Siege of Avalon

Producent: Digital Tome

Reklama

Wydawca: BlackStar

Dystrybutor PL: Techland

Gatunek: cRPG

Data wydania PL: 1 październik 2003

Wymagania sprzętowe: P II 450 MHz, 64 MB RAM, CD-ROMx8, karta dźwiękowa zgodna z DirectX 8.1, karta graficzna z 32 MB RAM , Windows 95/98/2000/ME/XP, ok. 700 MB wolnego miejsca na dysku

Cena detaliczna: 49.90 PLN

Ocena: 8/10



Oblężenie czas zacząć

"Siege of Avalon" to swoisty fenomen wydawniczy, który sprawił, że producenci gry sami zapracowali na obniżenie jej końcowej wartości. Wszystko zaczęło się jak w legendzie. Dawno temu producent gry zdecydował się na, jego zdaniem, genialny plan, aby "wydać" ją w Internecie. Na zachętę wsadzono tam pierwszy chapter gry, który - mówiąc na marginesie - nie jest najlepszą rekomendacją dla gry, bo wiadomo jak to na starcie, a za ściągnięcie następnych należało uiścić opłatę. W sumie, aby mieć całość, należało wyłożyć $50. Wiadomo, że to niemała kwota. Po pewnym czasie takiej działalności okazało się, że ludziska jakoś nie walą oknami i drzwiami, więc pomyślano o wydaniu gry w wersji pudełkowej. Słusznie tylko, że zwłoka zajęła coś koło trzech lat, a jak wiecie w przypadku kobiet i gier komputerowych to baaaaardzo dużo. Już w 2002 roku wszędzie trąbiono, że w Polsce niedługo pojawi się "Siege of Avalon". Skończyło się na burzy, a gry wciąż nie było widać. Sztuka udała się dopiero w tym roku i umęczony marudzeniem graczy Techland wydał grę w wersji polskiej.



Nasza narodowa wersja zawiera wszystkie sześć epizodów, jakie przygotował Digital Tome, więc nie musicie się obawiać, że Wasza gra jest jakaś niedorobiona w stosunku do tego, co było w sieci. Ostatnio wyczytałem też, że właśnie rozpoczęły się prace nad kolejną kilkuczęściową sagą, będącą kontynuacją "Siege of Avalon", noszącą nazwę "Pillars of Avalon" i rozgrywającą się 400 lat po wydarzeniach opowiedzianych w SoA. Pozostaje nam tylko mieć nadzieję, że tym razem nie będzie takiej obsuwy w terminach premiery.



Mistyczny i owiany mgiełką tajemniczości Avalon kusi od dawna. Powstały setki filmów, książek i gier, gdzie jego obecność jest przynajmniej wyczuwalna. Także gra "Siege of Avalon" ma w sobie coś z tej historii, która jest zarazem prosta, ale i ujmująca. Główny bohater gry powraca w swe rodzinne strony, ale okazuje się, że niewiele pozostało z sielskiej krainy, jaką znał z dzieciństwa. Od kilkunastu lat jego ojcowizna jest regularnie najeżdżana i pustoszona przez wojska Mithrasa, który powoli, ale skutecznie, kawałek po kawałku podporządkowuje ją swoim rządom. Jedyną nadzieją jest zamczysko Avalon, w którym zamknęli się ostatni obrońcy. Avalon potrzebuje bohaterów, tym bardziej, że trwająca od dwunastu lat wojna zmiażdżyła drastycznie morale obrońców całego księstwa i wszystko wskazuje na to, że nikczemny czarnoksiężnik Mithras wreszcie osiągnie swój cel...



No cóż, rola głównego bohatera jak zwykle jest niezmiernie trudna, a zadania niebezpieczne. W ciągu sześciu epizodów, jakie rozegramy musi się okazać, że młody książe jest w stanie zmobilizować resztkę swych ludzi do walki i przełamać napór wroga. Fabuła jest naprawdę mocna i dobrze przygotowana. Już samo czytanie obszernej historii zawartej w instrukcji to wielka przyjemność. Polecam tę lekturę gorąco.



Czy grałeś ostatnio w jakąś dobrą książkę?

Nie ma w tym ani odrobiny przesady. Producenci gry stworzyli coś zupełnie wyjątkowego. W nasze ręce wpada gra bez odrobiny dubbingu - sam tekst (każdy z rozdziałów "Siege of Avalon" posiada ponad 200 stron maszynopisu). Grając, autentycznie odnosi się wrażenie podobne do tego, gdy czytamy książkę lub zagrywamy w "papierową" fabułę. Do "przerobienia" mamy tu zwoje zapełnione rozmaitymi notatkami i zapiskami oraz liczne i bardzo rozbudowane dialogi. Jest to gra, należąca do nielicznej grupy, w której bardziej opłaca się gadać niż wymachiwać mieczem. Dialogi są tak skonstruowane, że aby dowiedzieć się konkretów lub zdobyć jakąś ważną dla akcji gry informację, nierzadko trzeba ostro gimnastykować język i zagadywać każdego delikwenta. Jednak zawsze się opłaca. Dla ludzików, którzy już drżą z przerażenia, co będzie, jeśli pominą jakąś istotną kwestię mam istotną wiadomość. Twórcy gry przewidzieli taką ewentualność i dodali dziennik bohatera, w którym zapisywane są wszystkie wskazówki, informacje uzyskane podczas przygody itp.



Rozkręca się powoli...

Początkowo "Siege of Avalon" nie jest wulkanem akcji. Raczej rozkręca się powoli. Najpierw tworzymy postać bohatera. Do wyboru są trzy profesje: wojownik, zwiadowca i mag. Trzeba przyznać, że SoA pozwala na bardzo rozbudowaną edycję wyglądu postaci oraz na obdzielenie jej wieloma cechami.

Początkowo gracz poznaje świat gry, jego historię, kluczowych bohaterów, uczy się walczyć i wykonuje pierwsze - dość proste - zadania. Jednak już wkrótce jego życie ulega gwałtownej przemianie, gdyż gra zaczyna nabierać tempa i rumieńców. Akcja toczy się w potężnym Avalonie i przyległych osadach, ale zdarzają się też bardziej odległe wyprawy. W sumie można powiedzieć, że gra jest swoistą mieszanką nastroju i rozwiązań zaczerpniętych z "Diablo" (mam tu na myśli akcje wymagające ostrej sieczki dostępną bronią) i "Planescape: Torment" (tu z kolei działają zwłaszcza szare komórki).

Po drodze znajdujemy olbrzymie ilości przedmiotów i ekwipunku. Uff, jeszcze chyba nie widziałem gry, w której zaserwowano całe tony przeróżnych przedmiotów. Nie wiem, czy nie jest to nawet lekka przesada, ale generalnie nie przeszkadzało mi to, gdyż SoA posiada znakomicie przygotowany ekran ekwipunku. Pozwala on sprawnie zarządzać tym, co mamy w plecaku, a także już wykorzystywanymi przedmiotami. Ciekawym rozwiązaniem jest możliwość ubierania postaci w wiele rozmaitych ubrań, nawet po kilka warstw, a w zależności od zastosowanej konfiguracji otrzymujemy zróżnicowane parametry postaci.



Opóźnienie widać...

No właśnie. Lata zwłoki widać gołym okiem. Niestety, na kombinacjach związanych z dystrybucją gry najbardziej ucierpiała grafika. Już na pierwszy rzut oka widać, że wyraźne odstaje od współczesnych produkcji. Zapomnijcie o 3D czy jakichkolwiek wodotryskach. Żadnych bajerów, ot siermiężna grafika w rzucie izometrycznym. Lokacje są w zasadzie nudne, bardzo do siebie podobne i skonstruowane schematycznie. Sam poziom wykonania grafiki stoi na średnim poziomie i nie uraczycie tu klimatycznej gry światła i cienia czy innych tego typu smakołyków. Animacje postaci na pewno spowodują większy, bądź mniejszy uśmiech na Waszych twarzach. Choć modele postaci są całkiem przyzwoite. W zasadzie o grafice można powiedzieć, że jest i dla niewymagających wystarczy do dobrej zabawy. Podobnie ma się sprawa w temacie muzyki. Generalnie nic specjalnego, a w porównaniu do wielkich soundtracków, które słychać w obecnych cRPG to ledwo namiastka muzyki. Jednak da się przeżyć, a powiem Wam, że zdarzało mi się słyszeć słabszą oprawę dźwiękową.



Warto, czy nie?

Moim zdaniem bezspornie - TAK! Gra jest niewątpliwie przeznaczona dla dość wąskiego grona fanów RPG i to właśnie tych, którzy mają z nim kontakt poprzez literaturę i gry "papierowe". Dlatego fani wywijania mieczem i masowej eksterminacji potworów czających się na kolejnych poziomach podziemi, niech raczej odpuszczą sobie ten tytuł. Wolę uprzedzić ich teraz, bo później podniosą krzyk, że gra jest beznadziejna. Gra jest bardzo dobra, ma tylko pewne braki w grafice, ale one nie powinny rzutować na całość. Oczywiście w końcowej ocenie, za niedoróbki spadnie kilka punktów, ale generalnie nota będzie wysoka, bo moim zdaniem "Siege of Avalon" na nią zasługuje.



MadMan

Dowiedz się więcej na temat: DIGITAL | dystrybutor | wydawca

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje