Narodziny legendy - historia powstania PlayStation

W 1994 roku zadebiutowało PlayStation. Była to pierwsza stacjonarna konsola do gier, której udało się przekroczyć barierę 100 milionów sprzedanych egzemplarzy. Osiągnięcie takiego wyniku zajęło firmie Sony 9 lat i 6 miesięcy.

Dla wielu osób PlayStation jest synonimem konsoli do gier. I nic w tym dziwnego - firma Sony wypracowała sobie pozycję lidera, a jej urządzenia szybko stały się jednymi z najlepszych maszynek do grania. Z okazji dwudziestych urodzin pierwszej konsoli koncernu zapraszamy was na wycieczkę w przeszłość, w trakcie której poznacie historię narodzin PlayStation.

Reklama

20 lat mija od japońskiej premiery pierwszego PlayStation. Konsola pojawiła się w Kraju Kwitnącej Wiśni dokładnie 3 grudnia 1994 roku. Jak to się jednak stało, że firma nie związana dotychczas za bardzo z rynkiem wirtualnej rozgrywki zdominowanym wówczas przez Nintendo i SEGĘ weszła na niego z przytupem, niemal od razu dystansując się od rywali? Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy cofnąć się w czasie do lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, a więc do zamierzchłej przeszłości.

Nintendo + Sony = PlayStation?

Zastanawialiście się, co by było, gdyby dwaj japońscy giganci wirtualnej rozrywki - Sony i Nintendo - połączyli siły? Wyobraźcie sobie konsolę, która łączyłaby zalety platform Big N i PlayStation, a przy okazji pozwalałaby pograć w nowe produkcje z Mario i Kratosem na jednym urządzeniu. Utopia? Niekoniecznie. Musicie bowiem wiedzieć, że gdyby nie splot pewnych wydarzeń, to zamiast PlayStation 4 gralibyśmy dzisiaj na Nintendo PlayStation U. Ale po kolei...

Wszystko zaczęło się w 1984 roku. Wtedy to niejaki Ken Kutaragi w centrum badawczym Sony wziął udział w prezentacji Systemu G - stacji roboczej, która w czasie rzeczywistym przesyłała do telewizora grafikę 3D. Japończyk od razu dostrzegł potencjał urządzenia - wiedział, że dzięki niemu można byłoby stworzyć potężną konsolę, która mogłaby zmieść rywali.

Nie było jednak szans na to, by jego zwierzchnicy dali mu zielone światło na produkcję maszynki do grania - centrala koncernu z ówczesnym prezesem Norio Ohgą traktowała wirtualną rozrywkę jak "zabawkę dla dzieci". Uważano, że angażowanie się w ten rynek zaszkodzi reputacji firmy, która znana była jako producent high-endowej elektroniki.

Kutaragi znalazł jednak wyjście awaryjne w postaci... Nintendo. Zauważył, że wydany w 1983 roku NES (w Polsce furorę robiły jego klony Pegasus) miał kiepski chip odpowiedzialny za dźwięk. Przekonał więc szefostwo Sony, by firma zaprojektowała chip na potrzeby Super Famicomu (SNES). W ten sposób Kutaragiemu udało się nareszcie wkroczyć na rynek growy. Na początku lat 90. ubiegłego wieku stało się jasne, że potrzebne są zmiany w sposobie dystrybucji nowych produkcji.

Kolejne tytuły były coraz bardziej rozbudowane i charakteryzowały się coraz ładniejszą grafiką. Przekładało się to w oczywisty sposób na ilość danych - wydawanie gier na kartridżach stawało się mniej opłacalne. Na szczęście w sukurs przyszła nowa technologia w postaci krążków CD. Oferowały one znacznie większą pojemność przy niższej cenie. Producenci ówczesnych konsol (w tym SEGA, Commodore i Philips) zaczęli sprzedawać napędy płyt w formie osobnych przystawek.

Kutaragi znowu dostrzegł w tym szansę. Po raz kolejny, korzystając ze swoich umiejętności negocjacyjnych, przekonał Norio Ohgę do zawarcia porozumienia z Nintendo. Korzystają z jego mocy Sony stworzyłoby samodzielny CD-ROM do SNES-a, a także osobny model konsoli z napędem. Ten ostatni zwać miałby się PlayStation. Brzmi znajomo?

Japończycy na wojnie domowej

W ramach podpisanej z Nintendo umowy Sony Imagesoft (oddział firmy zajmujący się wówczas grami) udzielałby licencji na oprogramowanie działające na płytach CD, Sony DADC (dział muzyczny) odpowiedzialny byłby za multimedia dystrybuowane na krążkach, Nintendo miałoby z kolei prawa do produkcji kartridży. Niby wszystko w porządku, ale tylko dla jednego z podmiotów - Big N było niezadowolone z takiego obrotu spraw.

Firma zawsze starała się zachowywać pełną kontrolę nad własnymi produkcjami (i robi to nadal), podczas gdy w wyżej wymienionym układzie nie miałaby wpływu na treści dystrybuowane na płytach, które zyskiwały na coraz większym znaczeniu. Włodarze japońskiego giganta zrozumieli, że zostali wyprowadzeni w pole przez swoich kolegów z Sony.

Nintendo postanowiło się odgryźć i zachować przy tym pełnię władzy. W tajemnicy przed swoimi "partnerami" jego przedstawiciele rozpoczęli negocjacje z Philipsem, których efektem miało być powstanie przystawki CD-I (znanej z konsoli firmy o tej samej nazwie) do SNES-a. Ojcowie Mario nie popełnili drugi raz tego samego błędu - nowa umowa dawała im pełną kontrolę nad wydawanymi produkcjami. Zyskał też Philips, który otrzymał licencję na dystrybucję gier Nintendo na własnej platformie. To był pierwszy taki przypadek w historii branży.

Na razie jednak oficjalnie Nintendo współpracowało z Sony. Latem 1991 roku w trakcie targów Consumer Electronic Show druga z firm ogłosiła zawarcie porozumienia z Big N. Ku zaskoczeniu wszystkich na tej samej imprezie producent SNES-a ujawnił partnerstwo z Philipsem, które miało mieć dokładnie taki sam charakter. Prawie wszyscy - w tym prasa i gracze - byli zaskoczeni. Poza Sony, które wbrew przewidywaniom Nintendo dowiedziało się o planowanej zdradzie Japończyków, a mimo to nie zmieniło planów i - jak wspomniano wyżej - ogłosiło współpracę z Nintendo.

To kwestia honoru!

Dla Japończyków honor i duma znaczą wiele. Kutaragi, prezes Ohga i całe Sony zostali upokorzeni. Szef firmy nie zamierzał puścić tego płazem - wściekły na Nintendo dał zielone światło Kutaragiemu, który przekonywał go, że należy kontynuować prace nad konsolą. Twierdził, że będzie w stanie zaprojektować urządzenie, które zdominuje rynek. Pozostali szefowie centrali nadal mieli opory (bo przecież gry to zabawka, prawda?), ale dla Ohgi była to kwestia honoru i zemsty.

Kutaragi w tajemnicy pracował nad 32-bitową konsolą wyposażoną w potężne chipy graficzne (z 3D) i muzyczne. Kilka miesięcy po pamiętnych targach CES, jesienią 1991 roku, Sony zaprezentowało prototyp swojej pierwszej maszyny do gier - PlayStation X. Taka nazwa miała przypominać o zdradzie Nintendo.

Oczywiście Big N i jego prawnicy próbowali walczyć ze swoimi rodakami na drodze sądowej - firma domagała się zakazu sprzedaży PSX w Japonii. Nic to nie dało i 3 grudnia 1994 roku pierwsze PlayStation zadebiutowało w Kraju Kwitnącej Wiśni. Niespełna rok później - 9 września 1995 roku - urządzenie pojawiło się w USA.

Sony kontra Nintendo

Jak to się jednak stało, że Sony zdołało wygrać z potentatami branżowymi? Odpowiedzi należy szukać w kilku elementach - sprytnym marketingu, przystępnej cenie, relacjom z developerami i oczywiście grach. Po pierwsze - koncern postanowił skierować swoje reklamy do pokolenia C64, czyli 20-kilkuletnich graczy, którzy niewiele czasu spędzali na wirtualnej rozrywce, choć w młodości grali sporo na Commodore’ach 64. Nie można też zapominać o sporym budżecie marketingowym - na promocję konsoli przeznaczono aż 2 miliardy dolarów.

Po drugie - PlayStation kosztowało w Stanach Zjednoczonych 299 dolarów. To znacznie mniej niż trzeba było zapłacić za urządzenia konkurencji. Co prawda wydane 1996 roku Nintendo 64 było o sto dolarów tańsze, ale to Sony rozpoczęło trend niskich cen. Po trzecie - w przeciwieństwie do rywali, koncern skoncentrował się na produkcjach tworzonych przez zewnętrzne studia. Firma dostarczała im niezbędne oprogramowanie i podpisywała umowy z poszczególnymi, niezależnymi podmiotami.

Po czwarte - gry. Moc danej konsoli przestaje mieć znaczenie, jeśli nie ma na niej w co grać. Posiadacze PlayStation mieli - w okienku premierowym urządzenia ukazały się takie produkcje, jak Tekken, Resident Evil czy Wipeout, a więc tytuły, których kolejne części ukazują się do dzisiaj. No i wreszcie po piąte - PSX zyskało na słabości konkurencji. O co chodzi?

Kolejną po SNES-ie konsolą Nintendo było Nintendo 64. Big N nie wyciągnęło najwyraźniej wniosków z zamieszania związanego z Sony i popełniło fatalny w skutkach błąd - firma po raz kolejny postawiła na kartridże i nie wyposażyła swojego urządzenia w napęd CD. Tym samym wielu twórców nie mogło wykorzystać mocy sprzętu z powodu niewielkiej pojemności nośników. Tak jak Square, które na potrzeby siódmej części Final Fantasy potrzebowało sporej ilości wolnego miejsca.

Warto przypomnieć, że poprzednie sześć odsłon cyklu ukazało się na platformach Nintendo. Wielu spodziewało się więc, że siódemka trafi na N64. Rzeczywiście - początkowo gra tworzona była na konsolę Big N (tylko że SNES-a), ale w trakcie prac twórcy przesiedli się z grafiki 2D na 3D. Nie było szans na to, by produkcja zmieściła się na kartridżach. Square podjęło więc drastyczną i kontrowersyjną decyzję, nawiązując współpracę z Sony.

Sto lat, PlayStation!

W taki oto sposób narodziła się rodzina konsol, która znacząco zmieniła oblicze rynku wirtualnej rozrywki. W dwadzieścia lat PlayStation rozrosło się do czterech platform stacjonarnych i dwóch przenośnych, na których pojawiło się tysiące gier. A to zapewne dopiero początek. Kto wie, co przyniesie przyszłość?

Poniżej możecie obejrzeć filmik z najważniejszymi i najciekawszymi momentami z historii platform PlayStation. Jest on co prawda w japońskiej wersji, ale nie powinniście mieć problemów ze zrozumieniem przekazu:

Dowiedz się więcej na temat: PlayStation Vita

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje