Metal Gear Solid V: The Phantom Pain - wielki powrót super żołnierza

Panie i panowie, mamy oto kolejny wielki przebój tego roku. Hideo Kojima stworzył prawdziwe arcydzieło.

Metal Gear Solid V: The Phantom Pain to najdroższa produkcja w historii japońskiego Konami. Oczywiście były już gry, które pomimo ogromnych nakładów finansowych nie odnosiły sukcesów, ale w tym przypadku nie mogło być o tym mowy. Takie numery nie z Hideo Kojimą, który czego się nie tknie, zamienia w złoto. Tak też uczynił z najnowszą odsłoną serii o Snake'u, najlepszym żołnierzu wszech czasów.

Reklama

Szef wszystkich szefów

Akcja Metal Gear Solid V: The Phantom Pain osadzona jest już po tym, jak Snake uratował świat przed wybuchem trzeciej wojny światowej, za co podziękował mu sam prezydent Stanów Zjednoczonych i za co otrzymał przydomek Big Boss. Jakiś czas po tych wydarzeniach główny bohater założył własną organizację zbrojną - Militaires Sans Frontieres. Jednak została ona obrócona w perzynę w wyniku wydarzeń przedstawionych w Metal Gear Solid V: Ground Zeroes, czyli grywalnym wstępie do najnowszej gry Kojimy. Big Boss przeżył, ale zapadł w śpiączkę, z której wybudził się dopiero po dziewięciu latach. I właśnie w tym momencie rozpoczyna się Metal Gear Solid V: The Phantom Pain...

...czyli gra, która zrywa z tym, z czym mieliśmy do czynienia w poprzednich odsłonach tej serii. Hideo Kojima postanowił zrewolucjonizować znaną z dotychczasowych MGS-ów mechanikę, przede wszystkim wprowadzając do niej otwarty świat. W Metal Gear Solid V: The Phantom Pain przenosimy się do Afganistanu, w którym nie biegamy już po zamkniętych lokacjach, pełnych małych pomieszczeń i korytarzy, ale po otwartej przestrzeni. Na dużej mapie rozmieszczono dziesiątki misji głównych oraz zadań pobocznych, które możemy wykonywać nie tylko po to, aby dobrze się bawić, ale także po to, aby pozyskać rekrutów oraz surowce.

Rewelacyjna rewolucja

Tak, to kolejna duża nowość w Metal Gear Solid V: The Phantom Pain. Kojima wprowadził do gry warstwę ekonomiczną, która skupia się na odbudowie dawnej bazy Militaires Sans Frontieres - Mother Base. Podczas kolejnych misji zbieramy rekrutów (to uśpieni strażnicy czy uwolnieni jeńcy, których możemy odsyłać do naszego przyczółka za pomocą specjalnych balonów) oraz surowce (diamenty, paliwo, metale). Pierwszych odsyłamy do pracy w różnych działach Mother Base (do badawczego czy wywiadowczego), a drugie wykorzystujemy do rozwoju technologii. Z czasem pozyskujemy nową broń, nowe gadżety czy modyfikacje mechanicznej protezy lewej ręki Big Bossa (kończynę stracił w wyniku wybuchu, po którym zapadł w śpiączkę).

Po Afganistanie poruszamy się na grzbiecie konia, który jest naszym najbliższym przyjacielem podczas misji, choć mamy także okazję pojeździć jeepem. To też coś nowego dla serii. A takich - mniejszych już nieco, ale istotnych - nowinek w Metal Gear Solid V: The Phantom Pain jest więcej. O rozwijanej z czasem protezie lewej ręki Big Bossa czy o wykorzystywaniu nowoczesnych balonów już wspomnieliśmy, a do tego dochodzi na przykład koniec ze zbieraniem racji żywnościowych (zdrowie bohatera regeneruje się samo) czy wprowadzenie fantomowych papierosów, dzięki którym możemy przyspieszyć upływ czasu. Miłośnicy serii takich niuansików wypatrzą dziesiątki.

Taktyka, skradanie i akcja

Metal Gear Solid V: The Phantom Pain to w dalszym ciągu doskonałe połączenie akcji z taktyką i skradaniem się. Przed każdą misją możemy wybrać, o której godzinie chcemy wyruszyć (rano lub wieczorem), gdzie chcemy wylądować czy jakie wyposażenie chcemy ze sobą zabrać. Decyzje te mają niebagatelne znaczenie. Już podczas samej operacji musimy wykazać się cierpliwością, rozeznaniem terenu (wykorzystujemy do tego lornetkę, którą nie tylko oglądamy wrogów, ale również oznaczamy każdego z nich, dzięki czemu później widzimy go przez przeszkody oraz na mini-mapie) oraz taktycznym podejściem. Jeśli wróg stoi samotnie, to żaden problem, ale gdy musimy poradzić sobie z całą zgrają, dookoła biegają czujne psy, a na niebie widać latający w oddali helikopter bojowy, to robi się naprawdę wesoło!

Zadania, przed którymi stajemy, są różne. Czasem trzeba kogoś odbić, innym razem zabić, a jeszcze innym porwać. Bywa też, że musimy coś zniszczyć, odzyskać lub ukraść. Albo wydostać się skądś. Cały repertuar typowych dla tej serii wyzwań czeka na nas w nowym, otwartym środowisku. Aby sprawnie je wykonywać, musimy nauczyć się korzystać z całego repertuaru gadżetów. Początkowo nie mamy ich prawie wcale, ale później - w miarę odkrywania coraz to nowych zabawek - pojawiają się dodatkowe możliwości. C-4, kartony do ukrywania się czy badający teren pies to tylko pierwsze z brzegu. Ponadto musimy nauczyć się robić użytek z okoliczności przyrody. Burza piaskowa powoduje, że nasi wrogowie przestają widzieć, a podczas deszczu nasze kroki robią się słabo słyszalne.

Z dbałością o najmniejsze detale

Metal Gear Solid V: The Phantom Pain to prawdziwe mistrzostwo, jeśli idzie o oprawę audiowizualną. Otoczenie jest może nieco zbyt jednorodne (w końcu to Afganistan), ale pomimo tego projekty lokacji robią wrażenie. Podobnie jak modele postaci, które nie tylko świetnie wyglądają, ale tak też się ruszają. Znakomicie prezentuje się oświetlenie, gra cieni, padający deszcz czy burza piaskowa. A cutscenki wyreżyserowano tak, że nie sposób oderwać od nich oczu.

I do tego, mamy wrażenie, są bardziej zwarte i dynamiczne niż w poprzednich częściach (mniej w nich "lania wody"). Natomiast udźwiękowienie to najwyższa półka, do czego Kojima i spółka zdążyli nas już przyzwyczaić. Co prawda Kiefer Sutherland w roli Snake'a wypada blado, ale poza tym mamy do czynienia z poziomem mistrzowskim. Gra aktorska, ścieżka dźwiękowa, odgłosy z otoczenia - to wszystko wypada doprawdy genialnie.

Metal Gear Solid V: The Phantom Pain to nie tylko kampania dla pojedynczego gracza, której ukończenie to kwestia spokojnie 40-50 godzin, ale także multiplayer dla maksymalnie 16 graczy. Jednak tego elementu nie mieliśmy przyjemności przetestować, gdyż jego start przesunięto. W przypadku wersji pecetowej dopiero na przyszły rok. W lepszej sytuacji są gracze konsolowi, którzy opcję wieloosobową uruchomią już na początku października.

Nie mogło być inaczej

A zatem, oceniając Metal Gear Solid V: The Phantom Pain, tylko na podstawie trybu dla pojedynczego gracza czujemy się w obowiązku wystawić mu dziesiątkę. Według nas, to druga - obok Wiedźmina 3 - tegoroczna gra, która w pełni zasłużyła na najwyższą notę. Produkcja Kojimy i jego zespołu już praktycznie bezbłędna. Posiada znakomitą rozgrywkę, ciekawą historię, jest świetnie wyreżyserowana, wygląda iście next-genowo... Jej zalety można by wymieniać długo, ale zamiast tego lepiej napisać po prostu: "nasi drodzy, idźcie do sklepu po swój egzemplarz!".

Dowiedz się więcej na temat: Metal Gear Solid V: The Phantom Pain

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje