Tomasz Karolak zagra Wiedźmina?

Znany polski aktor serialowy w roli Geralta z dwoma mieczami na plecach... "brzmi legalnie"? Jeśli wyczuwacie w tej wiadomości "podstęp", to witamy w klubie.

W grze Wiedźmin 4: Wilcza Zamieć w roli Geralta z Rivii wystąpi Marcin Iwiński. Ma sens? No chyba ma, w końcu Iwiński prowadzi CD Projekt, więc to logiczna spekulacja. Przynajmniej wedle nieszczególnie błyskotliwej logiki różnych mediów, które uznały, że Tomasz Karolak wkrótce wcieli się w słynnego wiedźmina.

Reklama

Teatr IMKA, którego dyrektorem jest ukochany przez każdą polską rodzinę aktor Tomasz Karolak, zamierza wystawić na swoich deskach adaptację powieści Andrzeja Sapkowskiego.

"Oczywiście spekuluje się, że zagra go sam Tomasz Karolak" - pisze o Wiedźminie newsman dużego portalu o grach, podając źródło, w którym żadnej takiej spekulacji nie ma. Jakby nie patrzeć, to dość absurdalne założenie - całkiem wielu dyrektorów teatrów pokazuje u siebie sztuki, w których nie występują w tytułowej roli.

Wątpię na przykład, by Karolak wcielił się w Momotaro, kilkuletniego bohatera sztuki zapowiedzianej w IMCE jednocześnie z przygodami białowłosego pogromcy potworów.

Połączenie czegoś tak przaśnego, jak medialny "imidż" Tomasza Karolaka, oraz czegoś tak modnego, jak Wiedźmin, okazało się jednak zbyt seksowne, by wiele stron podarowało sobie nagłówek w stylu "KAROLAK Z RIVII?". I nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek z autorów odpowiedzialnych za tak efektowne tytuły nie zdawał sobie sprawy, że tworzy informację wyssaną z palca.

Ostatnio czytałem o historii zwolnienia tłumacza Chrisa Prangera z Nintendo. Kiedy Pranger szczerze wyjawił na podcaście informacje na temat procesu tłumaczenia - w całości będące tym, czego mogliśmy domyślić się z metod operowania twórców Wii - amerykańskie strony zaczęły ścigać się w tym, kto bardziej podkręci informację o jego wypowiedzi.

Po kilkunastu "tuningach" wiadomości na japońskie portale głuchy telefon doniósł, że Nintendo uważa, iż "fani chcą od nich tłumaczeń, ale są ślepi, bo one zupełnie się nie sprzedają, Xenoblade Chronicles X też na pewno nie zwróci kosztów lokalizacji".

Nie wiadomo, czy Pranger zdołał naprostować całą sytuację przed szefostwem - wiadomo tylko, że z Japonii w ciągu ośmiu dni przyszedł rozkaz zakończenia z nim współpracy. Do dziś żadna strona odpowiedzialna za przekręcanie jego słów nie opublikowała sprostowania.

Oczywiście wątpliwe, że w tej konkretnej sytuacji ktoś dostanie tak mocno po uszach - nie ma jednak wątpliwości, że bezpodstawne wmawianie ludziom bzdur pokroju tej z Karolakiem to szkodliwa dezinformacja.

Dowiedz się więcej na temat: Wiedźmin 3: Dziki Gon

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje