Gry źródłem przemocy?

Najnowsze badania przeprowadzone przez zespół badawczy pod przewodnictwem Bruce'a Bartholowa stwierdziły, iż osoby, które są graczami, są bardziej agresywne niż te, które z grami nie mają żadnego kontaktu.

Analizy zostały przygotowane przez naukowców z amerykańskiego uniwersytetu Missouri-Columbia. Całość polegała na prostym teście psychologicznym. Badani musieli oglądać obrazki z różnymi scenami. Na podstawie ich reakcji określono, jak bardzo różnią się gracze od zwykłych osób.

Na prezentowanych zdjęciach znajdowały się sceny przemocy z młodym mężczyzną w roli głównej oraz fotografie z tą samą osobą, ale już bez krwawych elementów. Osoby korzystające z gier dość nonszalancko odnosiły się do zdjęć, które nie wywoływały na nich zbyt wielkich reakcji. Zdawali się - jak piszą autorzy raportu - być uodpornieni na spostrzegane obrazu.

Drugi test polegał na możliwości zagrania w prostą grę. Zwycięzca mógł przy tym swobodnie wyartykułować swoją opinię w kierunku wirtualnego oponenta. Gracze zdecydowanie częściej niż pozostali byli w stanie tak reagować niż ci, którzy z gier na ogół nie korzystają.

Bartholow stwierdził, że z dotychczasowych doświadczeń wie, iż gry nie zawierające scen przemocy nie mają na użytkowników większego wpływu, ale pierwszoosobowe strzelanki są gatunkiem, który najbardziej zwiększa agresję i uodparnia na zawierające przemoc zdjęcia.

"Większość z nas ma naturalnie silną niechęć do rozlanej krwi. Chirurdzy czy żołnierze muszą pokonać te trudności, aby sprawnie wykonywać swoje obowiązki. Ale dla większości ludzi ograniczona reakcja na elementy przemocy nie jest czymś zwykłym" - dodaje Bartholow.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje