Gry na cenzurowanym, czyli skomplikowany los chińskich konsumentów

Chiny niedawno zniosły trwający czternaście lat zakaz wprowadzania do obrotu konsol i gier wideo, wyprodukowanych poza granicami państwa. To jednak dopiero początek drogi liberalizacji tej gałęzi przemysłu, dlatego stacjonujący tam gracze przez jakiś czas nadal mogą nie mieć powodów do radości.

Przypomnijmy, że w 2000 roku Chiny, w obronie swojego społeczeństwa (w szczególności młodzieży) przed negatywnym wpływem gier na ich umysły, podjęły decyzję o zakazie wprowadzania na rynek i sprzedaży konsol oraz gier produkowanych przez zagranicznej firmy.

Reklama

Dopiero teraz, czternaście lat po tym wydarzeniu, władze Chińskiej Republiki Ludowej podjęły się tymczasowego zniesienia ograniczeń na terenie szanghajskiej strefy wolnego handlu. Jak nie trudno się domyślić zabieg ten podyktowany jest chęcią wzmocnienia swojej pozycji na arenie międzynarodowej.

Według wstępnych szacunków firmy analitycznej PwC, do 2017 roku Chiny mają wyprzedzić Japonię i awansować z trzeciej pozycji w rankingu największych rynków w branży elektronicznej rozrywki na drugą lokatę, tuż za Stanami Zjednoczonymi. Pytanie tylko, czy któryś z gigantów, pomimo złagodzenia obostrzeń, zechce zostawić tam swoje pieniądze?

W teorii wprowadzenie takiej regulacji powinno zainteresować gigantów branży - firmy Sony, Microsoft i Nintendo - przed którymi otwierają się drzwi do, wartego ponad 10 miliardów dolarów, rynku, do tej pory niemal całkowicie zdominowanego przez urządzenia mobilne (smatfony i tablety) oraz gry komputerowe (w szczególności z gatunku MMO).

W praktyce jednak żadna z korporacji na razie nie reaguje hurraoptymistycznie, a wręcz przeciwnie, raczej ostrożnie podchodzi do tematu. Pomimo faktu, iż Państwo Środka to trzeci co do wielkości rynek branży elektronicznej rozrywki, to kilkunastoletnia nieobecność Sony, MS i Nintendo w połączeniu z niezbyt dobrą sytuacją ekonomiczną mieszkańców, doprowadziły do niebywałego wręcz wzrostu zainteresowaniem "darmowymi" produkcjami na PC i sprzęty przenośne.

Aktualnie wszystko zależy od władz kraju. Sprawa jest w rękach chińskiego rządu, a dokładniej jednego z jego organów - Ministerstwa Kultury - które monitorując rynek, będzie odpowiedzialne za przygotowanie nowych przepisów dotyczących konsol do gier.

"Nowe prawo zostanie wprowadzone do użytku tak szybko, jak to możliwe" - zapewniał na konferencji prasowej w Pekinie, Cai Wu, szef resortu.

Niestety, jak do tej pory nie określono żadnej, nawet przybliżonej daty wejścia w życie nowych zasad. Nie powinno to jednak specjalnie dziwić, bo Chiny, pomimo pewnych ustępstw, nie zamierzają tolerować wszystkiego.

"Każdy utwór, którego przekaz przejawiać będzie wrogie nastawienie do Chin, lub nie będzie zgodny z poglądami chińskiego rządu, w myśl przepisów o strefie wolnego handlu, nie zostanie dopuszczony do sprzedaży na terenie kraju" - powiedział Cai.

"Zależy nam na tym by uchylić okno i zaczerpnąć świeżego powietrza, ale wciąż potrzebna jest nam odpowiednia zasłona, chroniąca przed ukąszeniami moskitów i innych owadów" - skomentował wcześniejsze słowa minister kultury Chińskiej Republiki Ludowej.

Oznacza to m.in. tyle, że o losach danej gry na chińskim rynku decydować będzie specjalna, mniej lub bardziej obiektywna, jednostka. Przyglądając się pierwszym efektom ich pracy można raczej brać za pewnik, że urzędnicy będą respektować prawo z  "należytą" surowością.

Na pierwszy ogień pod przysłowiowy topór poszedł przedstawiciel gatunku strzelanek, najnowsza odsłona flagowej serii EA - gra Battlefield 4. Debiutujący pod koniec ubiegłego roku dodatek do tej produkcji, pt. "China Rising" ("Chińska Nawałnica" - tytuł w polskiej dystrybucji), który posiadaczom podstawowej wersji oferuje przede wszystkim cztery dodatkowe lokacje umiejscowione w Państwie Środka, spotkał się z odmowną decyzją ze strony przedstawicieli administracji, którzy uznali ww. opisywany pakiet DLC za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.

Trudno jednoznacznie określić, jak w miarę upływu czasu funkcjonować będą szumnie wprowadzane zmiany. Niezależnie jednak od tego, być może w końcu pozwoli to konsumentom, mieszkającym w tym regionie, chociaż w pewnym stopniu, nadrobić zaległości. Pamiętajmy, że zakup konsoli do gier w tym kraju nielegalny stał się w 2000 roku, czyli dokładnie w momencie światowej premiery drugiej generacji stacjonarnego sprzętu do grania Sony - systemu PlayStation 2.

Oczywiście nie oznacza to, że chińscy gracze całkowicie utracili dostęp do tego typu urządzeń, bo można było je pozyskać, korzystając z mniej legalnych źródeł, a więc, jeśli tylko komuś sytuacja majątkowa na to pozwalała i miał takie życzenie, to mógł wyposażyć swój salon w nowe konsole. Być może to wcale nie był taki złe rozwiązanie? Skoro zmiany mają mieć charakter iluzoryczny, to może korzystniej/taniej będzie przywrócić poprzedni porządek?

AZ

Dowiedz się więcej na temat: Sony

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje