Enigma: Rising Tide

Producent: Tesseraction games

Reklama

Wydawca: GMX Media

Dystrybutor PL: Play

Rodzaj gry: symulator

Data wydania PL: 26 styczeń 2004

Wymagania sprzętowe: PIII 800, 256 MB RAM, karta grafiki 32 MB z akceleratorem 3D

Cena detaliczna: 45 PLN

Ocena: 6.5/10



"Enigma: Rising Tide jest symulatorem łodzi oraz okrętów nawodnych i podwodnych z czasów II wojny światowej. W grze możesz dowodzić kutrami torpedowymi, niszczycielami eskortowymi, niszczycielami i okrętami podwodnymi różnych typów, zgrupowanych w trzech opozycyjnych stronach wirtualnego konfliktu. Chociaż dowodzimy prawdziwymi okrętami z tamtego okresu, to fabuła gry luźno nawiązuje do wydarzeń historycznych II wojny światowej, bowiem naprzeciw siebie stają okręty USA, niemieckie i koalicji brytyjsko-japońskiej (wyspiarze łączcie się?). Nie wpływa to moim zdaniem ani na polepszenie, ani na pogorszenie grywalności "Enigmy", chociaż zwolennicy osadzania fabuły tego typu gier w realiach historycznych będą rozczarowani faktem, że zmagania mają miejsce na morzu karaibskim.



Sterowane statkami zostało przez twórców "Enigmy" maksymalnie uproszczone. Okrętem dowodzimy głównie za pomocą sonaru/radaru, przez klikanie na jego ekranie w dowolne miejsce, które ma być punktem docelowym naszej łajby i przez przesuwanie suwaka mocy silników w celu nadania krypie żądanej prędkości. Rozkaz ostrzału wydajemy poprzez wybranie na ekranie radaru wrogiej jednostki, a następnie wybranie uzbrojenia, jakim chcemy zaatakować, i wciśnięciu przycisku "Ognia". Dla entuzjastów-artylerzystów przewidziano możliwość samodzielnego prowadzenia ognia z dowolnie wybranej broni pokładowej. W tym celu klikamy myszką na interesująca nas armatę, działko przeciwlotnicze lub karabin i za pomocą myszki ustawiamy kąt ostrzału. Strzelanie jest dość ciekawym zajęciem, ale tylko z broni przeciwlotniczej, bo jest w miarę szybkostrzelna, a zarazem samoloty latają jakoś wolno i nisko. Sprawa się komplikuje, kiedy twój statek jest uszkodzony i pali się, a kłęby czarnego dymu ograniczają Ci widoczność w stopniu uniemożliwiającym trafienie czegokolwiek. Strzelanie z większych pukawek może być przyjemne, pod warunkiem, że morze jest spokojne. Kiedy mamy choćby średnie fale, możesz zapomnieć o trafieniu wrogiego okrętu z działa, nawet jeżeli jest stosunkowo blisko Ciebie - jest to po prostu prawie niemożliwe i najlepiej zostawić wtedy strzelanie komputerowi, a samemu zająć się sterowaniem statkiem. Twórcy gry przewidzieli możliwość sterowania statku przez wydawanie komend głosem. Będzie ci oczywiście potrzebny do tego mikrofon oraz krótki kurs ze znajomości komend w języku angielskim i już możesz czuć się jak "Master and Commander"...



O ile sterowanie jednostkami nawodnymi jest trudne i wymagające (ja bym powiedział nawet, że bardzo trudne), to łodzie podwodne dowodzi się łatwo i przyjemnie, a zatapianie wrogich konwojów (nawet uzbrojonych) wydaje się być spacerkiem, przynajmniej dopóki nie mają ochrony niszczycieli. Z niszczycielami jest już nieco trudniej, ale to i tak jest gratka w porównaniu z misjami, w których dowodzisz niszczycielem i masz obronić konwój przed wilczym stadem okrętów podwodnych - zaprawdę powiadam Wam, bardzo trudne zadanie to jest.



Strona graficzna gry naprawdę niczym nie zachwyca, a jakość całej szaty graficznej muszę określić jako przeciętną. Pomimo efektownego i realistycznie oddanego falowania morza (różnica pomiędzy szczytem, a doliną fali może osiągać kilka metrów), wywołującego u poniektórych szczurów lądowych chorobę morską i realistycznych efektów pogodowych (deszcz, woda smagana wiatrem czy mgła), które nie tylko wpływają na odbiór grafiki, ale również na widoczność, związaną z nią celność oraz zachowanie się okrętów, to pozostałe elementy - począwszy od menu głównego, a skończywszy na ekranach sterowania łodziami) wyglądają jakby włożono w nie minimum wysiłku - są szare, kwadratowe, kanciaste i nieestetyczne. Co prawda zawsze można zapytać: "po co komu na wojnie ładny, kolorowy statek?" Albo: "czy im bardziej kolorowa gra tym fajniejsza? - na pewno nie". Trzeba uczciwie przyznać, że kolorowe ekraniki w niczym nie pomagają przy sterowaniu statkiem ani prowadzeniu ognia, ale estetyka jest zawsze estetyką, a w tym przypadku mamy właściwie jej brak. Następnie mamy statki i inne wehikuły występujące w grze, czyli samoloty. Ich odwzorowanie jest dokładne (chociaż nie zobaczysz na pokładzie ani jednego marynarza) i nawet ładne, ale to jeszcze nie to, na co stać dziś twórców grafiki. Wybuchy torped i fontanny wody wyrzucane przez rozrywające się ładunki głębinowe można by trochę poprawić, bo wyglądają nieco kwadratowo. Elementem, o którym nie można nie wspomnieć, jest fotorealistyczne niebo, któremu absolutnie nic nie brakuje. Szczególnie pięknie w tym temacie wyglądają wschody i zachody słońca. Trochę inaczej pływa się okrętem podwodnym, bo siedzisz zamknięty w "kiosku", a jedynym okienkiem na świat jest peryskop. Kiedy jest schowany, to masz przed sobą wnętrze łodzi oświetlone czerwonym światłem alarmowym. Naprawdę świetnie zrobione jest motyw zatopienia okrętu podwodnego - nie ma żadnego wybuchu czy wdzierającej się na pokład wody, tylko zwyczajnie ściemniające się czerwone światło. W połączeniu z odgłosami ciśnienia wody działającego na okręt i bezradnością, daje to niesamowity efekt (śmierć na okręcie podwodnym musi być straszna).



Muzyki w "Enigma: Rising Tide" nie ma za wiele - kilka ogranych motywów, po to żeby nie było ciszy. Za to postarano się by efekty dźwiękowe były na wysokim poziomie, co się w pełni udało. Odgłosy walki, wystrzały dział, plusk fontann wody wyrzucanych przez bomby głębinowe, alarmy na pokładzie - wszystko to jest bardzo realistyczne. Całkiem inną sprawą są dźwięki, które słyszysz w okręcie podwodnym: miażdżony ciśnieniem wody metal czy dźwięk sonaru niszczyciela starającego się wykryć Twoją pozycję tworzą niesamowity klimat.



Co w Enigmie przeszkadza dość bardzo, to fakt, że nie ma tu dopracowanej fizyki uszkodzeń - jedno trafienie torpedą i transportowiec idzie na dno, dwa trafienia torpedą i kaplica dla niszczyciela. Statki widowiskowo toną, stając dęba i to zawsze tak samo - albo na rufę, albo na dziób (zależy gdzie mu zrobisz dziurę). Nie ma też możliwości uszkodzenia sterów, silnika, wybuchu w komorze amunicji czy zniszczenia uzbrojenia pokładowego? Kolejna bzdura - płynąc łodzią podwodną w wysuniętym peryskopem pod ostrzałem wrogiej artylerii nie ma ryzyka, że zostanie on urwany czy uszkodzony. Również samoloty są zawsze strącane tak samo - dymek z kadłuba i bęc do wody.



Generalnie "Enigma" jest pomyślana jako gra sieciowa, która ma umożliwić zmaganie się miłośników bitew morskich na odpłatnych serwerach postawionych przez twórców gry. Granie w "Enigma: Rising Tide" offline jest jak pływanie na sucho - nudne i męczące. Gra nie nadaje się dla wszystkich i nie polecam jej wszystkim graczom, a jedynie wytrawnym wilkom morskim i gatunkowym wyjadaczom, którzy za niewielką ceną dostają do ręki produkt może nie rewelacyjny, ale w miarę przyzwoity.



Siwy

Dowiedz się więcej na temat: symulator | samolot | strzelanie | media | dystrybutor | wydawca | wody | Enigma

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje