Delta Force: Task Force Dagger

Producent: Zombie VR Studios

Reklama

Wydawca: NovaLogic

Dystrybutor PL: Cenega

Gatunek: FPP / Taktyczna gra akcji

Data wydania PL: 18 sierpień 2002

Wymagania sprzętowe: PII 400, 128 MB RAM, karta grafiki z akceleratorem 3D

Cena detaliczna: 79 PLN

Ocena: 5/10



Kiedy dawno już temu wśród shooterów traktujących o oddziałach wojskowych królowały gry tworzone przez zespół Novalogic, nikt nie śmiał sprzeciwić się twierdzeniu o ich wyższości nad konkurencyjnymi produktami. Genialny Comanche czy prekursor recenzowanej tu gry - Delta Force były wspaniałymi i ciągle jeszcze pamiętanymi pseudo-symulatorami, pozwalającymi wczuć się w rolę prawdziwego żołnierza. Niestety od czasu wydania "Indianina", oznaczonego numerkiem 4, Novalogic odprawia nas, wiernych mu do niedawna graczy z kwitkiem. Zamiast wciągających i super realnych rozrywek otrzymujemy masę bezsensownego strzelania w kiepskim wykonaniu.



Największym minusem wszystkich wyżej wymienionych tytułów jest ten sam silnik, na którym opiera się cała gra. Trochę zadziwiające jest umieszczenie "symulatora" helikoptera i żołnierza w świecie o identycznej fizyce i grafice, jednak programiści wydają się dalej zachwycać swoim wspaniałym dziełem - kolejną ulepszoną wersją engine'u Voxel Space. Wpływa to ogromnie na całość i ujemnie wpływa na każdy dobry element, jaki tylko wdarł się do najnowszego Delta Force.



Przyzwyczajony przez ostatnie megahity do wysokiej jakości grafiki ustawiłem detale na maksimum i odczekawszy parę sekund na załadowanie mapy, włączyłem pierwszą misję. W tym momencie moja szczęka uderzyła w stół z impetem godnym statku USS Enterprise, wchodzącego właśnie w ponadświetlną. I to bynajmniej nie z radości - to, co zobaczyły moje oczy zakrawało na tragedię! Sądziłem, iż to Operation Flashpoint ma słabą grafikę, ale to, co prezentowała ta gra było po prostu żenujące.



Jako że jesteśmy w Afganistanie, dookoła widać samą tylko pustynię, czasami upiększoną pokrywającym wysokie szczyty śniegiem lub niewielkimi połaciami zieleni oraz kilka zabudowań. O drzewach czy innych urozmaiceniach terenu można spokojnie zapomnieć, a wszędobylskie ciemne kolory męczą od samego początku oczy swoją monotonnością. Beznadziejne budynki, wyglądające jak domki z papieru w większości są puste lub niemożliwe do zinfiltrowania. Ukształtowanie terenu prezentuje się przy tym nieźle i co jest oczywiście zaletą silnika VS - nie wymaga bardzo silnego sprzętu do płynnego działania. To wrażenie jednak znika gdzieś po kolejnej misji, gdy widzimy ten sam budynek, skopiowany i wklejony tylko w inne otoczenie.



DF nie opiera się na zwiedzaniu gór Afganistanu i okazyjnie będzie trzeba do kogoś postrzelać. A okazji tych będzie całkiem sporo, gdyż autorzy postawili na ilość a nie na jakość i zamiast choćby garstki inteligentnych przeciwników mamy w każdej misji do czynienia z dziesiątkami czy nawet setkami głupich, jak przysłowiowe kapuściane głowy, żołnierzami. Czasami zdejmą gracza z odległości paru kilometrów, czasami nie zauważą go z kilku metrów - zależnie od wybranego poziomu trudności. Ale nie to jest najistotniejsze. Oni po prostu gubią się pomiędzy budynkami, nie potrafiąc znaleźć odpowiedniego do obrony miejsca. Tylko stoją i jeśli przyjdzie im na to ochota - strzelą parę razy w Twoją stronę, trafiając jednym nabojem na sto. Na szczęście Ty nie spudłujesz, celując nawet parę metrów od nich. Wiedziałem, że amerykański sprzęt bojowy jest bardzo dobry, ale nie sądziłem, że aż tak. Na pocieszenie mogę dodać, iż sekwencje śmierci wyglądają autentycznie, co jednak już po zabiciu któregoś już tam tysiąca wojaków, nie przykuwa specjalnie uwagi.



Arsenał, jaki oddano do naszej dyspozycji, prezentuje się nawet okazale, jednak znowu ilość nie przekłada się na jakość i strzelanie z poszczególnych giwier niewiele się od siebie różni. Mamy tu do czynienia ze znanym z poprzednich części systemem celownika pokazującego w przybliżeniu wskazany kursorem wycinek okolicy. Walka wygląda tak - biegniemy w poszukiwaniu ruszającego się piksela, włączamy celownik i w bezruchu oddajemy strzał w kierunku przeciwnika. Skoro strzelać już umiecie, czas na infiltracje budynków. Drzwi otworzą się przed Wami same, niestety tylko w jedną stronę, zasłaniając przy okazji wejście... Szkoda, że nie pomyślano a autopilocie - może gdyby gra przechodziła się sama wyglądałoby to lepiej...



Efekt przesuwania się celownika podczas strzelania nie dość, że został źle dopasowany, to jeszcze jest uzależniony od rodzaju żołnierza, którego wcześniej wybraliśmy. Możliwości jest kilka, a nasi sprzymierzeńcy różnią się takimi cechami jak wytrzymałością czy szybkością. Niestety dodatkowe cechy nie odgrywają tak dużego znaczenia jak celność, więc zabawa poszczególnymi wojakami jest raczej zbędna.



Nie samym strzelaniem człowiek żyje toteż czasami będzie trzeba coś wykraść, uwolnić biednego i podobnie jak nasi przeciwnicy - bezmózgiego zakładnika. Sprawa jest o tyle skomplikowana, gdyż taki delikwent nie pomaga nam w pracy tylko sam pcha się pod lufę nieprzyjaciela. Kolejny, mocno irytujący element.



Co dalej? Dźwięk - bez niego grałoby się chyba lepiej. Większość konkurencyjnych shooterów obsługuje standard 3D z możliwością lokalizacji źródła dźwięku. Tutaj wchodząc do centrum wrogiej bazy usłyszysz wrzaski dochodzące znikąd - nie wiadomo czy ktoś jest w budynku, czy może za nim. Na szczęście amerykański żołnierz został wyposażony w mapkę pokazującą położenie wszystkich przeciwników w okolicy - nie ma to jak technologia.



Dochodzimy w tym miejscu do pytania, po co u licha Novalogic wydał tak niedopracowaną grę? Nie rozumiem również, po co tworzy kolejną DF, o nazwie Black Hawk Down i przeznaczeniu na multiplayer, skoro nadchodzący Battlefielt 1940 czy Amrica's Army są od niego o niebo lepsze. Nie przekonuje nawet niska cena produktu oraz bardzo ładne obrazki na pudełku. Całość jest słaba i po tych wszystkich latach powinien pojawić się raczej godny następca Land Warriora niż tylko niewielki zbiór 25 misji.



Tak naprawdę to trudno powiedzieć, co nowy DF sobą reprezentuje. Nie jest to w żadnym wypadku symulator, a raczej prosta strzelanka o stopniu skomplikowania Windowsowego sapera. Kilkuletnie dziecko po paru minutach zabawy zrozumie, o co tutaj chodzi, więc to pewnie młodzi są według autorów odbiorcami. Każdy szanujący się doświadczony gracz nie kupi gry tak słabej i nudnej, mając do wyboru wspomniane wyżej tytuły. Kto w ogóle się na DF zdecyduje, jeśli za darmo można ściągnąć sobie oryginalną wersję America's Army - najlepszej symulacji żołnierza, jaką widział świat? Nie mam zielonego pojęcia. Zadecydujcie sami, ale nie mówcie potem, że Was nie ostrzegałem.



Zodiac

Dowiedz się więcej na temat: dystrybutor | zombie | wydawca | delta

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje