Monkey Island: 25-lecie popularnej serii przygodowej

Wystarczyło kilka megabajtów danych, żeby przekonać do swojej wizji miliony osób na całym świecie. Jedna z najbardziej znanych przygódowek obchodzi w tym miesiącu okrągłą rocznicę.

Ciężko uwierzyć, że Małpia Wyspa świętuje w tym miesiącu swoje ćwierćwiecze. Z tej okazji twórca serii, Ron Gilbert podzielił się wartymi uwagi ciekawostkami na temat jej powstawania i głośno wyraził chęć stworzenia kolejnej części. "Disney, zadzwońcie do mnie".

Reklama

Jak pierwsze Monkey Island trafiło na europejskie dyskietki? Prosto - ktoś z LucasArts udał się na lotnisko, zobaczył, jaki samolot leci z USA do Londynu, przekazał przy bramce przypadkowemu nieznajomemu nośniki z grą i poprosił, by oddać je odpowiedniej osobie przy wyjściu z samolotu w Anglii. "Inny świat", wspomina Ron Gilbert, zastanawiając się, jak zrobiliby to przy dzisiejszej ochronie lotnisk.

Jako, że pojawienie się dyskietek w szerokiej sprzedaży zajęło kilka tygodni i ciężko ustalić, czy był to wrzesień, czy październik, Gilbert uważa za datę narodzin serii 2 września 1990. Był to dzień, w których przygotowali wersję na półki sklepowe 1.1 gry - jak się okazało, planowana wcześniej wersja 1.0 potrzebowała przez poważny błąd kolejnej rundy testów. Zajęła ona aż tydzień wytężonej pracy. W końcu nawet samo wgrywanie czterech przygotowanych uprzednio dyskietek na komputer testera było bardzo czasochłonnym zajęciem.

Pierwsze Monkey Island nie okazało się wielkim hitem. Sprzedało się porządnie, ale nie zbliżyło się nawet do wyników osiąganych wówczas przez gigantów z Sierry. Jak się okazuje, pracę nad "dwójką" Gilbert zaczął już miesiąc po skończeniu "jedynki" - nie wiedział, czy gra w ogóle odniesie jakikolwiek sukces, więc postanowił już zaangażować się w projekt, zanim ktoś mógłby powiedzieć "hej, zróbcie po prostu coś z Gwiezdnymi Wojnami".

Ojciec Małpiej Wyspy wspomina też najprzyjemniejsze historie, o jakich dowiedział się od fanów. Dwie osoby spytały go, czy mogą nazwać swoje dzieci imieniem Guybrush. Jedni ludzie uczyli się z Secret of Monkey Island angielskiego, inni robili wesela utrzymane w stylistyce gry, ktoś inny podziękował mu jeszcze za to, że "jedyne momenty, w których nie kłóciliśmy się z ojcem, to chwile, w których graliśmy razem w Monkey Island".

Spytany o tajemnicę sukcesu serii - o to, co czyni Małpią Wyspę tak ważną i nieustannie zabawną grą - Gilbert odpowiada: "Nie mam pojęcia. Naprawdę nie mam".

Na zakończenie Ron Gilbert po raz kolejny wyraził chęć zakończenia serii trzecią częścią pod tytułem "Monkey Island 3a" - alternatywnym dla Curse/Escape/Tales of Monkey Island zwieńczeniem trylogii rozpoczętej w pierwszych dwóch grach.

Potrzebuje jednak na to zielonego światła od Disneya, a tego wciąż nie dostał - prosi więc, by nie dręczyć go o Kickstartera i tym podobne sprawy, bo najpierw musi skontaktować się z prawnikami Myszki Miki. Jeśli jesteście zainteresowani, jak wyglądałaby ta gra - przeczytajcie o niej TUTAJ.

Dowiedz się więcej na temat: Monkey Island

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje