Gry nie wychowują przestępców

Jednym z narzędzi walki z elektroniczną rozrywką stosowanym przez część osób jest stwierdzenie, jakoby gry video bezpośrednio przyczyniały się do wychowywania młodocianych przestępców.

Opinie takie poparte są często szczegółowymi badaniami, z których jasno ma wynikać, że wirtualna zabawa w zabijanie przekłada się później na zachowanie w życiu codziennym. Ile w tym demagogii, a ile próby narzucania własnego światopoglądu nie wiedzą zapewne nawet sami oskarżyciele.

Reklama

Czy gry po kinie, telewizji, kablówce i zapasach w kisielu są tylko kolejnych chłopcem do bicia? Czy też może faktycznie da się naukowymi metodami zmierzyć, że zabawa w Thiefa wywoła u dziecka późniejszą nieodpartą chęć podwędzenia dropsów w supersamie? Na całe szczęście istnieje także druga strona barykady, na której, nomen omen, również stoją naukowcy. Równowaga w przyrodzie musi być zachowana.

Dwoje z takich osób zaprosił do rozmowy serwis G4TV. Lawrence Kutner i Cheryl Olson wspólnie napisali książkę "Grand Theft Childhood", w której nie tylko przeciwstawiają się stereotypowym opiniom prezentowanym na co dzień w mediach, ale także dochodzą do wniosku, że tak naprawdę, osoby które nie grają w ogóle, narażone są na jeszcze większe ryzyko pobytu w San Quentin.

Państwo ci swoje badania prowadzili przez kilka ostatnich lat za pieniądze amerykańskiego departamentu sprawiedliwości. Przeprowadzili rozmowy z ponad tysiącem dwustu pięćdziesięcioma dzieciakami w różnym wieku oraz sporą liczbą ich rodziców. Rezultatem badań jest absolutny brak dowodów na zachodzącą pomiędzy grami i przestępczością koincydencję. Tym bardziej, jeżeli weźmiemy pod uwagę wciąż rozrastającą się ilość graczy i jednocześnie spadający w Stanach Zjednoczonych poziom przestępczości.

Przede wszystkim odróżnić od siebie trzeba tzw. krótkotrwały i długotrwały wpływ oglądanych scen przemocy. Znakomitym przykładem jest tutaj obserwacja wychodzącej z kina młodzieży, na przykład po filmie z udziałem Jackie Chana czy Jeta Li. Dzieciaki będące pod wpływem tego co właśnie obejrzały starają się naśladować ekranowe zachowania, często szturchają się między sobą. Oczywiście wszystko to w ramach dozwolonej zabawy. Natomiast obejrzenie takiego filmu w żaden sposób nie powinno wpłynąć na zachowanie konkretnej osoby dzień, tydzień czy rok po seansie. O ile oczywiście ten ktoś nie ma żadnych odchyłek od ogólnie przyjętej normy, ale w tym przypadku, do popełniania aktu karalnego wystarczy jakikolwiek impuls, nie musi to być koniecznie gra.

Faktem natomiast jest, że osoby grające jedynie w brutalne gry i to co najmniej przez piętnaście godzin w tygodniu mogą znaleźć się w grupie tzw. ryzyka. Zjawisko to dotyczy jednak w głównej mierze tylko chłopców, ale co najważniejsze, aby się w niej znaleźć wcale nie trzeba być graczem! Wszystko tak naprawdę zależy od stosunków społecznych i towarzyskich. A gry socjalizują i wręcz pozytywnie wpływają na większą otwartość. Osoby nie grające w ogóle, ale przebywające w towarzystwie osób grających w brutalne gry, narażone są równie mocno na ryzyko konfliktu z prawem.

Niby nic nowego, ale jednak jest to kolejny głos w dyskusji. Od siebie tylko dodam, że zapewne mało który odsiadujący w poprawczaku wyrok młodociany przestępca miał okazję zagrać w Manhunta czy Mortal Kombat. Osobnicy ci mieli chyba jednak ciekawsze zajęcia. W przeciwnym wypadku, teraz zamiast w zamkniętym ośrodku siedzieliby przed monitorem lub telewizorem i zamiast zęby, wybijaliby kosmitów.

Gry-Online

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje