Contract J.A.C.K.

Producent: Monolith Productions

Reklama

Wydawca: Sierra

Dystrybutor PL: Cenega Poland

Rodzaj gry: FPS

Data wydania PL: 12 grudzień 2003

Wymagania sprzętowe: PIII 733, 256 MB RAM, karta grafiki 32 MB

Cena detaliczna: 99,90 PLN

Ocena: 6/10



"Contract J.A.C.K." to kolejna na rynku strzelanka FPS. Skrót J.A.C.K. należy tłumaczyć jako: "just another contract killer", czyli po prostu kolejny płatny zabójca. Przy tak dużym natłoku konkurencyjnych gierek w klasie FPS, nowe produkty tego typu muszą się czymś wyróżniać, mieć coś charakterystycznego, coś co przyciągałoby potencjalnych klientów do tego akurat, a nie innego shootera. Co takiego ma w sobie "Contract J.A.C.K.", co skusi graczy do zakupu? I czy w ogóle ta gra ma w sobie coś takiego? Czy nie jest to "po prostu kolejna" strzelanka?



Słyszeliście o "N.O.L.F. 2"? Na pewno tak... "J.A.C.K." pochodzi z tej samej wytwórni, co ta świetna zdaniem wielu gra, która jednak, nie wiedzieć czemu, sprzedawała się bardzo słabo. Być może właśnie temu zawdzięczamy decyzję producentów, aby wykorzystać jak najwięcej grafiki, muzyki i dźwięków przygotowanych dla "N.O.L.F. 2" i wyprodukować niskim nakładem środków standardową strzelaninę FPP, odzyskując w ten sposób część budżetu wydanego na produkcję "N.O.L.F.2" (standardowa procedura, chciało by się rzec). Są to oczywiście niepotwierdzone przypuszczenia, krążące w sieci, które oparte są na fakcie, że większość "J.A.C.K.-a" wygląda i brzmi bardzo podobnie do tego, co widać i słychać było w "N.O.L.F.2". Oprócz tego spotkamy w "J.A.C.K.-u" postacie znane z "N.O.L.F.2" - Cate Archer (na plakacie: "Cate Archer poszukiwana żywa albo martwa. Lepiej martwa") oraz słyszany przez telefon szef operacji specjalnych organizacji Z.Ł.O. - Wołkow. Jakiekolwiek miałbym zdanie na temat ograniczania wydatków i zwiększania zysków przez producentów gier, to pokrewieństwo z "N.O.L.F.-em" jest z całą pewnością pozytywną referencją dla recenzowanego tytułu.



Fabuła tej gierki jest raczej banalna, a wręcz nawet głupia. Ty jesteś John Jack - spec od rozwiązywania problemów, płatny morderca czy contract killer, jak kto woli. Na początku gry otrzymujesz ofertę pracy od organizacji H.A.R.M. (w polskiej wersji Z.Ł.O.). Oferta jest potocznie mówiąc propozycją nie do odrzucenia, a że właśnie zostałeś zwolniony (wiecie, jak Cosa Nostra zwalnia swoich pracowników? Bynajmniej nie za ugodą stron) i nie masz aktualnie nic do roboty, chętnie i z zapałem dziesięciolatka podejmujesz się pracy dla H.A.R.M.. Od tej chwili będziesz wykonywał wszystkie głupie zadania zlecone Ci przez twojego nowego szefa Wołkowa. Pierwszą Twoją misją bojową (nie licząc ucieczki z domu Twojego poprzedniego szefa i misji sprawdzającej Twoje umiejętności na Sycylii) będzie inwigilacja czechosłowackiej fabryki zbrojeniowej (atak na zakłady Skody?). Ponieważ w grze wcielasz się w durnego osiłka i nie wiesz, co znaczy słowo inwigilacja (albo nie jesteś durny i wiesz, ale rozumiesz je po swojemu - jak kto woli), to inwigilacja w twoim wydaniu będzie polegała na eliminowaniu wszelkiej napotkanej siły żywej, przy pomocy wszystkiego, co nawinie się pod rękę. I tak do końca gry...



A nawinie się w tej grze pod rękę trochę żelastwa - między innymi McAllister.30, niesławny Desert Eagle, shotgun, czyli pompka, swojski AK-47, karabin laserowy, karabin snajperski, korektor Bacalow (działo wielkości pistoletu!), kusza i działko energetyczne. Oprócz tego będziesz mógł zrobić użytek z różnych granatów i ładunków C4. Generalnie bronie się niewiele od siebie różnią pod względem skuteczności czy zasięgu i można je podzielić na pięć zasadniczych kategorii: pistolety, wśród których wybija się oczywiście Desert Eagle, karabiny (tu zalicza się też laserowy) z wiodącym prym kałachem, pompka, która stanowi klasę samą dla siebie, snajperka i bronie ciężkie - równie śmiercionośne, co bezużyteczne, z uwagi na małą ilość dostępnej amunicji.



Jeżeli miałbym wymienić jakieś mocne strony gry to na pewno wspomniałbym o humorze. Tak, tak... "Contract J.A.C.K." idzie w ślady swojej poprzedniczki i ma ambicje dorównać tej drugiej produkcji pod względem poziomu czarnego humoru. Myli się jednak ten, kto myśli, że główny bohater John Jack będzie miał jakiekolwiek poczucie humoru, choćby czarne. Pośmiać się za to możemy z usłyszanych przypadkowo rozmów czechosłowackich komandosów lub zabijaków z ekipy "Groza Groza" (chyba tak to się pisze, no nie?). Czasem siedziałem taki przyczajony dobra chwilkę zaśmiewając się z tego, co ci dzielni wojacy mieli do powiedzenia na temat tajemniczego wroga atakującego ich bazę. Warto więc czasem podkraść się czasami cichaczem i podsłuchać, co ma do powiedzenia przeciwnik, mimo że styl tej gry raczej nie zachęca do cichych podchodów, lecz prędzej do agresywnych ataków na pełnej prędkości, prując seriami po wszystkim co się rusza!!! Ufff... tak, ta gra jest naprawdę bezmyślna. Na poczet dużego poczucia humoru autorów gry można zaliczyć także wysoce ponadprzeciętną żywotność przeciwników komputerowych. Chwilami wydaje się, że są oni wręcz niezniszczalni, a przestają się poruszać pod wpływem ciężaru wchłoniętego ołowiu, który po prostu przekracza ich maksymalny udźwig. Także strzelanie w głowę na niewiele się tu zdaje - jeden strzał w głowę nie robi na zbójach żadnego wrażenia, drugi tylko ich zdenerwuje, dopiero po trzech bezpośrednich trafieniach w makówkę (wyjątek Desert Eagle - wystarczy x2), delikwent się słania i przewraca. Z początku jeszcze ich dobijałem, bo bałem się, że wstaną i zajdą mnie od tyłu, ale okazało się to zbytecznym marnotrawstwem amunicji w obliczu ilości naboi, jaką musiałem wystrzelać, żeby zabić tych, którzy się jeszcze ruszali po dwóch "headach".



Grafika jest całkiem niczego sobie. Powiedziałbym, że nawet ładna, ale bez wymyślnych efektów w stylu światłocieni i tym podobnych, modnych dziś gadżetów - po prostu porządna robota, która niczym nie zachwyca, ale też nie ma się specjalnie do czego przyczepić. Poszczególne levele różnią się od siebie na tyle, że można to zauważyć przyglądając się tylko jak ktoś gra (i wcale nie trzeba widzieć, że skończył poprzednią misję). Muzyka też jest nawet niezła. Przypomina mi mix utworów wykorzystanych w filmach o przygodach agenta 007 i zmienia się na każdym poziomie. Podczas misji na stacji księżycowej, ścieżka dźwiękowa jest jednak już nieco przesadzona, ale może niektórym z Was się będzie podobać. Efekty dźwiękowe dorównują jakością muzyce i ogólnie stoją również na niezłym poziomie. Mogę się jedynie doczepić tutaj do głosu polskiego lektora, który jest jakby nieco weksploatowany w produkcjach Cenegi - to słyszymy jako Franka Dolasa to jako Jacka - boje się, że tak już zostanie i zawsze będziemy słyszeli nienaturalnie przeciągający ostatnią sylabę, sztuczny głos. Może dla urozmaicenia warto by zmienić głos dyżurnego twardziela w firmie?



Ogólnie rzecz biorąc "Contract J.A.C.K." mógłby być grą całkiem niezłą, gdyby nie to, że całkowity brak sensownej fabuły potęguje efekt nieudanego przeszczepu elementów "N.O.L.F.-a". Poszczególne części tej układanki - pomimo, że są niezłej jakości - ciężko się łączą, z uwagi na kulejącą fabułę, która powinna pełnić tu (i to ze zdwojoną siłą) funkcję spajającego całość mocnego kleju. Właśnie brak porządnego wątku fabularnego sprawia, że gra ta jest kolejną, raczej nudną strzelanką FPP (czy raczej krwawym ludobójstwem), która na rynku wielu podobnych produktów nie wyróżnia się niczym szczególnym. Aby uniknąć rozczarowania, powinniście grać w tę grę wyłącznie po kiepskim dniu w szkole albo pracy - jako odreagowywacz sprawdza się całkiem nieźle.



Siwy

Dowiedz się więcej na temat: inwigilacja | dystrybutor | wydawca

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje