Medal of Honor: Pacific Assault

Producent: EA Games

Reklama

Wydawca: EA Inc.

Dystrybutor PL: EA Polska

Rodzaj gry: FPS

Data premiery: lipiec 2004

Data premiery PL: lipiec 2004



Nawał gier FPP często nie pozwala znaleźć wśród nich produktów wyjątkowych. Kiedyś kilka godzin spędzonych z "Quake 2" dawało wiele radości. Teraz jednak nie wystarczy zrobić dobrej strzelanki, lecz trzeba pomyśleć nad interesującą i wciągającą fabułą. Niewiele produkcji może poszczycić się sukcesami pod tym względem, a przecież grywalność jest najważniejszym elementem każdej gry tego typu. Najbardziej znaną i udaną serią gier FPP jest "Medal of Honor". Już pierwsza odsłona tej gry, zatytułowana "Allied Assault", została okrzyknięta hitem i nie powinno być gracza, który nie znałby tego bestsellera. Realizm rozgrywki, klimat, zapierająca dech grafika - to tylko niektóre cechy, które wyryły ten znamienity tytuł w pamięci graczy. To był jednak dopiero początek. Nieco później, w pewnych odstępach czasu pojawiły się dwa oficjalne dodatki do gry: "Spearhead" i "Breakthrough". Wydarzenia II wojny światowej stały się na tyle obszerne, że trudno było je wszystkie uchwycić nawet w tych trzech produkcjach.



Jak sama nazwa wskazuje, gra przenosi nas w czasie do 1941 roku, kiedy to Japończycy przeprowadzili zmasowany atak na amerykańską bazę Pearl Harbor. Wydarzenie to dobrze zostało zobrazowane w filmie o tej samej nazwie. Tutaj zacznie się nasza pierwsza misja. Jako Tom Conlin będziemy bronić naszego statku o wdzięcznej nazwie West Virginia. Niestety, mimo usilnych starań zostanie on zatopiony, ale w związku z tym, że nie jesteśmy kapitanem, na dno razem z okrętem nie pójdziemy. Jako oddział otrzymamy od przywódców serię zadań do wykonania. Liczba misji oscylować będzie w okolicach 25. Dzięki temu odwiedzimy takie obszary, jak półwysep Bataan, Nową Gwinee, by zakończyć nasze zmagania w Tarawie. Żeby nudno nie było, poza głównymi misjami popracowano również nad questami pobocznymi, których wykonanie znacznie ułatwi nam działania. Pozwolą one nam na zdobycie cennych informacji o położeniu wroga, ilości i liczebności patroli i wiele innych.



Poprzednia odsłona swe sukcesy zawdzięczała przede wszystkim realizmowi. Tym razem tego też nie zabraknie. Po zapoznaniu się z kronikami zdjęciami i wszelkimi informacjami o uzbrojeniu, mundurach, sprzęcie oraz środkach transportu przystąpiono do tworzenia gry. Dzięki tym zabiegom ujrzymy nad głowami przelatujące myśliwce Zero, obok nas przejadą (czasem z nami na pokładzie) opancerzone transportowce Buffalo, a prawdopodobnie ostatnią rzeczą, jaką zobaczą nasi wrogowie przed śmiercią będzie oczywiście czołg M4 kierowany przez... nas. Mało tego. Czołgi, wozy opancerzone i inne środki transportu zaopatrzone będą w różnego rodzaju bronie masowego rażenia: karabiny, działa, miotacze płomieni i wiele innych. Nie zawsze będziemy mogli podróżować tak wyrafinowanymi pojazdami. Czasem trzeba będzie wyjść na zewnątrz, podkasać rękawy i chwycić za broń. Do wyboru będzie cała masa pistoletów, karabinów maszynowych i innych zabawek. Jeśli nie będziemy strzelać celnie, może braknąć nam amunicji. Co wtedy? Nie na darmo ludzie wymyślili bagnet. Choć to mało humanitarny sposób, może nam zapewnić przetrwanie.



Każdy wie, że bawiąc się ogniem łatwo się sparzyć. Skoro biegasz po placu boju z karabinem i strzelasz do wrogów, to również nieprzyjaciel strzela do Ciebie. Tutaj wprowadzono innowacyjny sposób używania apteczek. Wiadomo, że nikt nie będzie biegał na skraju śmierci po apteczkę, by po kilku sekundach być zdrowym jak ryba. Nasze rany będą dzielone na kilka kategorii. Te powierzchowne będziemy mogli opatrzyć sami przy pomocy materiałów zawartych w apteczce. Z poważniejszymi obrażeniami będziemy musieli kierować się do medyka, a i ten nie będzie w stanie pomóc nam we wszystkim. Jeśli otrzymamy ranę postrzałową w udo, to nie liczmy na to, że zaraz będziemy biegać jak maratończyk. Cudów nie ma... raczej.



Każda pomyślnie wykonana misja, to dodatkowe punkty doświadczenia. Nasza postać oraz reszta oddziału zdobywać będzie kolejne poziomy, co wiązać się będzie ze wzrostem umiejętności bojowych. Na czym to dokładnie będzie polegać, jeszcze nie wiadomo. Z pewnością się nie zawiedziemy. Wspomniałem o towarzyszach, którzy wraz z naszym Tom'em stoczą morderczy bój. Jak zapewne wiadomo, wojny nie wygrywa się w pojedynkę. Liczy się praca grupowa, której i w nadchodzącym MoH nie zabraknie. Za pomocą kilku klawiszy będziemy mogli wydawać polecenia naszym podwładnym i synchronizować pewne akcje, co w niektórych momentach gry stanie się konieczne. Nasi towarzysze mogą nas osłaniać, gdy my będziemy minować teren, mogą osłaniać tyły, a nawet przeprowadzać atak na wskazane miejsca strategiczne. W dowodzeniu bardzo ważną rolę odegra morale naszych żołnierzy, które w wyniku zbyt wielkich strat i lekkomyślnych decyzji może zostać przełamane. Uciekający w popłochu sprzymierzeńcy są dość łatwym celem dla wroga. Wystraszeni kompani nie będą chcieli słuchać swego dowódcy i zaczną odmawiać wykonania jakiejś czynności. Wszystko to składa się na sztuczną inteligencję postaci, która stać ma na niewiarygodnie wysokim poziomie. Ponadto ataki wroga będą przemyślane i trudne do odparcia. Udane rozbicie nieprzyjaciela wcale nie można nazwać ostatecznym sukcesem. Nigdy nie wiadomo będzie, czy gdzieś w lesie nie zbierają się niedobitki wrogiej armii, by połączyć swe siły i uderzyć w najbardziej nieoczekiwanym momencie. Również nasi sprzymierzeńcy nie będą wykonywać samobójczych misji. Jeśli posiadamy kilku ludzi to nie liczmy na to, że będą chcieli zaatakować przewyższający ich liczebnie oddział, tym bardziej, że będzie to np. na otwartym polu.



Tak wygląda "Medal of Honor: Pacific Assault", ale spójrzmy jednak na to, co widać, czyli czas ocenić grafikę. Nowy silnik gry pozwala wykorzystać najbardziej zaawansowane możliwości istniejących kart graficznych. Zaowocuje to kilkoma ciekawymi efektami wizualnymi. Wszystkie tekstury wykonane będą w wysokiej rozdzielczości, a na szczególną uwagę zasługuje wygląd twarzy naszych wojaków. Jedno spojrzenie na stojącego obok żołnierza wystarczy, by określić, czy jest zadowolony, czy też szuka kierunku, w którym zaraz będzie uciekał. Mało tego, wszystkie zranienia i otarcia będzie można zauważyć, a wyleczenie nie spowoduje ich zniknięcia. Na ich miejscu zobaczymy blizny. Warto zaopatrzyć się już teraz w wysokiej klasy komputer, a co ważniejsze pomyśleć o jakiejś mocniejszej karcie grafiki.



Cóż można rzec. Kolejna gra, która wygląda na cukierkową. Ale jeszcze jest trochę czasu do premiery i trudno jest postawić przysłowiową "kropkę nad i". Jeśli wszystkie zapewnienia producentów okażą się prawdziwe to podejrzewam, że będziemy mogli zagrać w kolejny hit z serii "Medal of Honor". Pocieszę także na koniec miłośników trybu 'Multiplayer', którzy będą mogli szarżować zarówno w rozgrywce lokalnej, jak i globalnej do woli. Jednorazowo do gry przyłączyć będzie się mogło 32 graczy z całego świata. Nic dodać nic ująć, szykuje się dobra gra. Do takich już przyzwyczaili nas panowie z EA.



OLO

Dowiedz się więcej na temat: dystrybutor | wydawca | honor | Medal of Honor | medal | Electronic Arts

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje