Władca Pierścieni: Wojna o Pierścień

Producent: Liquid Entertainment

Reklama

Wydawca: Sierra

Dystrybutor PL: Cenega Poland

Gatunek: strategia / RTS

Data wydania PL: grudzień 2003

Wymagania sprzętowe: PIII 800 MHz, 256 MB RAM, CD-ROMx8, karta dźwiękowa zgodna z DirectX 9.0, karta grafiki z 64 MB RAM, Windows 95/98/2000/ME/XP, 500MB wolnego miejsca na twardym dysku, ponad 2 GB miejsca na dysku

Cena detaliczna: 139,90/159.90 PLN

Ocena: 7.5/10



Trzy Pierścienie dla królów elfów pod otwartym niebem,

Siedem dla władców krasnoludów w ich kamiennych pałacach,

Dziewięć dla śmiertelników, ludzi śmierci podległych,

Jeden dla Władcy Ciemności na czarnym tronie

W krainie Mordor, gdzie zaległy cienie,

Jeden, by wszystkimi rządzić, jeden by wszystkie odnaleźć,

Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać

W krainie Mordor, gdzie zaległy cienie.


Któż nie słyszał sagi o Drużynie Pierścienia? O Aragornie, znanym pod różnymi imionami, najświetniejszym strażniku swoich czasów, o bystrookim Legolasie z leśnych elfów, o Gimlim, krasnoludzie z sercem szczerym i mężnym? Kto nie wyobrażał sobie, jak by to było stanąć ze wzniesionym mieczem u boku Boromira z Gondoru albo patrzeć z podziwem jak, Gandalf sprowadza ogień na sługi Saurona? A co z hobbitami? Dzielnym Merrym i Pippinem, wiernym Samem Gamgee i samym powiernikiem Pierścienia, Frodem Bagginsem.

A może to raczej ciemność Cię wzywa? Szukasz towarzystwa tych, którzy służą Władcy Ciemności i pragniesz wzbudzać strach w sercach nieprzyjaciół?

Wybór należy do Ciebie, przyjacielu. Obyś tylko, gdy rozlegnie się granie rogów i szczęk broni, nie żałował swojej decyzji!



Wiedzcie, że ja też stanąłem przed tym trudnym wyborem, gdyż niedawno stałem się posiadaczem gry "Władca Pierścieni: Wojna o Pierścień". Z tym, że ja zastosowałem sposób, z którego niegdyś słynął mądry król Salomon. Postanowiłem zagrać zarówno po stronie dobrych, jak i złych. W ten oto sposób nie miałem żadnych wyrzutów sumienia, że jakiś aspekt gry został przeze mnie pominięty. Przyznam się, że to już moje drugie spotkanie z PC-tową grą opartą na prozie J.R.R. Tolkiena. Pierwsze nie wypadło najlepiej, bo co tu dużo mówić gra była schrzaniona. Tym razem jest o niebo lepiej, co nie znaczy, że "WP: WoP" jest grą idealną. Wręcz przeciwnie. Do ideału ma jeszcze spory kawałek drogi, ale jest naprawdę dobra i spodobała mi się do tego stopnia, że poświęcam jej wiele czasu. Mam nadzieję, że stare przysłowie pszczół mówiące "do trzech razy sztuka" spełni się tym razem i kolejna gra (mówię tu o "Powrocie Króla") będzie bardzo dobra. Pożywiom - uwidim...



Już po pierwszym uruchomieniu gry przeżyłem de javu. Kurcze, czy to na pewno ta nowa gra, którą miałem zrecenzować? Rzut oka na pudełko i płyty, szybkie sprawdzenie przedpola. No tak, to przecież ta gra - tylko, że strasznie podobna do innej, którą nawiasem rzecz ujmując także bardzo lubię, czyli do "Warcrafta III". Sądzę, że Wy także złapiecie się na takim myśleniu, gdyż gra jest wręcz łudząco podobna do sławnego RTS-a ze stajni Blizzarda. Konstrukcja panelu sterowania, grafika lokacji, przerywniki filmowe, nawet niektóre postaci, budynki i animacje. To praktycznie klon "Warcrafta". Różnice pojawiają się w temacie intra do gry, które tutaj wypada zdecydowanie słabiej. Nie ma klimatycznego filmu, a tylko sekwencja z gry prezentująca walczące postaci oraz przejmujący głos czytający fragment prozy Tolkiena, którym posłużyłem się też na początku tego tekstu. Oczywiście gry różnią się także wieloma innymi aspektami, ale tak jak napisałem wyżej pierwsze wrażenie sprawia, że przez chwilę można mieć wątpliwości, czy w napędzie znalazła się właściwa płyta.



Od strony mechanizmu rozgrywki "Władca Pierścieni: Wojna o Pierścień" to ortodoksyjny RTS, jak zresztą większość na rynku, więc nie spodziewajcie się jakichś nowatorskich i przełomowych pomysłów. Wiadomo - główny cel to utworzenie silnej armii, która będzie w stanie dokopać wrogowi. Pierwszoplanowemu celowi jest podporządkowana reszta naszych działań. Konstruujemy odpowiednie budynki, w tym także defensywę w postaci standardowych wież obserwacyjnych, gromadzimy niezbędne surowce oraz tworzymy robotników, wojaków i bohaterów. Co do surowców to w "Wojnie o Pierścień" występują dwa rodzaje zasobów - ruda i żywność. Musisz polecić robotnikom, aby je gromadzili, co pozwoli korzystać z tych dóbr podczas szkolenia jednostek i wznoszenia obiektów. Ruda jest niezbędna do produkcji broni, pancerzy i wznoszenia budynków. Z kolei żywność jest konieczna do produkcji żołnierzy. Surowce wydobywamy tylko w określonych miejscach widocznych na mapie - rudę ze złoża, a żywność ze studni (?!).

Do tego wszystkiego dorzucono kilka elementów typowych dla RPG. Mamy tu bohaterów (Aragorn, Boromir, Frodo, Legolas, Gimli, Gandalf, Theoden, Gollum, Saruman, Nazgule), którzy w czasie walki zdobywają doświadczenie pozwalające wskoczyć na wyższy poziom doświadczenia i wzbogacić się o nowe umiejętności, jak choćby leczenie, nowe i potężniejsze czary ofensywne i defensywne itd. Ponadto są zdecydowanie potężniejsi od zwyczajnych wojaków. Zresztą szeregowi żołnierze zdobywając punkty losu także podnoszą swe doświadczenie. W ten sposób powstał, modny ostatnio, szkielet rozgrywki łączący elementy standardowego RTS-a i lekkiej domieszki RPG. W sumie to nic nowego.



Zanim przejdę do następnej części podsumujmy krótko. Mamy dwie strony konfliktu - zło i dobro. Każda ze stron posiada typowe dla siebie jednostki (14 dla każdej strony), budynki oraz bohaterów o nadprzyrodzonych możliwościach. Rozgrywka to 20 misji.

Teraz możemy iść dalej. Niestety "Wojna o Pierścień" nie wyrwała się ze schematu typowego dla większości RTS-ów. To jest to, o czym mówiłem wyżej, czyli możliwie szybkie tworzenie armii i atak na przeciwnika, a ewentualnie od czasu do czasu obrona swoich włości. Kiedy już dopadniemy obozu przeciwnika rozpętuje się totalna demolka i wycinanie w pień wszystkiego, co się rusza. Szkoda, że nie można przejmować budynków wroga. Jedynie Gimli został wyposażony w umiejętność zajmowania wież obronnych. Jego akcja wygląda dość efektownie, gdyż załoga wieżyczki zostaje wyrzucona przez okna. W przypadku pozostałych budynków ich los jest przesądzony. Najpierw musimy je zrównać z ziemią, aby później zbudować coś swojego.

Budynki to także standardowy zestaw, czyli centralny budynek (np.: twierdza wolnych ludów śródziemna), w którym gromadzone są surowce i cała gama pozostałych budowli pozwalających szkolić jednostki, wytwarzać broń itd. Niektóre budynki pozwalają dokonywać ulepszeń.



Na szczęście nie wszystko jest tak bardzo schematyczne i zdarza się kilka misji - perełek ratujących grę jako całość. Sztandarowym przykładem jest obrona Helmowego Jaru - długa, podzielona na części bitwa, tworząca znakomitą i bardzo emocjonującą misję. Podobnie emocjonująca jest obrona Mallornów - świętych drzew rosnących w Lorien, gdzie nasze siły musimy podzielić na dwie części i przez ciągnące się w nieskończoność minuty odpieramy zmasowane ataki sił zła. Z kolei grając po stronie zła będziecie mieli okazję wcielić się w Sarumana i tworzyć oddziały składające się z przerażających Uruk-hai. Fanom RPG zapewne spodoba się misja, w czasie której Legolas wspierany przez kilku elfickich łuczników tropi szkaradnego Golluma. To tylko przykłady, ale takich doskonałych misji jest znacznie więcej.



Na najniższym stopniu trudności przeciwnicy nie są nazbyt inteligentni, ale nadrabiają to ilością. Na średnim i trudnym poziomie jest pod tym względem znacznie lepiej i jednostki wroga stają się godnym przeciwnikiem.



Niestety, twórcom nie udało się uniknąć kilku wpadek, podkopujących lekko wiarygodność ich gry. Dziwi mnie to bardzo, gdyż podczas kampanii reklamowej, jeszcze przed premierą, wszędzie było pełno wzmianek, że gra powstaje w oparciu o tekst Tolkiena. Zresztą na pudełku z grą znajduje się znaczek Tolkien Enterprises świadczący o uzyskanej licencji. Mimo to pojawiły się cuda w stylu możliwości szkolenia krasnoludów w Lorien lub dziwaczne kryształy, których posiadanie pozwala uporać się z Balrogiem (zaznaczam, że nie mają one nic wspólnego z książkowymi palantirami).



Myślę, że najwyższa pora, aby wziąć na warsztat oprawę graficzną i muzykę. Co do pierwszej części, czyli grafiki, to w sumie nie mam większych zastrzeżeń. Ci z Was, którzy choćby raz widzieli "Warcrafta III" potrafią ją sobie wyobrazić. W "Wojnie o Pierścień" pojawiło się kilka smaczków, jak choćby poruszająca się roślinność, okręgi wokół nóg postaci przechodzących przez wodę, fale i pałętające się po planszach zwierzaki oraz popisowy numer grafików w postaci znakomicie przygotowanego Balroga. Mankamentem grafiki jest to, że momentami leciutko zwalnia i traci nieco płynność działania. Dzieje się tak nawet na potężnych maszynach, więc można sądzić, że wina leży po stronie niezbyt dobrze zoptymalizowanego kodu.

Za to muzyka jest wprost genialna. Jako żywo kojarzy się ze swoim filmowym odpowiednikiem, ale dla mnie korzystanie z tak dobrego wzorca nie jest niczym złym. Gra zyskała dzięki temu piękną i klimatyczną muzykę, której słucha się z prawdziwą przyjemnością. Szkoda, że nie ma jej na oddzielnym krążku.

Efekty dźwiękowe są równie dobre. Mamy tu całą gamę odgłosów wydawanych przez bohaterów, wojaków, potwory, jak również dźwięki towarzyszące walce.



Gra została wyposażona w bardzo dobry tryb multiplayer (Internet/LAN). Rozgrywki internetowe odbywają się za pośrednictwem GameSpy albo pod konkretnym IP. Mamy tu do dyspozycji następujące tryby rozgrywki: pożoga, przetrwanie, głód, kontrola, katapulta.



Jak to często bywa w wypadku premierowych wydań Cenegi, gra została przygotowana w dwóch wersjach - standardowej i limitowanej edycji kolekcjonerskiej z dodatkowym plakatem oraz jedynym w swoim rodzaju pierścieniem władzy.



W ten oto sposób znaleźliśmy się na końcu recenzji. Ponieważ lubię RTS-y, "Władca Pierścieni: Wojna o Pierścień" podobał mi się, bo jest to naprawdę niezła gra - mimo tych kilku wad, które jej szczerze wytknąłem. Z drugiej strony, jako wielbiciel genialnej sagi stworzonej przez Tolkiena i jej ekranizacji, nie mogę podarować twórcom gry wpadek bez wątpienia obniżających wartość gry. Generalnie propozycja duetu Liquid Entertainment - Sierra przypadła mi do gustu na tyle, aby nagrodzić ją niezłą oceną. Może trochę na wyrost. Wiem! Jednak mam nadzieję, że to zachęci kolejne firmy do przygotowywania jeszcze lepszych gier o losach Śródziemia.



MadMan

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje