Quizeirro Sprawdź swoją wiedzę i zmierz się z innymi. Google Play

Hired Guns: The Jagged Edge

Historia gry, którą dziś wam zaprezentujemy, jest niemalże tak samo bogata, jak słynnego Duke'a Nukema. Początkowo miała ona być oficjalną kontynuacją słynnego cyklu Jagged Alliance, noszącą podtytuł 3D.

Jagged Continuation

Reklama

Twórcą tytułu jest rosyjsko-ukraińskie studio Game Factory Interactive, które po utracie praw do wykorzystania marki Jagged Alliance, zmieniło całkowicie setting i fabułę gry, wydając ją jako teoretycznie niepowiązany ze słynnymi poprzednikami produkt. Ale jedynie teoretycznie. Każdy, kto miał wcześniej do czynienia z cyklem tych rewelacyjnych taktycznych strategii, po kilku chwilach poczuje się jak w domu - podobieństw jest znacznie więcej, niż różnic. Tym razem akcja przenosi do nas do południowej Afryki, gdzie zostajemy wynajęci, aby obalić tyrana. Na zlecenie wygnanego brata obecnego dyktatora jedziemy zaprowadzić nowy, lepszy porządek. Rzecz dotyczy maleńkiego, ale bogatego państewka, którego eksportowym hitem są diamenty. Oprócz rozgrywek politycznych między braćmi, krajem wstrząsają rebelie wywoływane przez jedno z miejscowych plemion. Niestabilna sytuacja sprzyja wszelkiej maści pospolitym bandytom, a w całość oczywiście musiało swoje trzy grosze włożyć ONZ. Tyle oryginalnego wstępu, dalej zaczyna być już bardzo swojsko.

Sporo też w niej humoru, potrafiącego niekiedy wywołać zupełnie niewymuszony uśmiech. To jak najbardziej subiektywne odczucie, ale chyba rosyjskie poczucie humoru jest nam dużo bliższe, niż choćby to znane z gier niemieckich deweloperów. Tłumaczenie tekstów pisanych stoi na przyzwoitym poziomie, dobrze oddając ironiczny charakter większości opisów. Tym bardziej dziwi fakt, iż dające się słyszeć podczas gry anglojęzyczne odzywki naszych najemników często opatrzone zostały zupełnie niepasującym tłumaczeniem. Takich drobiazgów jest jednak więcej i to właśnie one w znacznym stopniu decydują o ostatecznej ocenie tego tytułu. Przejdźmy jednak do konkretów.

Nie zachwyca również udźwiękowienie. Po kilkudziesięciu minutach mamy dość muzyki, a odgłosy broni zbyt często brzmią zupełnie nieprzekonująco. Poza tym często zdarzają się sytuacje, kiedy to losowe dźwięki w losowych momentach po prostu sobie zanikają. Po czym pojawiają się ponownie. Ot tak.

The Final Cut Dziwna to gra i pełna niesamowitych kontrastów. Z jednej strony mamy to, co ubrane w woodland tygryski lubią najbardziej - lots of guns, niezły realizm i dużą swobodę we wszystkich aspektach gry. Z drugiej jednak całe mnóstwo wyjątkowo frustrujących błędów i niedoróbek. Można nawet pokusić się o nieco złośliwe stwierdzenie, że jest to tytuł, w którym osiągnięto idealną równowagę... między zabugowaniem a grywalnością. Bo sama rozgrywka miłośników tego typu klimatów z pewnością zassie mocno i długo nie puści. Ale po zakończeniu kampanii, na samą myśl o kolejnej walce z mnóstwem upierdliwości i niedopracowanych elementów, jakoś nie mamy ochoty na powtórkę. A to już zły znak. To wciąż jest dobra gra, ma jednak szansę na bycie grą bardzo dobrą. Jeśli tylko producent lub fani stworzą do niej solidnego, rozbudowanego patcha. Czego sobie i wam z całego serca życzymy.

gram.pl
Dowiedz się więcej na temat: Guardian

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje