Alone in the Dark

Piąta część Alone In The Dark miała być czymś zupełnie nowym dla serii. Sam fakt, że za produkcję tego tytułu wzięło się studio, które wcześniej z losami prywatnego detektywa nie miało nic wspólnego, sprawiał, że fani z niecierpliwością czekali...

...na jeszcze szumne zapowiedzi oraz przedpremierowe pokazy fragmentów gry. Napawały one graczy taki optymizmem, że najnowsze dzieło studia Eden Games jeszcze przed ujrzeniem światła dziennego stawiane było w ścisłej czołówce pretendentów do tytułu gry roku. Niestety, gra wyszła z ciemnego lochu producenta i ujrzała jaskrawe światło sklepowych półek. A z kandydata do gry roku momentalnie stała się jednym z czarnych koni do miana największego rozczarowania Anno Domini 2008.

Reklama

Dziwny Central Park

Alone In The Dark z poprzednimi odsłonami serii łączy jedynie postać głównego bohatera - prywatnego detektywa Edwarda Carnby'ego, parającego się sprawami nadprzyrodzonymi, niemającymi naukowego wyjaśnienia. Cała reszta gry to zupełna nowość, więc ci, którzy spodziewali się powrotu do klasyki, mogą obejść się smakiem. Owszem, chwilami można znaleźć nawiązania do poprzedniczek, jednak dzieje się to niejako przy okazji, więc gracz, który wcześniej nie grał w żadną odsłonę Alone In The Dark, tak naprawdę nic nie traci.

Początek przygody nie wygląda dla Edwarda Carnby'ego zbyt miło. Ląduje on otumaniony w jakimś hotelu, a po chwili dostaje jeszcze plombę w twarz od pilnującego go zbira. Podejrzani panowie przebąkują coś o tajemniczym klejnocie, który ma pomóc im szerzyć zło w Nowym Jorku. Problem w tym, że Edward nie dość, że nie wie nic o tym klejnocie, to jeszcze ma amnezję. Nie wie, kim jest, nie wie, gdzie jest. Ma to związek z poprzednimi częściami serii, których akcja miała miejsce w latach 20. ubiegłego wieku, tym razem zaś dzieje się w czasach nam współczesnych. To tylko jedna z kilku zagadek, jakie stają przed nami. Kolejną, dużo bardziej intrygującą, są żywe szczeliny w ścianach, które zaczynają rujnować cały hotel. Podczas ucieczki spotykamy Sarę, osobę, która też za wszelką cenę próbuje przeżyć w rozpadającym się budynku. Po ucieczce rusza wraz Carnbym do Central Parku, który to staje się głównym miejscem akcji gry, stanowiącym zarazem wytłumaczenie wszystkich dziwnych wydarzeń, jakie mają wokół nas miejsce.

Previously in Alone In The Dark...

Fabuła, podobnie zresztą jak cała akcja w Alone In The Dark, jest bardzo filmowa, a raczej serialowa. Gra została podzielona na siedem epizodów, a w każdym z nich do wykonania mamy kilka sekwencji, z których jedne są dłuższe, inne krótsze. Ich poziom trudności także jest zróżnicowany, co niekiedy doprowadza do sytuacji, że jeden etap spokojnie przechodzimy w piętnaście minut, natomiast z następnym użeramy się ponad godzinę. Na szczęście nie musimy przechodzić gry od deski do deski. Co bardziej irytujące fragmenty możemy pominąć i przeskoczyć do dowolnej sekwencji z dowolnego epizodu. Wyjątkiem są trzy ostatnie sceny, do których dostęp uzyskamy dopiero po wypełnieniu określonej ilości wcześniejszych fragmentów. Przeskakiwanie pomiędzy wyodrębnionymi etapami w grze bardzo często jest rozwiązaniem koniecznym, by nie sięgać po leki antystresowe. Na szczęście przy takim postępowaniu nie ucieknie nam wątek fabularny, bowiem przed każdym epizodem pojawia się retrospektywna animacja przypominająca, co działo się w poprzednich "odcinkach".

Kamera, akcja. Frustracja!

Jak wspominaliśmy na początku, piąta część perypetii Edwarda Carnby'ego jest zgoła inna od swych poprzedniczek. Autorzy postawili tu przede wszystkim na wartką akcję, która nie da graczowi złapać chwili oddechu. Ma to swoje plusy, ale najbardziej na tym zabiegu ucierpiał klimat gry, który zamiast być straszny i budzić u gracza lęk, to jest momentami aż nazbyt sensacyjny i doprowadza tylko do frustracji.

Dowiedz się więcej na temat: Guardian

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje