Airline Tycoon Evolution

Producent: Spellbound

Reklama

Wydawca: Monte Cristo

Dystrybutor PL: Cenega Poland

Gatunek: strategia ekonomiczna

Data wydania PL: grudzień 2002

Wymagania sprzętowe: P 133 MHz, 32 MB RAM, CD-ROMx4, karta dźwiękowa zgodna z DirectX 8.1, karta graficzna SVGA z 2 MB RAM , Windows 95/98/2000/ME/XP, 400 MB wolnego miejsca na twardym dysku

Cena detaliczna: 79.90 PLN

Ocena: 5/10



Kilka dni temu wpadła w me ręce gra Airline Tycoon Evolution. Pamiętam doskonale jak swego czasu tryumfy święciła pierwsza część tej gry. Podejrzewam, że działo się tak tylko i wyłącznie z powodu zabawnej atmosfery i luźnego podejścia do tematyki gry. Fakt. Wtedy gra zaskoczyła na całej linii. Była dowcipna, obdarzona kreskówkową, momentami absurdalną grafiką i niekonwencjonalnym podejściem do dość sztywniackich gier ekonomicznych.

Minęło trochę czasu, a Monte Cristo próbuje uraczyć nas kolejną częścią tej gry. Airline Tycoon Evolution z pewnością nie jest sequelem w pełnym tego słowa znaczeniu. W zasadzie wzbogaca starą grę kilkoma nowymi elementami i nic poza tym. Mam strasznie mieszane uczucia jak napisać o tej grze, bo wcale nie przypadła mi do gustu, ale z drugiej strony poprzedniczka miała coś w sobie.



Pierwszy cios przytrafił mi się w chwilę po zainstalowaniu gry. Kiedy ujrzałem intro zacząłem się zastanawiać jak to możliwe, że jest ono tak strasznie podobne do tego z pierwszej części. Zadałem sobie trud, aby zobaczyć oba. Okazało się, że twórcy gry poszli na całkowitą łatwiznę i wsadzili to samo, identyczne intro. Nawet nie poprawiono jego jakości. Rozdzielczość jest mizerna i ogląda się je z męką. Teraz nie wiem czy to celowy zabieg, ale osobiście mocno w to wątpię. Skłaniam się raczej do twierdzenia, że jest to całkowity brak szacunku dla graczy. Może nikt nie zauważy.



Zresztą cała reszta gry jest także niemalże identyczna jak poprzedniczka. Na początku musimy wybrać jednego z czterech głównych bohaterów. Ta opcja to zupełna kosmetyka, gdyż nie wnosi nic do samej gry. Postaci nie różnią się między sobą. Żadna z nich nie jest ani lepsza ani gorsza.

Pierwsza misja pełni rolę tutoriala. Podczas jej wykonywania towarzyszy nam asystentka o imieniu Belinda. W kluczowych momentach podpowiada, co powinniśmy zrobić i jak się zachować.



Jeśli jesteście ciekawi jak wygląda rozgrywka od strony ilości i jakości misji, to niestety muszę Wam powiedzieć, że to zupełna porażka. W Airline Tycoon Evolution dodano jedną kampanię składającą się z dziewięciu misji. W sumie dostarcza ona w sam raz tyle rozrywki, aby zająć nam ze trzy dni, ale sami przyznacie, że to stanowczo za mało. Stopień trudności to zupełny absurd i zastanawiam się, co za idiota powymyślał takie rozwiązania. Cele poszczególnych zadań nie zmieniły się w stosunku do tego, co znamy z poprzedniczki. Najczęściej podniesiono jedynie poprzeczkę i tam gdzie do tej pory mieliśmy zarobić 5 milionów teraz widnieje cyfra 15 milionów. W zasadzie jedyną przeszkodą w płynnym zaliczeniu zadania są pojawiające się okresowo opóźnienia w dostawach paliwa. Jeśli nie mamy zapasów jesteśmy zmuszeni tak manipulować zleceniami, aby wybierać te, które są najbardziej intratne, a więc pozwolą zarobić jak najwięcej.

No cóż, obraz życia szefa linii lotniczych zaprezentowany w grze jest strasznie nudny. Wystarczy, że wyszukuje jak najatrakcyjniejsze oferty i wysyła tam swe maszyny. Możemy przewozić ludzi, towary, albo wykonywać oferty last minut. To wszystko. Jest to o tyle nudne, że w czasie rozgrywania kampanii w większości przypadków jesteśmy skazani na wyszukiwanie pojedynczych ofert. Takich perełek, które pozwolą nam zarobić sporo grosza.



Postanowiłem sobie, że o nielicznych plusach gry napiszę w drugiej części tej recenzji. Skoro tak, to w tym miejscu powinno znaleźć się kilka słów na temat oprawy audio-wizualnej.

Tak. Grafika nie uległa żadnym zauważalnym zmianom. Wszelkie pomieszczenia to te same biura opatrzone nowymi kolorkami i lekko pozmienianym wyposażeniem. Wspomniane wyżej intro jest takie same, ale to już wiecie, więc nie będą się powtarzał. Także menu nie uniknęło ?skalkowania".



Zestaw dźwięków, w jaki wyposażono grę jest w zasadzie wystarczający, ale jak na współczesne standardy ubogi i skromny, jeśli przyrównamy go do pierwszej lepszej gry powstałej w tym roku. Nowością jest natomiast to, że pojawiły się polskie dubbingi. Co do głosów podłożonych pod postaci nie jest najlepiej. Bardzo często zdarza się, że ton głosu jest całkowicie nieadekwatny do sytuacji. Nagminne jest natomiast to, że dubbing rozjeżdża się całkowicie z płynącymi na dole ekranu napisami. Nie chodzi mi o zwykłe opóźnienie w podawaniu tekstu, a o to, że kwestie mówione i pisane są całkowicie odmienne. To już lekka przesada. Myślę, że spokojnie można wyeliminować taką niedoróbkę, zwłaszcza, że w grze jest naprawdę niewiele tekstu. Wniosek jest następujący. Gra w ogóle nie widziała testerów lub byli nimi straszni partacze.



Spółka Monte Cristo i Spellbound starała się jak mogła, aby zamaskować mnóstwo niedoróbek pojawiających się w grze. Wydaje się, że największą troską było ukrycie, że ta produkcja jest strasznie nieświeża. No niestety, nie udało się okłamać kogokolwiek.



Poniżej postaram się napisać o dobrych stronach gry. Chcę tylko podkreślić, że nie są to rzeczywiste zalety Airline Tycoon Evolution, a jedynie elementy, które wyglądają lepiej od pozostałych.



No to do dzieła.

Po pierwsze multiplayer. Producenci gry wstawili dość ciekawą opcję pozwalającą na zamieszczanie w Internecie modeli samolotów stworzonych przez graczy. Takie maszyny można pobrać z sieci, a następnie zakupić w sklepie. Mimo niezłego pomysłu zdaje się, że jest on niedokończony. Coś mi się widzi, że przewidzianych było kilka innych elementów, a skończyło się na tym jednym rodzynku. Jednak mogę się mylić.



Skoro wspomniałem o samolotach budowanych przez graczy to już dokończę. Ten moment jest chyba najsilniejszą stroną gry. Mamy możliwość konstruowania samolotów własnego pomysłu. Odbywa się to w znacznie uproszczonej formie niż normalnie. Do dyspozycji mamy pięć podstawowych "klocków": ogon, kadłub, dziób, skrzydła oraz silniki. Składamy z nich maszynę marzeń. Oczywiście sprawa jest bardziej skomplikowana, niż mogłoby się to zdawać na początku. Odpowiednie zgranie poszczególnych elementów gry jest kluczem do sukcesu. Każda część samolotu ma zdefiniowane parametry i wcale nie jest obojętne, z czego złożymy nasz samolot. Wszystko ma jakieś znaczenie.



Sporym krokiem naprzód, oczywiście jak na możliwości Airline Tycoon Evolution, jest nieśmiało pojawiający się element sabotażu i obrony przed nim. Złośliwi gracze mogą w nieuczciwy sposób utrudniać życie konkurencji, wliczając w to demolowanie biura konkurencyjnej firmy. Jak się domyślacie nie jesteśmy całkowicie bezbronni w chwili ataku. W grze pojawiło się mnóstwo dość kosztownych gadżetów, jak: kamery, fotokomórki, drzwi pancerne, które mogą ustrzec nasze interesy.



Muszę przyznać, że Airline Tycoon Evolution to prawdziwa cienizna, którą próbuje się nam sprzedać za dość spore pieniądze. Wydaje mi się, że cena proponowana przez producenta to spora przesada. W zasadzie nie miałbym odwagi, aby polecać tą grę komukolwiek. Bałbym się, że później dostanę na ulicy w gębę.



Hitman

Dowiedz się więcej na temat: dystrybutor | wydawca

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje