Command & Conquer Renegade

Producent: Westwood Studios

Reklama

Wydawca: Electronic Arts

Dystrybutor PL: Cenega

Rodzaj gry: Gra akcji - FPP / TPP

Wymagania sprzętowe: PII 400, 96 MB RAM, karta grafiki 16 MB

Data wydania PL: 1 marzec 2002

Cena detaliczna: 129 PLN

Ocena: 7/10


Ostatnio na listach najlepiej sprzedających się gier pojawił się nowy tytuł produkcji Westwood - "Command & Conquer Renegade". Seria C&C jest dobrze znana przede wszystkim miłośnikom gier RTS, a jej przedstawicielami są następujące pozycje: "C&C Red Alert", "C&C Tiberian Sun" czy "C&C Red Alert 2". Teraz wiadomo także, że trwają prace nad kolejną adaptacją odwiecznej wojny pomiędzy frakcjami GDI a Nod - "Command & Conquer Generals". Jednak fanów serii bardziej powinna interesować od jakiegoś czasu dostępna "Renegade". Przyznam szczerze, że długo oczekiwałem na efekt wysiłków ludzi z zespołu Westwood - nie tylko z powodu fascynacji grami C&C, ale także z ciekawości przejścia z rozgrywki RTS do FPP (opcjonalnie również TPP). Właśnie do tego typu gier można zaliczyć "Renegade".



Akcja umiejscowiona jest w dobrze znanym świecie C&C, źródłem konfliktu jest ciągła rywalizacja pomiędzy dobrem a złem, w tym przypadku pomiędzy GDI (Inicjatywa Obrony Globalnej) a Nod (Bractwo Nod). Otóż niegrzeczni członkowie Nod porwali trzech naukowców, badających tajemniczy minerał o nazwie Tiberium. Jaki był tego cel? Tego się dowiecie już sami, dzięki człowiekowi od "czarnej roboty" w GDI, czyli Nick'owi "Havoc" Parker. Znany ze swoich nietypowych metod działań i wyjątkowej niesubordynacji kapitan Parker będzie musiał, oczywiście z Waszą pomocą, uwolnić zakładników i pokrzyżować plany Bractwa Nod. Takie podejście do głównego wątku gry było z pewnością dużym ułatwieniem dla autorów, jednak dla fanów C&C będą miłym powrotem do znanych klimatów.



Wybór trybu dla pojedynczego gracza od razu rzuca nas w sam środek konfliktu zbrojnego. Na "dzień dobry" możemy zapoznać się z systemem obsługi gry i interfejsem towarzyszącym podczas rozgrywki. Na wyświetlaczu przeziernym (HUD) znajdziemy wszystkie przydatne informacje - radar, wskaźniki (zdrowia, pancerza, położenia celu), celownik, przekazywane informacje z bazy, opis celu, broń, liczbę amunicji, itp. Podobieństw do pozostałych gier z serii, prócz splotu fabuły, jest całe mnóstwo. Prawie wszystkie budynki, pojazdy, jednostki, a nawet kolorystyka strojów poszczególnych frakcji będą dobrze znane miłośnikom produktów firmy Westwood. Podobnie sprawa jest z opisem poszczególnych jednostek, budynków czy pojazdów. Wybierając cel, ujrzymy kilka informacji o nim, takich jak jego nazwa, przynależność do którejś z walczących stron (GDI - kolor zielony, Nod - kolor czerwony) i pasek życia. Trzeba przyznać, że jest to bardzo dobre rozwiązanie, ponieważ precyzyjnie pokazuje nam "żywotność" wroga i pozwala uniknąć strzelania do swoich jednostek.



Główną cechą, wyróżniającą "Command & Conquer Renegade" spośród pozostałych gier z serii, jest sama rozgrywka. Nie jest to kolejny RTS, tylko gra akcji typu FPP/TPP. W trybie 'single player' dostępnych jest 11 misji. Mało? Zapewniam Was, że wystarczą one nawet na 30 godzin dobrej zabawy, a to dlatego, że podczas wypełniania wyznaczonych zadań "Havoc" będzie mógł zająć się także drugorzędnymi celami. Nie są one obowiązkowe, jednak ich realizacja przynosi dość spore korzyści - przeważnie w postaci dodatkowego sprzętu lub pojazdów. Tak, tak - prócz ciągłego biegania i strzelania, będziemy także mogli poszaleć różnymi wehikułami. Fanom C&C takie nazwy jak Humm-Vee, czołg "Mamut", czołg średni nie będą obce. Kierowanie nimi nie przysparza żadnych trudności, każdy z wozów bojowych ma swoje wady i zalety, które wpływają przede wszystkim na szybkość, zwrotność, siłę ognia danego pojazdu. Walcząc w nich można do całkowitego zniszczenia jego struktury, gdyż wtedy nasz kapitan cudem "wyskakuje" z niego bez uszczerbku na zdrowiu. Poważne niedopatrzenie autorów. Realizm gry pozostawia dużo do życzenia. Może jeszcze kilka przykładów obniżających jego stopień: jeśli strzelimy w powietrze, pocisk wybuchnie "lecąc", co raczej nie powinno mieć miejsca; zero śladów krwi; znikanie ciał (Wielki Manitou?); efektem kierowania potężnego ognia z pojazdów na wrogą piechotę jest "zwykłe" przewracanie się żołnierzy - widocznie żołnierze Nod posiadają niezniszczalne uniformy, które przy ogromnych wybuchach zabezpieczają ciało od rozpadnięcia się na kawałki, czego efektem jest jedynie "delikatne" przewrócenie się martwego żołnierza.



W arsenale GDI znajdziemy sporą ilość broni - poczynając od pistoletu, poprzez karabinek snajperski i granatnik, a na przeróżnych materiałach wybuchowych kończąc. Na początku do dyspozycji będzie jej niewiele, jednak w trakcie gry graczom dane jest przetestować nowe rodzaje "pukawek". Podczas wędrówki "Havoc" natykać się będzie na różne power-up'y - bandaże, apteczki, pancerze.



Akcja "Renegade" cały czas toczy się wokół ciągłej bieganiny, strzelania i ogólnie rozumianej "siekanki". Mało jest elementów logicznych, przy których trzeba nadwyrężać swoją mózgownicę. Główny bohater będzie ratował zakładników, niszczył wrogie struktury i jednostki, wspomagał inne oddziały GDI, a nawet wydostawał się z niewoli. Droga do zwycięstwa jest prosta - za wszelką cenę unicestwić wroga, to powinno wystarczyć. Niestety ułatwią nam to nasi przeciwnicy. Ich AI pozostawia wiele do życzenia, a kierują się oni jedną zasadą: biec i strzelać. Nie ma mowy o jakimś zorganizowanym ataku, kryciu się czy też rozsądnym prowadzeniu obstrzału. Po kilku godzinach gry głupota jednostek Nod potrafi doprowadzić do szewskiej pasji - nie jest sztuką uśmiercanie wchodzącego na celownik mięsa armatniego. Ustawienie poziomu rozgrywki na najtrudniejszy wydaje się być jedynym rozwiązaniem dla bardziej wymagających graczy.



Od strony technicznej "Renegade" prezentuje się bardzo przyzwoicie. Do gry opracowano specjalny engine graficzny - nie dorównuje on jednak jakości wizualnej produktów opartych na tak słynnych silnikach jak: Quake III czy Unreal. Należy jednak przyznać, że radzi on sobie całkiem dobrze - nie uświadczymy na szczęście efektów "przycinania" lub złego wyświetlania tekstur. Bardzo ciekawie prezentują się efekty wybuchów, wizerunki broni oraz animacje postaci i poruszających się pojazdów. Wszystko to okraszone jest szeroką gamą kolorów, a w tle rozgrywki dominują barwy jasne. Havoc'owi przyjdzie toczyć boje w różnych miejscach i budynkach. Na starcie zostajemy rzuceni w górzyste tereny poprzecinane mnóstwem wąwozów, następnie odwiedzimy różne alpejskie wioski (w tym przypadku nasz drogi kapitan zostanie ciepło na tą okazję ubrany) i poprzez wędrówkę po kolejnych miejscach stworzonych przez autorów, będziemy mogli zawitać do wnętrz różnych budynków - kościołów, wiejskich chat, baz wroga, wieżyczek strzelniczych, itp. Przyznam, że z daleka prezentują się one mniej ciekawie niż w środku.



Dźwięk i muzyka w grze niewątpliwie pozytywnie wpływają na jej ocenę. Odgłosy towarzyszące rozgrywce są kombinacją tych znanych z poprzednich gier z serii C&C, co powinno bardzo przypaść do gustu wszystkim fanom serii, oraz całkiem nowych. Wybuchy, szczęk karabinów, krzyki zabijanych przeciwników i komunikaty radiowe non stop trzymają w napięciu podczas wykonywania akcji. Na wysokim poziomie stoi także muzyka. Na każdym poziomie spotkamy się z innym akompaniamentem i pomimo tego, że niektóre levele są ogromne, nie powinna nas znudzić. Do perfekcji brakuje tylko zmiany ścieżki muzycznej wraz ze zmianami widocznymi na ekranie podczas wykonywania danej misji - wyciszenia czy nagłe przyspieszenia muzycznego tempa z pewnością stworzyłyby w rozgrywce bardziej dramatyczny charakter, a co za tym stworzyłyby idealny klimat dla tego typu gier.



W grze znajdziemy także opcje gry poprzez sieć LAN lub Internet. Prócz typowego deathmatch'a czy CTF (w tym wypadku Capture Dr Mobius), istnieje tryb "C&C mode". Jest on nawiązaniem do strategicznego charakteru całej serii C&C i w nim to gracze będą mogli stawiać budynki, zbierać Tiberium, kupować pojazdy, a na końcu niszczyć wrogie bazy.



W Polsce gra została wydana przez firmę Cenega w cenie 129 złotych. Jej krajowa lokalizacja ograniczona jest tylko spolszczenia instrukcji. Z pewnością ucieszy to wszystkich przeciwników polskich produkcji. Osobom nie znającym języka angielskiego nie powinno to nastręczać zbyt wielu problemów, gdyż cele są łatwo określone na wyświetlaczu i pomyślne wykonywanie zadań nie jest kłopotliwe.



Czas na podsumowanie ostatniego dzieła firmy Westwood. Przeniesienie strategicznej rozgrywki C&C na platformę trójwymiarowej gry akcji wiązało się z pewnymi problemami, których wynikiem jest kilka znalezienie się kilku istotnych błędów w grze. Są nimi przede wszystkim: bardzo mały realizm gry i niskie AI komputerowego przeciwnika. Przyznam, że "Renegade" nie jest równym przeciwnikiem dla ostatnich hitów FPP - "Medal of Honor: Allied Assault" czy choćby "Return to Castle Wolfenstein". Jest to dobra gra akcji, której jednak ciągle czegoś brakuje. Niemniej wszyscy zagorzali fani gier FPP (ewentualnie TPP), lubiący wojenne klimaty, helikoptery w ogniu i masę przeciwników do pokonania, nie powinni czuć się zawiedzeni zakupem "Command & Conquer Renegade". To samo dotyczy wszystkich miłośników całej sagi C&C - "Renegade" przeniesie ich w inny wymiar ulubionej opowieści. Jeśli jednak spodziewaliście się wielkiego hitu na miarę ?MoH: Allied Assault", to muszę Was sprowadzić na ziemię. Ostatnie "dziecko" dirmy Wetswood taką pozycją nie jest. Trzeba chyba poczekać na "Soldier of Fortune 2"!



Wakabajaszi

Dowiedz się więcej na temat: kapitan | dystrybutor | wydawca | rozgrywki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje