Twierdza: Krzyżowiec Extreme

Twierdza: Krzyżowiec to gra już nienowa. Za kilka dni stuknie jej sześć lat, a w branży elektronicznej rozrywki oznacza to dużo. Zwłaszcza, że opisywana właśnie edycja z podtytułem Extreme nie przeszła liftingu graficznego...

...twórcy nie zdecydowali się na programistyczną pracę u podstaw, czyli użycie silnika z Twierdzy 2. Owszem, był on mocno dziurawy, ale minęło już wystarczająco dużo czasu i przecież dałoby się go w końcu dopieścić. Zamiast tego Firefly po prostu wzięło dodatkowe elementy z amerykańskiej edycji Warchest, dorzuciło nieco map i... wydało ponownie tę samą grę. Nawet nie pokuszono się o dorzucenie jakiejkolwiek wyższej rozdzielczości - a tym bardziej takiej, która pozwoliłaby na normalną zabawę dla posiadaczy monitorów panoramicznych, coraz popularniejszych przecież. Za cóż więc my, klienci, mamy zapłacić te 50 złotych? Czy warto? Cóż, odpowiedź nie jest bynajmniej jednoznaczna...

Reklama

Ekstremalne jatki

Przede wszystkim należy wyjaśnić, czym się różni edycja Extreme od podstawowej. Chyba najważniejszą zmianą, rzutującą na całokształt rozgrywki, jest zwiększenie limitu wojsk biorących udział w bitwach. Silnik gry teoretycznie może obsłużyć do 10.000 żołnierzy naraz. Tak, nie pomyliła nam się liczba zer... Jak zostało nadmienione, jest to liczba teoretyczna, bo - zależnie od komputera - Twierdza Krzyżowiec Extreme zawiesi się niemal na pewno przed jej osiągnięciem. Owszem, bywa i tak, że padnie dopiero po przekroczeniu owego limitu, ale to sporadyczne przypadki. Tak gigantyczne armie możliwe są do osiągnięcia dzięki nowym budynkom: koszarom i namiotowi najemników (bez placu treningowego). Generują one w szybkim tempie jednostki zupełnie za friko. Dzięki temu SI, które dalej nie powala na kolana, ma więcej mięsa armatniego do wytracenia.

Fani gier strategicznych wiedzą doskonale, iż wprowadzenie tak wielkiej liczby wojaków na pole bitwy może doprowadzić do całkowitego chaosu i skończyć się bezsensowną jatką. Dlatego przy walkach o pewnej skali konieczne są mechanizmy zarządzania siłami zbrojnymi. Różnie się to rozwiązuje. Bywa, że dostajemy opcję tworzenia wielkich zgrupowań taktycznych, w których jednostki ustawiają się w ramach wybranego szyku. Innym rozwiązaniem jest operowanie całymi, kilkudziesięcioosobowymi oddziałami, zamiast pojedynczymi figurkami. Może być też tak, że część armii da się delegować oficerowi, czyli SI działającej zgodnie z naszymi rozkazami. Jak rozwiązano to w przypadku Twierdzy: Krzyżowca Eztreme? Cóż... nijak. Cała ta masa woja dalej działa według starych zasad, przewidzianych dla kieszonkowych grup uderzeniowych. Do tego sprite'y jednostek (nie posiadają przecież parametru trzeciego wymiaru) zlewają się ze sobą podczas marszu, tworząc gęstą ciżbę rozciągniętą w węża. Ostatnie miejsce, gdzie możemy podziwiać wojska wroga w szyku, to otoczenie budynku je generującego. A i to nie zawsze.

Twierdza: Krzyżowiec uczciwie zapracowała sobie na miano gry hardcorowej. Poziom trudności, mimo przygłupiego SI, został tak wyśrubowany, iż wiele osób z frustracją odkładało płytkę do pudełka, które następnie lądowało w najgłębszym zakątku szafy. Inni gracze właśnie ten poziom wyzwania uznali za największą zaletę produkcji studia Firefly. Przecież niewiele rzeczy sprawia przyjemność porównywalną z wygraniem scenariusza, na którym połamała sobie zęby większość znajomych...

Skoro w ramach edycji Extreme komputerowi przeciwnicy dostają gratisowe wojska, to jak ma się sprawa z poziomem trudności? Może to was zaskoczyć, ale jest znacznie łatwiej. Otóż gracz ma prawo i wyłączny przywilej korzystania z nowego paska mocy. Na nim zaś znajdują się takie cuda, jak spadający w dowolnym miejscu mapy grad strzał lub kamieni, obszarowe leczenie, generowanie gotówki czy pojawiające się znikąd posiłki. Ta ostatnia opcja jest w sumie najmniej ciekawa, bo daje najmniejszego "kopa". Najpotężniejsze są bombardowania z niebios - strzały kosztują bardzo mało mocy, a kamienie burzą budynki. Do tego ów pasek sam się odnawia, nie musimy nic rozwijać, by móc z wymienionych cudów regularnie korzystać. Jak zostało wspomniane, podczas marszu wrogowie zlewają się w ciżbę, więc wymordowanie tysiąca zbrojnych za pomocą natychmiastowego, kilkukrotnego użycia deszczu strzał (nie ma okresu "stygnięcia" mocy) nie jest niczym trudnym.

Dowiedz się więcej na temat: Krzyżowcy | edycja | twierdza

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje