Ślepa uliczka w ewolucji gier

Prawie 20 lat temu ktoś wpadł na pomysł, żeby na szerszą skalę wykorzystać w grach możliwości techniki FMV. Czy mogło być coś lepszego niż połączenie filmu z graniem? Pomysł genialny, same plusy, to musiało się udać! Tak? Otóż nie, ale o tym twórcy mieli się dopiero przekonać.

Twórcy gier doszli w pewnym momencie do wniosku, że oto znaleźli środek rozwiązujący wszystkie ich problemy, a do tego będący odpowiedzią na oczekiwania klientów. Pomysł opierał się na prostym przekonaniu, że jeśli jest coś, co gracze lubią tak samo jak granie, to jest to oglądanie filmów.

Reklama

Od tego założenia niedaleko już było do decyzji, aby połączyć jedno z drugim i zaoferować maniakom wirtualnej rozrywki gry wyglądające jak filmy i dające odbiorcom poczucie, że biorą udział w akcji toczącej się na ekranie.

Naturalna konsekwencja takiego pomysłu to zatrudnienie zawodowych aktorów, którzy mieli się wcielać w bohaterów. Im bardziej znanych, tym lepiej.

Zastosowanie techniki FMV miało rozwiązać jeszcze jeden problem - kiepską oprawę wizualną gier. W latach 80. nikt nawet nie słyszał o 3D. Piksele straszyły z ekranu, a przedstawienie otoczenia było bardzo umowne. Wczesne lata 90. to grafika znacznie lepszej jakości, ale przecież i wówczas nie było mowy o trzech wymiarach, a co dopiero wygładzaniu krawędzi czy dynamicznym generowaniu ceni.

Zatem filmowe przedstawienie świata gry musiało być strzałem w dziesiątkę. Tym bardziej, że Full Motion Video to technika zapewniająca filmową jakość obrazu przy stosunkowo niskim obciążeniu sprzętu, jako że obraz jest odtwarzany z pliku, a nie renderowany na bieżąco.

Twórcy dosłownie zachłysnęli się możliwościami, jakie oferowało to rozwiązanie. Machina ruszyła, a gry, w których wykorzystywano technikę FMV, wyrastały jak grzyby po deszczu.

Zaczęło się niewinnie...

Początki były bardzo skromne. Pierwsza gra, w której użyto FMV, to Dragon's Lair - sympatyczna, animowana zręcznościówka, wydana w 1983 roku. Naturalnie nie była ona w całości stworzona w tej technice. Nie pozwalał na to ówczesny sprzęt. Ten jednak ewoluował, oferując coraz większe możliwości, a tym samym pozwalając na ekspansję FMV.

Prawdziwy boom na produkcje tego typu nastąpił w latach 90. Filmowe sekwencje zaczęto wówczas wykorzystywać na wszystkie możliwe sposoby: od cutscenek, poprzez tworzenie postaci - naturalnie w bardzo ograniczonym zakresie, na zbudowaniu całej gry na bazie FMV skończywszy.

Standardowym nośnikiem stały się płyty CD, których pojemność - gigantyczne 650 MB - zdawała się niezgłębiona. A tu proszę, mamy coś, czym można kompakt sensownie zapchać! Czasem nawet - co się w głowie nie mieściło - jeden krążek to było za mało. Ba, niekiedy i dwa nie wystarczały. Albo i trzy, cztery, pięć...

Większości graczy technika ta kojarzy się zapewne z przygodówkami. Słusznie, bo właśnie w tym gatunku FMV wykorzystywane było najczęściej. Gabriel Knight: The Beast Within czy X-Files: The Game - to tylko niektóre z bardziej znanych tytułów. Nie oznacza to jednak, że FMV nie znalazło zastosowania w shooterach czy grach akcji.

Swego czasu sporą popularnością cieszyły się gry w rodzaju Mad Dog McCree - klasycznego rail shootera ("celowniczka"), w którym wcielaliśmy się w dzielnego kowboja. Rozgrywka sprowadzała się do podążania ścieżkami wytyczonymi przez programistów i wykańczania pojawiających się na ekranie wrogów, którzy zawsze umierali w sposób, w jaki kazała im animacja.

Dodatkowo złożenie jej z wcześniej nagranych sekwencji filmowych sprawiało, że powtórne przechodzenie mijało się z celem. Przeciwnicy pojawiali się w dokładnie tych samych miejscach, a gra nie była w stanie niczym zaskoczyć.

...a potem ruszyła lawina

Mimo to taka rozgrywka musiała mieć swoich zwolenników, skoro na rynku zaczęły się pojawiać kolejne produkcje tego typu. Wystarczy wymienić choćby Tomcat Alley, w której gracz wcielał się w pilota myśliwca koszącego wraże hordy Rosjan, czy Sewer Shark, gdzie zadaniem było pilotowanie statku kosmicznego, a przy okazji "naparzanie" do wielkich skorpionów, nietoperzy czy innego zmutowanego tałatajstwa.

Dowiedz się więcej na temat: uliczka | pomysł | techniki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje