The Settlers: Wschodnie Królestwa

Czego by o The Settlers nie mówić, na uwagę zasługuje upór i zegarmistrzowska niemal precyzja, z jaką studio Blue Byte Software serwuje nam kolejne odsłony tej epopei. Niewielu jest pewnie takich, którzy potrafiliby zliczyć kolejne części wraz z licznymi dodatkami, a jeszcze mniej pewnie tych, którzy te wszystkie gry potrafiliby umieścić na osi czasu.

A tu przecież niedawno stuknęła Osadnikom okrągła, dziesiąta rocznica, przy okazji której wydano odświeżoną wersję hitu sprzed lat. Jak się zresztą okazało, wciąż znakomitego!

Reklama

I tu dochodzimy do niemałego wcale paradoksu. Otóż wielu jest takich, wśród nich chociażby niżej podpisany, którzy twierdzą, że opowieść o małych Osadnikach z biegiem lat i z biegiem dni utraciła wiele ze swojego dawnego kolorytu, czaru i uroku. Oryginalna i bardzo przyzwoita gra strategiczno-ekonomiczna zmieniła się w bliżej nieokreśloną mieszaninę uproszczonego RTS-a z elementami RPG i gry ekonomicznej. Jednakowoż stwierdzenie, że "nowi Settlersi" są "generalnie do bani" i w związku z tym żaden zagorzały fan tknąć nie powinien ich nawet czubkiem buta, byłoby raczej niesprawiedliwe. Wszak z jakiegoś powodu Blue Byte Software kolejne części swej sagi produkuje. I wszak bezustannie znajduje na nie nabywców! Choć nie na tę samą skalę, The Settlers są do pewnego stopnia jak kultowa seria Electronic Arts - The Sims. Podobnie i tam kolejne dodatki mnożą się jak grzyby po deszczu, a nabywcom wystarczą kosmetyczne zmiany, śladowa ilość nowości i pozostawienie pierwotnej mechaniki zabawy.

Patrząc z tej perspektywy, Wschodnie Królestwa jawią się nam jako klasyczny dodatek, który bawić powinien wszystkich miłośników podstawki (nawiasem pisząc nieodzownej podczas uruchamiania...), a szerokim łukiem powinni omijać go ci wszyscy, którzy dostają alergii, słysząc frazę The Settlers. Do ustalonego od dawien dawna przez setki podobnych dodatków wzorca (nowe misje, kapania, przedmioty, drobne zmiany interfejsu, nowa nacja itp.) Wschodnie Królestwa nie wznoszą bowiem dosłownie niczego nowego. Gdyby takim wachlarzem "usprawnień" mogła "popisać się" nowa część, ani chybi uznalibyśmy ją za kiepską, ale dodatek to "insza inszość". On rządzi się swoimi prawami.

Niech prawo prawem będzie!

Pierwsze prawo, które producenci eksploatują w takim wypadku bezlitośnie, brzmi: dać graczom nową historię i bohaterów. I to właśnie we Wschodnich Królestwach znajdziemy, poza dostępem do kilkunastu misji niepołączonych fabularnym wątkiem. Oto po pokonaniu Czerwonego Księcia (podstawka) nastał czas względnego spokoju. Osadnikom żyło się dostatnio i radośnie, ale jak to w baj... znaczy się grach bywa, na horyzoncie pojawiła się zła wróżka. W tym wypadku jest nią Bogini Szmaragdowego Ognia, która postawiła sobie za cel podbić cały Westerlin. Rzecz jasna, w ciągu ośmiu misji dodatku naszym celem będzie powstrzymać jej terytorialne zapędy.

Fabułę ilustrują typowe dla serii wstawki, w których głos zabierają poszczególne postacie. Do tego dochodzą dialogi i monologi prowadzone przez naszych rycerzy na sali tronowej. We Wschodnich Królestwach do znanych już sześciu herosów dołącza księżniczka Saraya, córka Praphata, magnata Hidunu, którą można wysyłać na poszczególne misje. Jak każdy z pozostałych możnych, dysponuje ona kilkoma użytecznymi cechami. Jej umiejętność pasywna polega na zmniejszonych o połowę kosztach wznoszenia fortyfikacji. Z kolei aktywnie możemy korzystać z trybutu pozyskiwanego od napotkanych plemion, gdy znajdujemy się w ich wioskach.

Spośród nowych postaci niepoślednia rola przypadła oczywiście sprawczyni całego zamieszania, Bogini Szmaragdowego Ognia. W grze pojawią się również ojciec Saraji Praphat, z którym związana będzie część opowieści oraz... ale nie, tego już nie zdradzimy, żeby nie psuć zabawy.

Dowiedz się więcej na temat: Guardian | zabawy | dodatki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje