Nie umrzeć za życia

Wykonuj swą pracę z sercem, jakkolwiek byłaby skromna, ją jedynie posiadasz w zmiennych kolejach losu.

- Max Ehrmann, Dezyderata.

Reklama

... męskie rozmowy, takie o życiu i śmierci. - Osioł, kumpel Shreka.

Gdy byłem bardzo mały, jak tylko nauczyłem się czytać i pisać, podjąłem twarde postanowienie, że będę pisarzem. Marzenie o napisaniu (przynajmniej) jednej dobrej książki nadal zalega po szufladach, ale plan utrzymywania się dzięki posługiwaniu się językiem polskim ma się w sumie nienajgorzej. Gdy byłem cokolwiek większy i zgłębiłem tajniki swojego pierwszego języka programowania, zacząłem przemyśliwać nad tym, że - obok napisania dobrej książki - muszę w życiu napisać jeszcze jakąś dobrą grę. Ten plan również ciągle znajduje się w fazie realizacji, bo chociaż mam na koncie parę wydanych gierek, żadnej z nich, z perspektywy lat, nie nazwałbym szczególnie dobrą. Było jeszcze marzenie o tym, by być dobrym człowiekiem, ale z tego akurat będą (chyba) nici, bo zbyt wiele zachodzących wokół mnie procesów i przewijających się ludzi doprowadza mnie do szewskiej pasji.

Staram się jednak nie zapominać o tym, co chciałem w życiu osiągnąć, zanim po raz pierwszy mi się żyć odechciało. (Nie na długo). Uważam, że jest to najważniejsze w życiu każdego człowieka, by na pytania: "co umiesz robić? kim chcesz być?" odpowiadać bez zająknięcia. Podejrzewam, że w momencie śmierci pada właśnie taki zestaw pytań: "co w życiu zrobiłeś? czego zrobić nie zdążyłeś?". Być może, jeśli wówczas pada odpowiedź: "a bo ja wiem? może chciałbym zobaczyć jeszcze kilka odcinków M jak miłość?", to wtedy jest już koniec.

Jakąś siłę napędową trzeba mieć. Może to być potrzeba czynienia dobra (lub zła, może, kurczę...), może być to potrzeba odkrywania, może być to potrzeba tworzenia. Potrzeba zbierania i posiadania...? Intuicja podpowiada mi, że chyba nie - że w tym przypadku mamy raczej do czynienia z homonimem: 1. potrzeba - siła napędowa; 2. potrzeba - nałóg.

Jednak potrzeba robienia czegoś z niczego - tworzenia nowego w oparciu o swoją wiedzę i umiejętności - pomysł na życie, który mi codziennie przypomina 5-letnie dziecko, którym byłem lat temu 30 - to w sumie też jakiś nałóg bądź obsesja - obsesja, by nie umrzeć za życia. Jeżeli czegoś się naprawdę boję, to tego, że mi się przestanie chcieć. Dlatego, mimo pracy na etat, mimo dwójki dzieci, zabrałem się znów niedawno za projektowanie gry - tej zamierzonej dobrej. Doba naprawdę mogłaby trwać tydzień, a ja pewnie i tak nie znalazłbym czasu na oglądanie telewizji...

A gdy się za coś zabiera, trzeba się zdecydować, po co się to robi. Można zebrać co lepiej sprawdzone przez konkurencję rozwiązania (takie z najbliższego czasu), potencjalnym klientom [...] na długość mopa i dobrze na tym zarobić (World in Conflict). Można również chcieć sprawdzić kilka własnych pomysłów, przywrócić do życia kilka zamierzchłych wspomnień i mało albo nic nie zarobić, ale zapaść podobnym sobie w pamięć (Space Rangers 2). I mimo że (zauważyliście, prawda?) tę drugą drogę uważam za lepszą, obie tak naprawdę oznaczają robienie czegoś. Zresztą jakże często trzeba przez kawał życia pracować po prostu dla pieniędzy, żeby później mieć czas na idee. Jeśli tylko będzie się wówczas wciąż chciało...

Z pomocą w przesunięciu w dół tej granicy może przyjść dokonanie wyboru - ograniczenie sobie wyznaczników "stabilizacji". Może nie jest to bardzo odpowiedzialne, gdy się żyje pod presją takiej a nie innej cywilizacji-społeczeństwa, niemniej lubię uważać, że jeśli moja rodzina ma gdzie mieszkać, mam na obiady dla dziecka i na piwo dla siebie, to mam czas. A jeżeli za kilka lat wpakuję się autkiem pod TIR-a i sobie utnę głowę - a prawdopodobieństwo takiego obrotu spraw jest większe od zera - wolę być wspominanym przez kilku inteligentnych znajomych oraz przez swoje dzieci za to, że zrobiłem w życiu coś ciekawego, niż być pamiętanym przez miliony zawistnych głupków za to, że zarobiłem kupę kasy. Na własny użytek definiuję charakter jako umiejętność dokonywania wyborów.

A nie można przeżyć życia i nie zrobić nic? Można. Wielu to nawet praktykuje i całkiem dobrze wychodzi na tym, że nie dba o nic prócz tego, by w nazwisku nie robili literówek i żeby o solarium nie zapomnieć. Ale trzeba sobie kiedyś tam odpowiedzieć na jedno zaj... ważne pytanie: co się chce w życiu zrobić. I dobrze, żeby ta odpowiedź zawierała jakąś pracę do wykonania, bo w przeciwnym przypadku, to można się już na pępowinie powiesić. Jeśli odpowiedź brzmi: chcę stać się dobrym człowiekiem i otworzyć sobie drogę do ciekawych inkarnacji po śmierci - jest to super. Jeśli odpowiedź brzmi: chcę zostać debilem, który ma dwie lewe ręce, ale zabierze w ciągu 60 lat swojego życia głos w każdej dyskusji, jaka się napatoczy, to już nie tak super, bo w tym planie nie ma pracy ani nad sobą, ani nad czymś.

Rzecz w tym, żeby robić w życiu coś i mieć świadomość, czemu to ma służyć.

Borys "Shuck" Zajączkowski

P.S. Impulsem do napisania tego tekstu stała się codzienna obserwacja tysięcy ludzi, którzy spędzają dnie na wykonywaniu pracy, która ich nie interesuje, w których domach centralnym punktem jest telewizor, a punktem kulminacyjnym tygodnia jest wycieczka do hipermarketu. Jeżeli kogoś tym tekstem obraziłem, to mam nadzieję, że konstruktywnie.

A z okazji rozpoczynających się za tydzień obchodów najdonioślejszego w naszej chrześcijańskiej kulturze wydarzenia, bezpośrednio traktującego o sensie życia - życzę Wam wszystkim Pogodnych Świąt Wielkiej Nocy!

Gry-Online
Dowiedz się więcej na temat: Życie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje