Venetica

Życie kogoś recenzującego gry komputerowe przypomina niekiedy wyprawę do egzotycznego kraju - towarzyszy mu zarówno wiele zachwytów oraz radości, jak frustracji i chwil, kiedy ma się ochotę zostawić to wszystko, by wrócić do spokojnej, uporządkowanej cywilizacji. Zdarza się bowiem niekiedy, iż trafiamy na produkcję, która od samego początku zdaje się być stworzoną tylko po to, by uprzykrzyć życie oraz przetestować naszą cierpliwość i opanowanie.

Tak właśnie stało się w przypadku gry Venetica, stworzonej przez doskonale znane miłośnikom przygodówek niemieckie studio Deck13 Interactive. I żeby nie być od razu posądzonym o wynikające z tychże problemów uprzedzenia, pozwolę sobie na jedno, niezwykle ważne stwierdzenie - to mogła być naprawdę niezła gra. No właśnie. Mogła...

Reklama

Córeczka tatusia

Fabuła oparta została na pomyśle, który jest całkiem interesujący, choć u miłośników radosnej twórczości niejakiego Terry'ego Pratchetta z pewnością wywoła ciąg dość jednoznacznych skojarzeń. Mamy oto bowiem niewielką wioskę, w której dorastała i wychowywała się główna bohaterka gry, Scarlett. Miejsce to, nad wyraz spokojne i malownicze, pozostaje takim wszakże jedynie do czasu. Pewnej nocy, w osadzie pojawiają się zamaskowani asasyni, którzy - zdałoby się - zupełnie bez powodu rozpoczynają masakrę miejscowej ludności, z uwzględnieniem naszej bohaterki i jej narzeczonego, przyszłego rycerza Benedykta. A w zasadzie niedoszłego, gdyż w przeciwieństwie do naszej heroiny, daje się on zmasakrować zabójcom, kiedy bohatersko broni swej wybranki przed przeważającymi siłami wroga.

Wtedy Śmierć przychodzi również po Scarlett. Czyni to zresztą dość dosłownie, gdyż dowiadujemy się, iż naszym prawdziwym i jednym ojcem jest nie kto inny, jak właśnie sam Ponury Żniwiarz. Z krótkiej, acz treściwej rozmowy dowiadujemy się o swych nadnaturalnych korzeniach, a także otrzymujemy zadanie powstrzymania panoszącego się w pobliskiej Wenecji zła. Nasz ojciec wydaje się być zaniepokojony działaniami podjętymi przez pewnego nekromantę, który jest na dobrej drodze do osiągnięcia nieśmiertelności, co - jak łatwo zrozumieć - zdecydowanie koliduje z interesami tatusia. O pomoc prosi więc córkę, która dzięki swemu niezwykłemu pochodzeniu ma wyjątkową zdolność - potrafi przebywać zarówno w świecie materialnym, jak i w ojcowskiej domenie. Na szczęście nie musimy ratować całego świata - chyba że całkiem przy okazji - a jedynie załatwić pewne rodzinne sprawy. Pomysł na fabułę, choć nie do końca oryginalny, wydaje się być więc całkiem niezły i odległy od oklepanych, epickich schematów.

Takich dobrych i ciekawych koncepcji jest zresztą w grze o wiele więcej - choćby sam motyw przechodzenia w dowolnym momencie do świata duchów dodaje rozgrywce dosłownie i w przenośni dodatkowego wymiaru. Największym wszakże problemem, który sprawia, że Venetica zamiast przyciągać nas do monitora, skutecznie odeń odpycha, jest niestety przytłaczający wręcz czasami poziom niedopracowania poszczególnych elementów tej produkcji. Z większością zadań wiążą się oczywiście rozmowy z bohaterami niezależnymi. Komiksowa grafika, przywołująca skojarzenia z przygodówkami czy choćby Fable, sugeruje, iż będziemy mieć do czynienia z raczej mało poważnymi, a może nawet dowcipnymi dialogami. I prawdopodobnie takie były zamiary twórców, jednak efekt końcowy rozczarowuje. Kwestie dialogowe nie grzeszą bynajmniej polotem, choć z drugiej strony można trafić na kilka ciekawszych rozmów. W znakomitej większości przypadków bardziej kojarzy się to jednak z dialogami z podręczników do nauki języków obcych, niż normalnymi rozmowami, co po części może być winą mało przekonywującego, angielskiego dubbingu.

Dowiedz się więcej na temat: umiejętności | Saul Hudson

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje