Resident Evil: Najnowsza część sukcesem?

Wygląda na to, że kultowa seria gier i tym razem przyciągnęła przez ekrany rzesze fanów.

Filmowe adaptacje zarobiły już prawie miliard dolarów. A w ubiegły weekend według szacunków miały przekroczyć tę magiczną sumę. Można go kochać, można nienawidzić, ale Paul W.S. Anderson jest jedynym twórcą gradaptacji filmowych, który wzbudza nieśmiały szacunek krytyków i potrafi przyciągnąć ludzi do kin.

Reklama

Najpierw odniósł sukces jako reżyser "Mortal Kombat", potem wprowadził na wielkie ekrany sagę "Resident Evil", a wkrótce zamierza podbić świat adaptacją innej serii Capcomu, czyli Monster Hunter.

Nic dziwnego, że japońska firma powierzyła mu kolejną serię swojego autorstwa - "Residenty" z Millą Jovovich przyniosły bowiem Sony Pictures bardzo konkretne zyski. A gdy mówię "konkretne", mam na myśli "we środę były to 954 miliony dolarów, jutro zaś będzie to według szacunków ponad miliard".

Wchodzący właśnie do polskich kin "Resident Evil: Ostatni rozdział" w samej Japonii zarobił od premiery (23 grudnia) ponad 35 milionów dolarów. Teraz zaś zadebiutował w dużych państwach azjatyckich, południowoamerykańskich oraz europejskich.

W Indonezji, Korei i Malezji zaliczył rekordowe wyniki - kto wie, może przebije nawet rekord "Resident Evil: Afterlife" w wysokości 296 milionów? A teraz wybaczcie, sam wracam do maratonu poprzednich filmów przed wizytą w kinie - co i wam polecam, bo może nie są to genialne produkcje, ale na pewno całkiem przyzwoite (ich twórcy przykładają się do choreografii akcji, co jest niestety w Hollywood dość rzadkie).

Dowiedz się więcej na temat: Resident Evil

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje