BattleForge

O zachowawczej polityce wydawniczej Electronic Arts napisano swego czasu setki, jeśli nie tysiące postów na każdym chyba forum poświęconym grom komputerowym. Większości graczy ten potentat branży kojarzył się przez lata wyłącznie z wydawanymi hurtowo grami sportowymi opatrzonymi w nazwie aktualnym rokiem, kolejnym dodatkiem do Simsów czy coraz mniej grywalnymi odcinkami serialu Need For Speed.

Co jednak najciekawsze, te powszechnie znane marki przez cały czas dobrze się sprzedawały, więc chyba nikt nie spodziewał się rewolucji, jaka miała miejsce w minionym roku. Już pierwsze zapowiedzi nowych tytułów wywołały niemałe zamieszanie - spoczywający wygodnie na tronie gigant najwyraźniej obudził się z kilkuletniego otępienia wywołanego nieprzerwanym strumieniem zielonych papierków z wizerunkami amerykańskich prezydentów.

Reklama

W ciągu kilkunastu miesięcy logo EA przyozdobiło pudełka z kilkoma zupełnie nowymi tytułami. Spore, Mirror's Edge czy Dead Space nie były może tytułami, które wywołały wielką rewolucję w obrębie poszczególnych gatunków, okazały się jednak tytułami oryginalnymi i solidnymi. W tym samym czasie "elektronicy" weszli też mocno na rynek gier cRPG, co było konsekwencją nabycia przez koncern utytułowanego studia BioWare. Po latach stagnacji przerywanej rzadkimi i pojedynczymi przebłyskami, potentat elektronicznej branży ponownie zwrócił na siebie uwagę światka graczy. Na początek 2009 roku zapowiedziano także premierę kolejnej, kto wie czy nie najbardziej oryginalnej produkcji wydanej pod szyldem Electronic Arts - BattleForge, gry łączącej w sobie elementy znane z kolekcjonerskich karcianek i klasycznych RTS-ów.

May Be A Price To Pay

O BattleForge mogliście na portalu przeczytać już kilkukrotnie, nadszedł więc czas na zebranie wszystkich wrażeń z rozgrywki w pełną wersję gry i ostateczną ocenę tego, nie ukrywam, wielce interesującego tytułu. Koncepcja rozgrywki oparta jest o trzy kluczowe słowa: Internet, gra karciana i RTS. Są to również podstawowe aspekty zabawy, przy czym właśnie słowo "Internet" jest spoiwem łączącym dwa pozostałe elementy. Dlatego też na samym początku należy wspomnieć o rzeczy najważniejszej - całość zabawy oparta jest na aktywnym połączeniu z siecią, bez niego nie uda nam się nawet uruchomić gry. Oczywiście może stanowić poważny minus dla osób mających problemy z Internetem, gdyż uniemożliwia zabawę nawet na mapach dla jednego gracza. Wynika to jednak między innymi z faktu, iż każdy z posiadanych przez nas profili zapisywany jest bezpośrednio i wyłącznie na serwerze, co ma przede wszystkim zapobiegać wszelakim formom manipulacji i próbom oszustw.

Jest to o tyle istotne, że choć gra nie wymaga opłacania żadnego abonamentu, to jednak choćby zakup kolejnych wirtualnych boosterów z kartami wymaga od nas wydania całkiem realnych i prawdziwych pieniędzy. Oczywiście nabywanie nowych kart nie jest obowiązkowe - równie dobrze możemy bawić się jedynie startowym zestawem, tudzież je wymieniać czy korzystać z wbudowanej w grę giełdy. Ekonomia w BattleForge oparta została o sprawdzone w grach MMO wzorce - naszymi kartami możemy się wymieniać, wystawiać je na sprzedaż, czy też kupować nowe od innych graczy. Wirtualną gotówką są specjalne punkty (BFP - BattleForge Points), zaś poza standardowymi boosterami i ich zestawami (tzw. Tomy po sześć boosterów) o cenach poszczególnych kart decydują wyłącznie graczy, czyli normalne mechanizmy popytu i podaży.

Na początku zabawy otrzymujemy losowy zestaw 64 kart oraz 3000 BFP, którymi możemy w dowolny dopuszczalny przez mechanizmy rozgrywki sposób dysponować. Zdobywać nowe BFP możemy zaś w dwojaki sposób - wystawiając nasze karty na sprzedaż lub nabywając pakiety punktów za realną gotówkę. Jest to rozwiązanie o wiele lepsze niż stały abonament, pozostawia bowiem graczom wolność wyboru i pozwala na zabawę także osobom nie mającym ochoty wydawać kolejnych pieniędzy na nowe karty. W przypadku premierowej edycji sprawdza się to doskonale, jednak niemalże od razu nasuwa się kolejne pytanie: Jak wyglądać będzie dystrybucja nowych zestawów kart, których wprowadzone zostaną podczas zapowiadanego rozwoju gry? Na odpowiedź będziemy musieli jednak poczekać do czasu pierwszego rozszerzenia.

The Turn Of A Friendly Card

Właściwa rozgrywka toczy się na dwóch płaszczyznach. Pierwsza z nich, to szeroko pojęte zarządzanie posiadanymi kartami, tworzenie z nich talii, ulepszanie czy też wspomniane już wcześniej aspekty ekonomiczne. Trzeba przyznać, że jest to jeden z najlepszych elementów całej zabawy, a otwarcie nowo nabytego boostera jest tak samo ekscytujące, jak w przypadku klasycznej karcianki. W pierwszej edycji dostępnych mamy potencjalnie dokładnie 200 unikalnych wzorów kart, co daje nam po 50 różnorodnych kart dla każdego z czterech żywiołów. Stworzenie naprawdę skutecznego i przemyślanego decku, to godziny eksperymentów, podczas których odkrywamy mocne i słabe strony każdej z talii, czy zależności między poszczególnymi kartami. Rewelacyjnym pomysłem jest oddanie nam do dyspozycji tytułowej Kuźni, czyli obszaru ćwiczebnego, na którym bez żadnych ograniczeń możemy zagrywać wszystkie posiadane karty oraz przyzwać kilkunastu zróżnicowanych przeciwników.

Dowiedz się więcej na temat: mechanizmy | zabawy | rozgrywki | karty

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje