Micro Commandos

Producent: Monte Cristo

Reklama

Wydawca: Monte Cristo

Dystrybutor PL: Cenega Poland

Gatunek: RTS

Data wydania PL: 15 listopad 2002

Wymagania sprzętowe: PII 300 MHz, 64 MB RAM, CD-ROMx4 lub szybszy, karta dźwiękowa zgodna z DirectX 8.1, akcelerator 3D zgodny z DirectX 8.1 z min. 16 MB pamięci, Windows 95/98/2000/ME/XP, 700 MB wolnego miejsca na dysku twardym

Cena detaliczna: 79 PLN

Ocena: 4/10



Obok RPG najbardziej uwielbiam wszelkiej maści gry strategiczne, a wśród nich RTS-y. W związku z tym zawsze jestem strasznie szczęśliwy, kiedy w me ręce wpada jakaś produkcja mieszcząca się w jednym z faworyzowanych gatunków. Nie ma co ukrywać. Wtedy pisze się znacznie lepiej, a poza tym nikt z domowników nie przyczepi się, że tak długo siedzę przed komputerem. No co, przecież pracuję! No i gram sobie dalej w spokoju.

Bardzo cieszyłem się, kiedy na moje biurko przywędrował nowy RTS. Na pudełku napisali Micro Commandos.

Szybko zabrałem się za czytanie niezbyt grubej instrukcji. Wynikało z niej, że fabuła będzie niegłupia, więc tym chętniej zainstalowałem grę.



Akcję gry oparto na następującej intrydze. Głównodowodzący Konfederacji Intergalaktycznej odszedł w pokoju. Jego stanowisko pozostaje wolne, a wybranie najlepszego następcy spośród generałów jednej z trzech ras tworzących Konfederację - Łuszczaków, Gryzaczy i Galaksjan - będzie wyjątkowo trudne. W jaki sposób można wybrać właściwego lidera? Odpowiedź jest teoretycznie bardzo prosta. Generał, którego oddziały podbiją Ziemię, stanie się prawowitym następcą powszechnie opłakiwanego głównodowodzącego.



Nasi mali pozaziemscy bracia uważają ludzi za powolnych i niezgrabnych i nazywają ich wielkimi ludźmi ze względu na ich wzrost i siłę. Zresztą trudno się dziwić takiemu podejściu do sprawy, gdyż sami mają jedynie 15 centymetrów wzrostu. Kontakt z ludzkimi wielkoludami grozi im błyskawicznym unicestwieniem. Oczywiście pod warunkiem, że dowiedzą się o ich istnieniu. Istnieje jednak rzecz, która może przechylić szalę sukcesu na korzyść pozaziemskich kurdupli. Wysokie Dowództwo Konfederacji przechwyciło i rozszyfrowało ściśle tajną wiadomość wojskową. Okazało się, że gdzieś na Ziemi jest ukryta broń o strasznej i niszczycielskiej sile. Frakcja, która najszybciej dotrze do broni i przejmie ją na własność z łatwością dokona podboju Ziemi.



Jak się zapewne domyślacie są teraz dwie możliwości. Z jednej strony możemy wcielić się w zdesperowanych obrońców, od których będzie zależeć ostateczny los Ziemi. Drugi kierunek jest taki, że staniemy po stronie 15-centymetrowych kosmitów i poprowadzimy ich w śmiałym marszu po dominację nad ludzką rasą. Tym razem jesteśmy tymi złymi, a konkretnie dowódcą Łuszczaków. Cel, jaki przyświeca w głowie fanatycznego dowódcy, to wybór na stanowisko głównodowodzącego generała Mutmaka. Zadaniem grającego jest infiltracja Ziemi i odnalezienie cudownej broni, która posłuży do pokonania ludzkości. Oczywiście musimy uważać, aby wielcy ludzie nie natknęli się na siły inwazyjne Łuszczaków. Nie możemy ufać nikomu poza samym sobą. Najlepsza strategia to szybkie poszukiwanie ukrytej broni.



No. Tak w skrócie przedstawia się fabuła Micro Commandos. Na samym początku sądziłem, że będzie to gra łącząca w sobie elementy Army Men z drobną domieszką Wiggles. Jednak później zacząłem dumać, czy nie mam do czynienia z grą kierowaną do młodszych graczy.

Niestety nic nie wyniknęło z powyższych rozmyślań, gdyż przytłoczył je słaby wygląd gry. Szkoda, że tak się stało, bo moim skromnym zdaniem gdyby oba elementy zagrały w zgranym chórze wszystko byłoby w najlepszym porządku, a tak fabuła rozminęła się całkowicie z jakością wykonania produktu.



Najbardziej rażąco niedobrze prezentuje się grafika. To, co zaproponowali nam twórcy gry, jest strasznie słabe. Nawet gdyby wziąć poprawkę na kierowanie gry do "młodzieżówki" komputerowej. Kurcze, mam w sobie coś takiego, co nie pozwala mi tolerować miernoty i niedoróbek. Jednak najbardziej wpienia mnie, kiedy ktoś usiłuje zaproponować mi jakąś kiepską rzecz i ma cichą nadzieję, że przymknę na to oko. Niestety - a może na szczeście - nie potrafię. Parę razy zapłaciłem za to sporą cenę, ale i tak staram się trzymać pewien poziom, poniżej którego nie zejdę. Owszem, na domowy użytek mógłbym nie marudzić. Jednak, gdy piszę recenzję, którą zawsze przeczyta chociaż kilka osób, nie mogę sobie pozwolić na promowanie cienizny. Przecież, jeśli ktoś kupi grę z mojej rekomendacji, która okaże się knotem, to przyśle mi do domu Ukraińca, żeby przemodelował mi profil.

Grafika, w jakiej przygotowano grę, stoi na strasznie niskim poziomie. O ile z daleka da się jeszcze na nią patrzeć, to po wykonaniu zbliżenia już nie. Tekstury są niewyraźne, rozmazane i w niskiej rozdzielczości. Wszelkie budynki, jakie pojawiają się na planszy to kanciaste obiekty namazane w niezbyt ciekawej kolorystyce. Postaci i wszelakie pojazdy niestety nie prezentują się lepiej. Nie dość, że nie są najpiękniejsze to także ich animacja pozostawia wiele do życzenia. Poruszają się bez ładu i składu. Ponadto często pakują się na siebie i otoczenie i niezmiernie trudno wyprowadzić je z takiej "pułapki".



Oprawa dźwiękowa raczej nie osiąga wysokiego pułapu. O muzyce można wcale nie mówić, gdyż jest jej tyle, co kot napłakał. Efekty dźwiękowe i wszelkie dźwięki otoczenia to proste siermiężne pomrukiwania i takież same pobrzękiwania. Nie ma tu żadnych ciekawostek, za które można chwalić grę.



Interfejs gry jest nieintuicyjny, a przez to strasznie nieprzystępny. Nawet po przeczytaniu instrukcji trudno kierować poczynaniami naszych podkomendnych. Najczęściej sprawdzała się metoda prób i błędów, ale chyba nie o to chodzi. Wydaje mi się, że takie rozwiązanie znudzi lub zdenerwuje nawet anioła, a co dopiero gościa, który przed chwilą zapłacił w sklepie całkiem pokaźną sumkę za grę, która miała dostarczyć wspaniałej rozrywki.



W zasadzie w Micro Commandos broni się jedynie fabuła i pomysł na akcję. Gdyby za tym poszło poprawne wykonanie całej reszty niezmiernie ważnych elementów, jak: grafika, muzyka i efekty dźwiękowe oraz inteligencja podwładnych, gra mogłaby powalczyć o jakąś niezłą pozycję na rynku. Tak stanie się jedynie kolejną słabą i niedorobioną grą kurzącą się na półkach w sklepach. Tak się jakoś pechowo złożyło, że to druga produkcja Monte Cristo, z jaką mam do czynienia na przestrzeni miesiąca i druga klęska tej firmy. Jakoś nie mamy do siebie szczęścia. Chciałbym jednocześnie podkreślić, że naprawdę chciałem napisać coś dobrego na temat tej gry. Przecież nie należy dręczyć bliźniego w świątecznym czasie. Jednak niestety nie miałem możliwości na dobre słowo. Przykro mi niezmiernie, ale u góry pisałem już, dlaczego postępuje w ten określony sposób.



Hitman

Dowiedz się więcej na temat: dystrybutor | ziemie | wydawca

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje