World of Tanks Blitz - recenzja

Reklama

Nie wierzyłem, że tego typu rozgrywkę da się odtworzyć na smartfonach. Teraz nie wierzę, jak bardzo się myliłem.

Muszę to przyznać już na samym początku:  World of Tanks Blitz wywarło na mnie ogromne wrażenie. Zanim jednak przejdę do powodu, pomówię chwilę o samej grze. World of Tanks Blitz to mobilna wersja megahitu Wargaming.net, World of Tanks. Zasady w zasadzie nie mogłyby być prostsze: jeździmy czołgiem, przeciwnicy też jeżdżą czołgami, musimy ich wyeliminować w określonym czasie lub przez określony czas utrzymać naszą dominację w konkretnym punkcie na mapie. Brzmi wręcz łopatologicznie, ale jak wiadomo, najlepsze gry opierają się właśnie na najprostszych założeniach. A o tym, że w przypadku World of Tanks proste założenia zdają egzamin, wiedzą dziesiątki milionów zarejestrowanych użytkowników.

Co się zaś tyczy samego Blitz – gra oferuje oczywiście potyczki online. Z relacji innych osób wiem, że nawet na iPhone'ie 5s Blitz potrafi przyciąć się podczas gry przez internet, jednak moje doświadczenia są zgoła inne: na zwykłej "piątce" bez literki, a więc słabszym niż 5s sprzęcie, gra bez zająknięcia śmigała w zabójczo wręcz płynnych 60 klatkach na sekundę, nie wychwyciłem też żadnych przekłamań w postaci "teleportujących się" czołgów ani strzałów, które powinny były trafić, a nie trafiły. Krótko mówiąc, online w World of Tanks Blitz działa bezbłędnie i jeżeli ktoś ma z nim problemy, prawdopodobnie winne jest jego połączenie z internetem, a nie sama gra. Stabilne rozgrywki przez internet chwali się tym bardziej, że aspekt ten w grach smartfonowo-tabletowych zazwyczaj co najmniej kuleje.

Poza tym gra niesie ze sobą dokładnie te same emocje, co jej starsza, większa siostra. Wymagane jest zgranie się ze swoją drużyną, a łzy płyną strumieniami zarówno podczas wygranych, jak i przegranych. W porządku – nawet jeżeli nie jesteście przesadnie wrażliwi, World of Tanks Blitz po prostu sprawia ogromną frajdę. Na dodatek sprawia ją za darmo, a odmiana modelu free-to-play, jaką przyjęli twórcy, jest wybitnie sprawiedliwa i nienachalna, co – paradoksalnie – może niejednokrotnie sprawić, że z dobroci serca sypniecie im od czasu do czasu gotówką. Płacić możemy głównie za przyspieszenie odblokowywania kolejnych czołgów, jednak z racji ogromnej żywotności Blitz, nie powinniście odczuć ani grindowej nudy, ani konieczności przyspieszania czegokolwiek.

Wspomniałem na początku, że Blitz wywarło na mnie wrażenie. Poniekąd wiąże się to z rzeczami, o których wspomniałem. Tak naprawdę jednak najbardziej imponujący jest fakt, że to jeden z niewielu przypadków, w których wzięto produkcję, która odniosła sukces na "dużych" platformach – produkcję, w której istotna jest precyzja wciskanych klawiszy – i "przetłumaczono" ją na urządzenia mobilne z takim skutkiem, że z pierwotnego wdzięku i funu płynącego z gry nie uleciało właściwie nic. Sterowanie – choć oparte na niesławnych wirtualnych przyciskach – jest intuicyjne i, co zaskakujące, najzwyczajniej w świecie nie przeszkadza w samej grze. Nieco mniejsze mapy wydają się być idealne do tego typu potyczek, przez co te stają się jeszcze bardziej zażarte niż w stacjonarnym World of Tanks.

Dlatego jeśli ktoś kiedyś stwierdzi, że dobrych portów na smartfony nie da się zrobić, bo to platforma zbyt odmienna od komputerów i konsol – uciszę go przykładem World of Tanks Blitz. A teraz wybaczcie, mam parę czołgów do zestrzelenia.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje