Ninja Gaiden II

W recenzowanej grze nie ma miejsca na litość i nie ma przebaczenia dla tych, którzy obstają przy walce aż do końca. Wszystko tu kręci się wokół grafiki, przerażających scen oraz perfekcyjnego zgrania, których mogliśmy już wcześniej doświadczyć w produkcjach Davida Jaffe czy Eda Boona.

Ale to nie jest Mortal Kombat, God of War, czy inna gra akcji, w której przeciwnicy stają się niegrzeczni. Ta "bestia" ma całkiem odmienny typ DNA, którym zarządza nie kto inny, jak słynny na cały świat deweloper Team NINJA. Tytuł, który opisuję, to wynik długo oczekiwanej kontynuacji ekskluzywnego hitu na konsolę Xbox, gry Ninja Gaiden.

Reklama

Czy ktoś zamawiał czerwony sos?

Jeżeli od dnia zapowiedzi gry Ninja Gaiden II dokładnie śledziliście wszystkie nowinki na jej temat, to na pewno doskonale zdajecie sobie sprawę z tego, jak bardzo zmieniła się część wizualna: gra prezentuje się świetnie (ale to chyba nie powinno budzić zaskoczenia) i do granic przyzwoitości przepełniona jest krwią. Po co wykorzystywać brutalne efekty z Sin City czy Kill Billa, kiedy tradycyjna technika zawarta w Ninja Gaiden jest bardziej dosadna?

Standardowo już screeny nie oddają całej prawdy. W ruchu - w szczególności na dobrym telewizorze, oddalonym o zaledwie kilka metrów od naszej twarzy - krew nie prezentuję się aż tak bardzo realistycznie jak powinna, ale nie wygląda także tandetnie. Bardzo pomysłowym dodatkiem jest opcja umożliwiająca wybór nad rodzajem śmierci, jaką chcemy zadać swojemu przeciwnikowi (od noszących ludzkie rozmiary zapaleńców ninja, po mamucie monstra). Dla przykładu, po wyposażeniu naszego wojownika w nowe szpony zawierające prawie metrowe ostrza, zapinane na każdej ręce, możemy wbijać je w klatki piersiowe przeciwników, odcinać ich ramiona lub też po prostu wykończyć ich najprostszych sposobem, przez ucięcie głowy. Jednym słowem do wyboru, do koloru...

Potwory i Spółka

Podczas gdy wygląd Ninja Gaiden II uległ zmianie, grywalność nie zarejestrowała specjalnych metamorfoz. Zbudowana na doskonałych mechanizmach pierwszej części, gra doczekała się jedynie szybszej dynamiki oraz powiększonych rozmiarów otoczenia, jak również pojawiających się jednocześnie na ekranie przeciwników.

Zmianom uległa także broń - mamy nowy oręż i jego ulepszenia (plus całe listy kombinacji do każdego typu uzbrojenia). Miłośnicy pierwszej edycji na konsolę Xbox powinni być zadowoleni z faktu wprowadzenia technik opartych na żywiołach, bazujących na pomysłach z "jedynki", aczkolwiek smutek ogarnie tych, którzy liczyli na położenie większego nacisku na zagadki niż bezustanne zabijanie potworów.

Trzeba przyznać, że kombinacje ciosów zadawanych przeciwnikom prezentują się nader okazale. Podstawową bronią Ryu na początku przygody są Dragon Sword oraz shurikeny. Przy wykonywaniu kombinacji tą pierwszą bronią można zaobserwować, że nawet w ciała trzy-metrowych wchodzi ona jak w masło. Wykonywanie podstawowych ataków jest bardzo proste, a jednocześnie bardzo realistyczne i efektowne, co zwiększa pozytywne wrażenia płynące z rozgrywki. Natomiast jeśli chcecie opanować wszystkie bronie i techniki, to musicie się przygotować na kilkadziesiąt godzin ciężkiego treningu.

Dowiedz się więcej na temat: ninja

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje