Red Faction: Guerrilla

Gry spod znaku Red Faction wyróżniały się przede wszystkim na tle konkurencji bardzo interaktywnym środowiskiem. W zasadzie w tamtych czasach nie miały sobie równych, jeżeli chodzi o możliwość destrukcji. Do tego dochodził klimat Czerwonej Planety oraz bardzo dobry tryb multiplayer.

Red Faction: Guerrilla ma zamiar kontynuować tę dobrą passę, jednak w nieco inny sposób. W końcu zerwanie z tradycją dodawania kolejnych numerków do tytułu wskazuje na to, że nie będziemy mieli do czynienia ze zwykłym sequelem...

Reklama

Pięćdziesiąt lat później

Akcja w Guerrilla ma mieć miejsce pięćdziesiąt lat po wydarzeniach znanych z pierwszej odsłony. Earth Defense Force miała być organizacją, która utrzymywałaby wydajność kopalń na Marsie oraz zapewniała swoim pracownikom godziwe warunki pracy. Pech jednak chciał, że - jak to zwykle bywa, kiedy pojawiają się spore pieniądze - EDF zaczyna wyzyskiwać ludzi, traktując ich jak zwykłych niewolników. Jak nietrudno się domyślić, gracz wcieli się w jednego z takich, którzy powiedzą głośne "Nie!" i wezmą sprawy w swoje ręce, heroicznie walcząc o wolność. Sęk w tym, że partyzantka nie posiada żadnej zorganizowanej struktury, zatem sami stawimy czoło siłom wroga.

Destrukcja twym sprzymierzeńcemGłówny tryb story został podzielony na 22 misje, które mają wystarczyć na około 20 godzin grania potrzebnych do ukończenia głównego wątku. W dzisiejszych czasach to niezły wynik, a może się on jeszcze wydłużyć ze względu na spory teren, po jakim przyjdzie nam się poruszać. Dwanaście kilometrów kwadratowych to dosyć duży obszar, zatem po Marsie będzie można sobie nieźle poszaleć. Szczególnie zważywszy na fakt, że tutaj można zniszczyć dosłownie wszystko. I to nie są jakieś czcze przechwałki producentów. Na tegorocznym Games Convention, uczestnicząc zarówno w zamkniętym pokazie, jak i własnoręcznie testując najnowszy tytuł studia Volition, dało się odczuć prawdziwą frajdę z niszczenia wszystkiego, co tylko stanęło na drodze.

Bez ściemy

Do tej pory w rzadko której grze mogliśmy zniszczyć niemal wszystkie konstrukcje i budynki, które pojawiały się na mapie. W większości przypadków ograniczało się to albo do mocno oskryptowanych akcji, albo wykorzystywano programistyczne sztuczki. Trafiając w ścianę, robiliśmy otwór, który znikał po pewnym czasie. Albo strzelając w beczkę wypełnioną benzyną - kiedy to zrobiliśmy, ta efektownie eksplodowała, ale znalezienie tego, co po niej zostało, było zazwyczaj niemożliwe. Silnik Red Faction: Guerrilla wchodzi jednak na znacznie szerszy grunt. Symuluje bowiem materiał, z którego zrobiony jest dany przedmiot, oraz oblicza nacisk i siły działające na niego. Co to oznacza w praktyce? Niemalże perfekcyjny realizm fizyczny. Burząc ścianę nośną w danym budynku, spowodujemy, że konstrukcja ulegnie poważnemu naruszeniu, zaś strzelając w grubą ścianę pociskami kalibru 9mm, nie wskóramy nic więcej poza małymi dziurkami i odpryskami.

Kto mieczem wojuje...

Jak przystało na pracownika kopalni, do dyspozycji będziemy mieć różne narzędzia górnicze. Począwszy od wielkiego młota świetnie nadającego się do ręcznego rozwalania ścian budynków, a skończywszy na wielkich łazikach typu AmRuKuo 700M Mining Walker, dla których rzucanie samochodami to bułka z masłem.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje