Grand Theft Auto: Episodes from Liberty City

Dwa dodatki do GTA IV, sprzedawane dotąd wyłącznie w usłudze Xbox Live, oficjalnie były niedostępne dla Polaków - w naszym kraju bowiem Live nie funkcjonuje.

Wreszcie jest jednak okazja, by zagrać w nie w pełni legalnie. Oba ukazały się na płycie, w pakiecie o nazwie GTA : Episodes from Liberty City.

Reklama

Na pudełku Episodes from Liberty City jest napisane, że to "dwie gry w jednym opakowaniu". I choć to oczywiście lekka przesada, coś w tym jest. Przede wszystkim pojawia się tu słowo "gry", a nie "dodatki". To dlatego że Epizody można kupić osobno i uruchomić nawet bez znajomości pierwowzoru, a każdy zapewnia zabawę na około 8-10 godzin (w trybie single) i dużo więcej, jeśli wliczymy w to tryby sieciowe. Ponadto choć obie "gry" bazują na tym samym silniku i świecie, to odmienne produkcje, różniące się klimatem, tempem i wrażeniami, jakie dają graczowi.

Zagubieni i przeklęci

Pierwszy epizod, The Lost and Damned, opowiada historię Johnny'ego Klebitza, członka motocyklowego gangu, który boryka się ze swoim dopiero co wypuszczonym z więzienia szefem i dawną miłością, wciągającą go co rusz w tarapaty. Fabuła tego rozszerzenia jest "brudna", w związku z czym nie każdemu musi się spodobać. W The Lost and Damned poznajemy najciemniejsze zaułki Liberty City i najmniej sympatycznych mieszkańców tej metropolii. Wszystko przy dźwiękach ostrej, heavymetalowej muzyki. Są tu narkomani uzależnieni od najcięższych używek, psychopaci, którym bez trudu przychodzi torturowanie i zabijanie innych ludzi, a sam bohater, choć stara się zachować w otaczającym go szaleństwie człowieczeństwo, też na każdym kroku brudzi sobie ręce (i sumienie). Z tego względu The Lost and Damned to dodatek dla największych fanów serii, którym poza kampanią dla jednego gracza oferuje również kilka nowych trybów sieciowych. Jednym z nich są inspirowane grą Road Rush wyścigi na motocyklach - nie dość, że trzeba nauczyć się szybko jeździć, to jeszcze należy liczyć się z tym, że po drodze do mety przeciwnicy będą korzystać z pięści, kopniaków i... karabinów półautomatycznych. Z motocyklami związany jest też jedyny nowy w The Lost and Damned mechanizm rozgrywki. Ponieważ Johnny to członek harleyowego gangu, wiele jest tu sekwencji, w których cała banda jedzie do wybranego na mapie celu. Można także wezwać swoich towarzyszy "z siodła" na pomoc w niektórych misjach.

Czas na imprezkę!

Zupełnie inne oblicze Liberty City przedstawia The Ballad of Gay Tony. Podczas gry nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że wraz z tym epizodem studio Rockstar chce "pogodzić się" z tymi, dla których GTA IV oraz The Lost and Damned były zbyt poważne i pozbawione fajerwerków. Tutaj wszystko jest przesadzone: gej Tony, szef głównego bohatera zarządzający najlepszymi nocnymi klubami Liberty City; arsenał i park maszyn, które oddano graczowi do dyspozycji (od czołgów po... spadochrony); nowe minigierki (turbogolf i podrywanie dziewczyn na parkiecie) oraz postacie niezależne (w tym starszy brat Bruciego Kibbutza, samiec jeszcze bardziej "alfa").

Z trzech historii trzech bohaterów, jakie opowiadają gry spod marki GTA IV, spodobała mi się najbardziej właśnie ta o Luisie Lopezie, po części ochraniarzu, a po części wspólniku tytułowego geja Tony'ego. Akcja ma tu żwawe tempo (a mimo to zajmuje ok. 10 godzin), każda misja jest pomysłowa, ekscytująca i zwykle daje dużo okazji do postrzelania z nowych, bardzo efektownych broni (do których nie brakuje amunicji). Najlepsze jest zaś to, że nitki scenariusza (także tego z GTA IV i The Lost and Damned) połączone są ze sobą w bardzo pomysłowy sposób, co da jeszcze większą frajdę tym, którzy grali we wszystkie odsłony cyklu w odpowiedniej kolejności.

Świetne są również dodatkowe czynności, jakie oferuje The Ballad of Gay Tony. Mam tu na myśli zwłaszcza skoki spadochronowe z najwyższych budynków Liberty City oraz fantastyczną minigierkę taneczną, która nie dość, że realistycznie pokazuje styl tańca dominujący we współczesnych klubach nocnych (rytmiczne ocieranie się o partnera/partnerkę), to jeszcze bywa zakończone "erotycznie sugestywną" animacją.

Liberty City się starzeje

Niestety, mimo wszystkich tych atrakcji widać, że silnik GTA IV - przynajmniej w wersji na X360 - się starzeje. Nadal robi wrażenie rozmachem świata i wiarygodnymi animacjami postaci (głównie twarzy), ale trudno już nie dostrzec doczytujących się nieco za późno tekstur czy tego, że nie są one tak szczegółowe jak np. te z Assassin's Creed II.

To jednak niewielka wada, jeśli założymy, że The Ballad of Gay Tony kończy epokę GTA IV - a przy GTA V Rockstar pewnie zaprezentuje kolejną wersję swojego silnika graficznego. Poza tym Episodes from Liberty City to pozycja obowiązkowa nie tylko dla wszystkich posiadaczy GTA IV (a jest ich na świecie kilka milionów), ale i dla tych, którzy lubią gry z otwartym światem. Bo choć było ich w tym roku kilka - m.in. Prototype, Red Faction: Guerrilla, The Saboteur - to dla mnie najlepszą są właśnie Epizody. Rockstar to mistrzowie gatunku i po raz kolejny tego dowiedli!

Dowiedz się więcej na temat: Live | dodatki | auto | Lost: Zagubieni | LIBERTY | city

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje