To nie gry są głównym zagrożeniem!

Długo nie musieliśmy czekać - zaledwie w piątek na ekrany kin wszedł film "Sala samobójców", a już na drugi dzień na antenie TVN-u w programie "Uwaga" wyemitowano materiał poświęcony tej produkcji.

O dziwo jednak, jego autorzy starają się ukazać w negatywnym świetle nie gry, a... portale społecznościowe. W reportażu powrócił też nasz stary znajomy z materiału "Wirtualny świat", który pojawił się jakiś czas temu w TVP2.

Reklama

W wyemitowanym wczoraj w "Uwadze" reportażu "Wirtualne zatracenie" punktem wyjścia był film "Sala samobójców" - obraz przedstawiający kłopoty młodego chłopaka, który zatraca się w wirtualnym świecie. Zgodnie z naszymi przewidywaniami, produkcja narobiła medialnego szumu, skupiono się jednak nie na grach, a na portalach społecznościowych.

Podobnie jak to było w przypadku materiału TVP2, ponownie jednak wrzucono wszystkich do tzw. "jednego wora". Głównym "bohaterem" programu był serwis, na którym użytkownicy - głównie nastolatki - publikują swoje erotyczne filmiki i zdjęcia, organizowane są również wideo-czaty. To rzeczywiście problem, kłopot w tym, że autorzy reportażu oraz osoby wypowiadające się w nim generalizują. Po obejrzeniu materiały przeciętny, nie korzystający na co dzień z komputera i internetu człowiek mógłby pomyśleć, że wszystkie portale społecznościowe są "złe".

W "Wirtualnym zatraceniu" pojawił się nasz stary znajomy - profesor Mariusz Jędrzejko z Mazowieckiego Centrum Profilaktyki Uzależnień, który wypowiadał się także w reportażu "Wirtualny świat" TVP2. Główną winą za problemy użytkowników wspomnianego wyżej portalu obwinia rodziców i... właściciela serwisu. Jak mówi: "Te dziewczynki nie są winne (pokazujące się nago). To są rewelacyjne dzieciaki. Mamy przy tym kapitalnych nauczycieli i popieprzonych rodziców. Gdyby dziecko miało ustawione jakieś granice, normy, wiedziałoby, że są rzeczy, których nie wolno. Te dziewczyny pokazują obsceniczne sceny. Czy rodzice, jak wrócą do domu, to widzą, co one robią? Właściciel serwera zarabia, a powinien napisać: hej, dziewczyny, przekraczacie granice przyzwoitości, cyk, enter i nie ma was."

Właściciel portalu - który chciał pozostać anonimowy - uważa jednak, że to nie jego wina. Jego użytkownicy po prostu chcą pokazać siebie, celem nie było propagowanie treści erotycznych. Poza tym, jak mówi: "Nie ma żadnej treści erotycznej. Absolutnie. My nie mamy jakiejś misji powodującej, że my chcemy wychować tych ludzi. My wiemy, jakie są ich potrzeby. Są ludzie, którzy chcą pokazać siebie na ekranie, a my tu umożliwiamy. Nie ma możliwości, żeby na starcie cenzurować serwis, bo my nie jesteśmy w stanie wykryć, co kto pokazuje. Człowiek musi to zobaczyć."

Podobnie, jak w reportażu TVP2 sprzed kilku tygodni, także tym razem pojawił się jeden głos rozsądku. Jest nim Agnieszka Czerkawska-Kopiel z Fundacji Wspierania i Rozwoju Młodzieży "AYDS". Jak mówi: "Często rodzice myślą zakażę". Mówią: to jest niebezpieczne, tobie niewolno. Ale wiemy, że młodość rządzi się swoimi prawami i często takie zakazy nie skutkują, ponieważ jeśli w domu nie będą korzystać, to maja możliwości korzystania gdzie indziej. To co jest niezwykle ważne - i wydaje mi się lepszym sposobem - to poznanie tego, co wiemy, że może być niebezpieczne. Czyli uwagę na to, co robią nasze dzieci, ale też poznanie tego świata. Bo jeśli my nie będziemy wiedzieli, nie znali portali społecznościowych, nie będziemy znali gier lub innych rzeczy, które są w Internecie to trudno też abyśmy też dotarli do naszych dzieci, komunikowali się z nimi i poznali ten ich świat. A to jest bardzo ważne."

"Dajcie komputer, dajcie Internet, ale modelujcie zachowanie. Uczcie, czego wolno, a czego nie. Stosujcie ograniczenia, bo one będą służyły edukacyjnie, emocjonalnie i rozwojowo dzieciakowi. A rodzice nie, dają narzędzie i uważają, że świat znika." - jak jeszcze dodaje Jędrzejko.

Cały reportaż możecie obejrzeć poniżej:

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje