Piraci wciąż istnieją, i nawet kradną konsole

W branży elektronicznej rozrywki termin "piractwo" przewija się dość często i dotyczy spraw związanych z nielegalnym kopiowaniem i rozpowszechnianiem gier, filmów czy muzyki.

Jak się okazało, producentom, wydawcom, a także samym graczom przeszkodzić potrafią jeszcze najprawdziwsi, podręcznikowi piraci.

Reklama

Nie wiemy wprawdzie, czy szable, drewniane nogi i flagi z trupimi czaszkami dalej są w modzie, ale somalijscy korsarze są całkiem groźni. Grasują w okolicach swojej ojczyzny, czyli na gęsto uczęszczanej trasie transportowej, łączącej Europę z Bliskim Wschodem. Statki przepływające tą drogą mają na pokładach - między towarami pokroju paliw, węgla czy zabawek - także konsole i gry wideo.

Ostatnio piraci zaatakowali jeden z transportów Nintendo Wii, naturalnie zabierając cały ładunek. Oznacza to, że w gorącym dla sprzedawców okresie świątecznym japońskich konsol może po prostu zabraknąć. Nikt raczej nie zdecyduje się na odkupienie sprzętu od piratów, gdyż wiązałoby się to z ogromnymi stratami finansowymi oraz sporym ryzykiem.

Sytuacja jest kłopotliwa. Dystrybutorzy obawiają się transportować towar po raz kolejny przez Kanał Sueski, gdyż może się to wiązać z ponowną jego utratą. Alternatywna droga morska prowadzi naokoło Afryki - jest wprawdzie bezpieczniejsza, ale niemal dwa razy dłuższa.

Najgorszy jest fakt, że agresywne zachowanie somalijskich piratów najbardziej odbija się na Europejczykach. To nasze szlaki handlowe są zagrożone - Amerykanie czy Azjaci raczej nie mają się czym przejmować. Wygląda na to, że tegoroczne święta upłyną pod znakiem deficytu Wii i gier na tę platformę. Oby po raz ostatni.

Gry-Online
Dowiedz się więcej na temat: Kradną | piraci

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje