki co - jest dostępna wyłącznie w wersji anglojęzycznej. Jeśli więc nie znamy języka Szekspira chociaż w stopniu podstawowym (a najlepiej średnio zaawansowanym), to nie będziemy w stanie wystarczająco skutecznie obrażać rywali, a także śmiać się, słuchając kolejnych obelg z ust naszego bohatera czy wypowiadanych przez interlokutora.

Vile Monarch zawarło w Oh... Sir! The Insult Simulator kilka postaci i plansz. Każda z tych pierwszych dysponuje, rzecz jasna, innym głosem, a każda z tych drugich posiada odmienny scenariusz (np. w sklepie zoologicznym jesteśmy świadkami sytuacji inspirowanej skeczem Monty Pythona z martwą papugą). Nie wszyscy interlokutorzy są dostępni od razu - większość z nich odblokowujemy z czasem. To dodatkowa motywacja, by grać w Oh... Sir! The Insult Simulator.

Gra została opatrzona dość przyjemną, dwuwymiarową grafiką w stylistyce retro, która przystaje do panującej w niej, humorystycznej atmosfery. Jednak i tak nie jest to produkcja, którą powinno się oceniać przez pryzmat oprawy. Powinniśmy się raczej skupić na samej rozgrywce oraz zawartych w niej żartach, które powinny rozbawić każdego miłośnika brytyjskiego poczucia humoru. Jeżeli szukacie rozrywki lekkiej, zabawnej i niedrogiej (w cenie zaledwie 2 euro!), koniecznie zainteresujcie się Oh... Sir! The Insult Simulator.

Dowiedz się więcej na temat: Oh... Sir! The Insult Simulator

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje