Blitzkrieg: Burning Horizon

Producent: CDV Software Entertainment AG

Reklama

Wydawca: Ubisoft

Rodzaj gry: RTS

Data premiery: II kwartał 2004

Wymagania sprzętowe: 800 MHz, 128 MB RAM, graf. 32 MB RAM



Minął już niemal cały rok od premiery "Blitzkrieg" - strategii czasu rzeczywistego traktującej o II wojnie światowej. Powoli gracze zaczynali zapominać o tej pozycji, aż do niedawna. CDV Software szykuje zupełnie nowy dodatek do gry, który nosić ma podtytuł "Burning Horizon". Nowa produkcja rzuci nas w wir najbardziej dramatycznych wydarzeń II wojny światowej. Wszelkie wydarzenia, jakie staną się również twoim udziałem, opowiadać będą historię Erwina Rommela.



Bardzo istotną sprawą, którą warto poruszyć na początku jest to, iż dodatek nie będzie wymagał podstawowej wersji gry. Ci, którzy nie mieli jeszcze okazji zagrać w "Blitzkrieg" mogą więc być w pełni usatysfakcjonowani. Ogólne wrażenia mają być trochę inne niż miało to miejsce w tradycyjnych dodatkach do gier. "Burning Horizon" nie będzie w żadnym wypadku zestawem nowych misji, lecz pełnoprawnym rozszerzeniem gry. Wiąże się to oczywiście z licznymi zmianami w zasadach prowadzenia rozgrywki, ale o tym za chwilę. "Blitzkrieg: Burning Horizon" będzie jedną z niewielu pozycji, w której nie budujesz bazy, nie szukasz surowców do wydobycia, nie konstruujesz wielkiej armii, jak ma to miejsce w klasycznych RTS-ach. Jak to bywa na wojnach, są pewne zasoby ludzi, broni i pieniędzy do wykorzystania. Ludzi nie da się produkować, złota wykopywać co kawałek spod ziemi, a armię trzeba oszczędzać, a nie wykorzystywać jak mięso armatnie. Tak też będzie w "Burning Horizon". Na początku misji otrzymamy pewien oddział oraz środki do wykorzystania w czasie walk. Trzeba więc będzie dobrze rozplanować wydatki i zdecydować, w co warto zainwestować, a co nie przyniesie żadnych efektów.



By urozmaicić zabawę, otrzymamy 50 zupełnie nowych jednostek pod swą komendę, w tym nowe czołgi niemieckie, japońskie czołgi Chi Ha, marynarkę wojenną Stanów Zjednoczonych, piechotę australijską, myśliwce Zero, bombowce Blenheim - to tylko mała próbka tego, co nas czeka. Poprawiona zostanie również sztuczna inteligencja naszych jednostek oraz oddziałów wroga. Nieprzyjaciel wyszukiwał będzie słabych miejsc w naszych liniach, będzie oczyszczał pola minowe oraz mądrze dysponował siłami powietrznymi. Warto będzie zadbać również o to, jak konstruujemy armię. Jeżeli wystawimy do ataku same czołgi, to trzeba się liczyć z tym, że szybko zostaną unicestwione przez zasadzki. Jeżeli nasze oddziały piechoty nie otrzymają osłony powietrznej, to nie powinniśmy się dziwić, jeśli wróg wykorzysta artylerię lub bombowce, by przerzedzić nasze szeregi. Jak widać, trzeba będzie być przygotowanym praktycznie na każdą ewentualność. Cele misji oferują szeroki zakres działań militarnych, tj. lotnicze ataki, ewakuacje, operacje pod przykrywką, manewry obrony, kontrofensywy albo morderstwa. W miarę upływu czasu nasi podkomendni będą zdobywać doświadczenie. Warto więc będzie utrzymywać ich przy życiu. Lepszy pożytek przecież z kilku wykwalifikowanych ludzi, aniżeli ze zgrai żółtodziobów. Po osiągnięciu odpowiednich umiejętności nasze jednostki będą promowane. Trudno jeszcze powiedzieć w jaki sposób, lecz najprawdopodobniej chodzi o zwiększanie umiejętności bojowych (obrażenia, obrona).



Instalacja dodatku do gry zapewni nam 18 nowych misji, poświęconych kampanii Rommela w Ardenach, Tripolisie, Tobruku, Sycylii i Normandii. Ponadto rozszerzenie zawiera 8 gigantycznych, pojedynczych misji, gdzie spotkamy się z nowym krajem zamieszanym w działania wojenne - Japonią. Łącznie wszystkich misji ma być ponad 28. Przeciwnie do podstawowej wersji gry, mapy są już solidnie dopracowane i nie spotkamy się po raz kolejny z tandetnymi planszami generowanymi losowo. Prawda jest taka, że grając w podstawę gry, czuło się pewien niedosyt. Mapy losowe przypominały nieco kaszankę. Trudno było doszukać się jakiejś pamiętliwej cechy którejś z map. Grając np. w "Commandosa" pewne lokacje wpadały w pamięć i kojarzę je po dziś dzień. O "Blitzkrieg" trudno byłoby to powiedzieć, wszystkie mapy były troszeczkę monotonne. Nareszcie koniec tego! Co lepsze, nie trzeba było czekać na drugą odsłonę, lecz błąd ten naprawiony zostanie już w nadchodzącym dodatku.

Twórcy gry nie przewidzieli opcji gry multiplayer. Postanowili raczej skupić się na wyczerpującej wersji dla jednego gracza. Szacunkowo dodatek do "Blitzkrieg" zapewni nam około 30 godzin zabawy.



Pomimo iż gra wykorzystuje dwuwymiarowy silnik graficzny, to charakteryzować ją będzie niezwykle zaawansowana interakcja z otoczeniem. Dzięki temu wymagania sprzętowe znacznie spadną, a posiadacze wolniejszych maszyn nie będą narzekać. Wykorzystując odpowiednie materiały wybuchowe będziemy mogli puścić z dymem dosłownie wszystko. Mosty i budynki zamienią się w gruz. Drzewa ugną się pod gąsienicami czołgów, lasy zapłoną pod wpływem ostrzału artyleryjskiego, a na powierzchni ziemi pozostaną widoczne kratery. Każdy miłośnik wojennego spustoszenia będzie mógł sprawdzić swoje umiejętności destrukcyjne. Warto także wspomnieć, że czasem, by wykonać misję, trzeba będzie zburzyć pół miasta. Całkiem dobry pomysł, czyż nie? Jak widać, jedynie grafika nie uległa zmianie... Podobno dopiero w drugiej odsłonie gry ujrzymy dotychczas pełni trójwymiarową grafikę, ale to jeszcze daleko przed nami.



Jak dotychczas gra ukazała się w kilku krajach Europy. Nie wiadomo jeszcze, kiedy gra ukaże się w Polsce. Mimo to - dzięki wcześniejszej premierze poza granicami kraju - możemy poznać znacznie więcej szczegółów niż miało to miejsce jeszcze przed dwoma tygodniami.



OLO

Dowiedz się więcej na temat: mapy | umiejętności | wydawca

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje