Gladiators: Galactic Circus Games

Producent: Eugen Systems

Reklama

Wydawca: Arxel Tribe

Dystrybutor PL: Manta Multimedia

Gatunek: strategia

Data wydania PL: listopad 2002

Wymagania sprzętowe: PIII 800 MHz, 192 MB RAM, CD-ROMx8, karta dźwiękowa zgodna z DirectX 8.1, karta graficzna z 16 MB RAM, Windows 95/98/2000/ME/XP, 800 MB wolnego miejsca na dysku, modem do gry sieciowej

Cena detaliczna: 19.90 PLN

Ocena: 7/10



Na pudełku wielki napis "Gladiators". Ahh, zaraz wkroczymy na arenę pełną napakowanych facetów walczących na miecze, trójzęby i rzucających na siebie sieci. Ups, nici z nastroju rzymskiej areny. Jest tu jeszcze podtytuł "Galactic Circus Games", który zasadniczo odmienia sprawę. Owszem walka będzie, ale w przyszłości.



Jeśli major Greg D. Callahan mógłby cofnąć czas, chętnie odsiedziałby w więzieniu zasądzoną karę. Teraz jednak było już po zawodach. Uległ perswazji swojego dowódcy, by w zamian za darowanie wyroku wziąć udział w teście eksperymentalnego statku kosmicznego, który miał udać się w podróż przez czarną dziurę.

I tak rankiem 21 marca 1978 roku misja została rozpoczęta. Mimo, ze naukowcy zapewniali go, o całkowitym bezpieczeństwie wycieczki, Callahan czuł przez skórę, że wcale nie będzie łatwo. Jaki był głupi, kiedy wykrzyknął swoją ostatnią ziemską kwestię: "Lecimy po sławę!".



Wszystko szło doskonale, aż do momentu, gdy statek dotarł do jakiejś czarnej dziury. Bezpośrednie sąsiedztwo anomalii sprawiło, że wszyscy stracili przytomność...



Po przebudzeniu załoga stwierdziła, że statek szczęśliwie wylądował. Pozostało tylko ustalić gdzie, ale na to nikt nie potrafił odpowiedzieć. Nagle włączył się alarm. Do miejsca ich lądowania zbliżał się intergalaktyczny pojazd, który bez żadnego powodu i ostrzeżenia otworzył ogień.



Producent zaklasyfikował tę grę jako strategię, ale już po chwili obcowania z tą produkcją przekonacie się, że niewiele tu cech typowej gry strategicznej, czyli wszelkiego rodzaju elementów planowania, precyzyjnego rozmieszczania jednostek i temu podobnych spraw. Środek ciężkości został przeniesiony na akcję - błyskawiczne działanie, wielkie tempo, gwałtowne zmiany sytuacji i mnóstwo widowiskowych eksplozji oraz wrzasków wydobywających się z głośników.



Momentami strasznie trudno połapać się, o co tak naprawdę chodzi. Czy to bałagan? Nie, no przecież mamy w tytule "cyrk", prawda?



Zaczyn do fabuły mógłby sugerować, że mamy do czynienia z kawałkiem konkretnej historii. Jednak prawda jest taka, że nawet przy najszczerszych chęciach nijak fabuły odnaleźć się nie da. Gra ogranicza się do bezustannej walki. Zaliczamy kolejno bardzo podobne misje. To sprawia, że po stosunkowo krótkim czasie zaczynamy się lekko nudzić. Teoretycznie cele zadań są zróżnicowane, ale rzeczywistość jest taka, że zazwyczaj polegają one na atakowaniu wroga lub czajeniu się w zasadzce. Nie liczcie na jakieś finezyjne akcje. Zazwyczaj wystarcza frontalny atak wszystkimi siłami, jakie aktualnie posiadamy. Główny bohater gry, a zarazem dowódca naszych wojsk Callahan ma do dyspozycji następujące jednostki: trooper (lekki żołnierz uzbrojony w karabin M-16), bazooka (ciężkozbrojny żołnierz uzbrojony w bazookę), commando (elitarna jednostka wywiadowcza), M113 (pojazd transportowy), Abrams (czołg z działem 150mm), Huey (helikopter transportowy), chopper (szybki helikopter transportowy). Dla urozmaicenia rozgrywki autorzy dodali opcje pozwalające na zabawę w innych rolach. Kiedy szczęśliwie zakończycie trzecią misję w roli Callahana, otrzymacie dostęp do wojsk generała Maximixa, a w trzeciej kampanii można wcielić się w rolę Fargassa - tajemniczego maga. Tylko że nawet to nie wprowadza nawet odrobiny urozmaicenia do samej gry. Niestety!



W każdym starciu może uczestniczyć jednocześnie maksymalnie 500 jednostek. Sami przyznacie, że to nie jest zawrotna liczba. Z drugiej strony to może i całe szczęście. Na ekranie panuje taki bajzel, że w trakcie bitwy trudno się połapać, kto jest wrogiem, a kto sprzymierzeńcem. Co prawda, można grupować jednostki, ale to pomaga tylko przez moment. Po chwili jednostki i tak rozłażą się wedle własnego uznania. Walka wygląda efektownie - mnóstwo wybuchów, szczęk broni i dziwne (momentami przerażające) odgłosy wydawane przez niektóre jednostki. Jak przystało na gladiatorów, walka rozgrywa się na kolejnych arenach. Na każdej z nich możemy zdobyć karty Jokerów. Są one o tyle przydatne, że w Spawn Zone pozwalają tworzyć nowe jednostki lub kupić bonusy. W grze występują dwa rodzaje kart o zróżnicowanej wartości. Wszystkie pozwalają wzbogacić nasz arsenał o lepsze pancerze, ładunki wybuchowe, albo uleczyć niedomagających podwładnych.



Jest jedna rzecz, do której nie bardzo potrafię się odnieść. Od strony efekciarstwa na pewno pozytywnie działa na grę, ale na realność rozgrywki ma katastrofalny wpływ. Chodzi mi o to, że wszelkie przeszkody terenowe, jak: skały, drzewa i większość zabudowań, jakie stoją na drodze naszych jednostek, można najzwyczajniej w świecie zniszczyć. Im więcej o tym myślę to dochodzę do wniosku, że należy to zaliczyć do plusów gry, gdyż i tak można zapomnieć o strategicznym charakterze rozgrywki. W końcu mamy do czynienia z zabawą głównie zręcznościową.



Grafika jest przyjemna dla oka, ale nie najwyższych lotów. Twórcom gry nie udało się stworzyć ładnie wyglądających jednostek i budynków. Podobnie mają się sprawy w wypadku efektów specjalnych. Natomiast tekstury to już zupełnie inna bajka. Te wyglądają o niebo lepiej. Szkoda, że nie zadbano, aby cała grafika stanęła na podobnym poziomie. Wtedy Gladiators byliby całkiem, całkiem.



Tryb gry wieloosobowej zawsze jest dla mnie czymś, co ma duży wpływ na ocenę gry. Tym razem muszę trochę nakrzyczeć na producenta, gdyż wymyślił niezbyt wygodne rozwiązanie. Gdy zechcecie zagrać w Gladiators w Internecie nie wystarczy, że posiadacie oryginalną wersję. W tym wypadku niezbędny jest drugi klucz, który otrzymujemy po wysłaniu do Manty kartę rejestracyjną i dowód zakupu gry. Tłumaczenie jest dość mętne i mówi coś o zabezpieczeniu przed piractwem, ale po co przy okazji dyskryminować posiadaczy legalnych kopii. A co ma począć człek obdarowany tą grą przez ciocię, która zapobiegawczo wywaliła paragon, aby nikt nie mógł odgadnąć ceny prezentu?

Rozważmy teraz sytuację, w której przebrnęliśmy przez proces weryfikacji oryginalności naszej gry. Do dyspozycji są trzy tryby rozgrywki: deathbowl mode (nieograniczony czas zabawy, o zwycięstwie przesądzają statystyki), gladiator mode (cel to pozbawienie żywota wszystkich przeciwników, zwycięstwo nastąpi w momencie, gdy na arenie zostaje tylko jeden gladiator), ring mode (pozwala zaliczyć wybraną kampanię z single playera, w trybie zespołowym).



No i doszliśmy do podsumowania. Mam mieszane uczucia i nie bardzo wiem, co począć. Naprawdę nie chce skrzywdzić tej gry. Twórcy mieli zamiar stworzyć godnego następcę Cannon Fodder, hiciora znanego z zamierzchłych czasów. Nawet dodali go na jednej z płyt. Myślę, że jeśli napiszę, że w Cannon Fodder grałem z większą przyjemnością dość dosadnie wyznam swe uczucia do Gladiators: Galactic Circus Games. Możliwe, że jest tak dlatego, że liczyłem na porządny RTS, a dostałem nienajdoskonalszą zręcznościówkę próbującą go udawać.



Hitman

Dowiedz się więcej na temat: Manta | multimedia | dystrybutor | rozgrywki | wydawca

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje